„Fearless”

不怕

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Chapter 32


Późnym wieczorem wróciliśmy do domu. Spędziliśmy długie popołudnie w warsztacie,a później pojechaliśmy na szybkie zakupy.
Cassie przysypiała w samochodzie. Kiedy zaparkowałem na miejscu w podziemnym parkingu obudziłem dziewczynę. Wysiedliśmy z auta. Blondynkę od razu przeszył zimny wiatr.
-Idź już na górę.-Poleciłem Cass,która od razu zapytała,czy mi nie pomóc z torbami. Odpowiedziałem,że nie trzeba,więc pobiegła do mieszkania. Kiedy wszedłem do środka, z łazienki usłyszałem tylko dźwięki wody lecącej pod prysznicem.
Dziewczyna zdążyła wykonać wieczorną toaletę,gdy ja rozpakowywałem zakupy i jadłem szybko zrobioną kolację.
-Jesteś głodna?-Zapytałem Cassie,gdy ta rozczesywała mokre włosy przed lustrem w przedpokoju.
-Nie,dziękuję.-Odpowiedziała smutno. Od jakiegoś czasu była bardzo markotna. Podejrzewałem,że to dlatego,że jest zmęczona i potrzebuje się przespać.-Idziesz do łóżka?-Zapytała uchylając drzwi od sypialni.
-Zaraz idę.-Posłałem jej miły uśmiech,by się trochę rozpogodziła. W odpowiedzi dostałem leniwe ziewnięcie,ale nie wymagałem od niej zbyt wiele aktualnie.
Może to wszystko po prostu ją przytłoczyło? Po szybkim prysznicu opierając się o umywalkę zastanawiałem się,co ja tak naprawdę zrobiłem? Wplątałem się w nieciekawe interesy mojego kumpla,przez którego miałem już kłopoty w przeszłości. Teraz jeszcze Cassie w to weszła. Czy ona robi to dla mnie?
Przeczesując świeżo wystrzyżone włosy wyszedłem z łazienki. Zgasiłem światło w kuchni,salonie i poszedłem do sypialni.
-Śpisz słonko?-Zapytałem szeptem dziewczynę,która tuliła do siebie skrawek kołdry leżąc na boku. Brak odpowiedzi uznałem za "tak",więc wyłączyłem lampkę na szafce nocnej i pocałowałem Cass w czubek głowy.
-Justin?-Blondynka mruknęła cicho w pewnym momencie,gdy powoli zasypiałem.
-Tak?-Zapytałem odkręcając się twarzą w jej stronę.
-To źle,że boję się całego tego starcia z Tracem?-Jej oczy zalśniły,widziałem to nawet w ciemności.
-Nie...Ja też się boję. Jeśli nie chcesz...to nie rób nic na siłę.-Delikatnie dotknąłem ciepłego policzka dziewczyny.
-To nie jest tak,że nie chcę,tylko mam złe przeczucia. Coś nie pozwala mi myśleć pozytywnie.
-Nie bój się,jeśli będzie trzeba ochronię cię przed wszystkim.-Przytuliłem Cassie do swojego torsu. Chciałem dać jej ciepło i poczucie bezpieczeństwa. To było aktualnie najważniejsze. Pragnąłem,żeby czuła się zawsze dobrze,nawet w tych gorszych momentach.

Cassie


Byłam tą niepozorną dziewczyną. Miła,przyjazna,uśmiechnięta,słodka...ale gdy chodzi o misje do wypełnienia już taka nie jestem. Wszystko w jednym momencie się zmienia. Potrafię być silna i bezlitosna. Trudno w to uwierzyć,prawda? Justinowi pewnie też będzie trudno. Już niebawem moje "drugie oblicze" przeżyje swoją drugą młodość. Mam nadzieję,że będzie to jednorazowy wybryk. Nie chciałam za bardzo angażować się w nielegalne sprawy po raz kolejny. W to łatwo jest wejść,jednak trudno się wydostać. To jest jak ogromna klatka z niewielkimi przejściami. Dopóki nie schudniesz wystarczająco,żeby się przez nie przecisnąć będziesz siedział i robił wszystko co może dziać się na tej ogromnej powierzchni.


~~~



Plan nie był skomplikowany. Jedyne co musieli zrobić to zakończyć dilerkę Trace'a. Byli przygotowani,ale nic nie mogli przewidzieć. Wszystko mogło się zdarzyć.
Zwykłe piątkowe popołudnie. Większość ludzi wraca z pracy do domu i odpoczywa. Wtedy także Cassie i Justin zbierali się na ekskluzywną imprezę Szejków i innych zaproszonych bogaczy. Cudem udało się całej grupie zdobyć zaproszenia. Wszystko dzięki pomocy siostry Jamesa. Jak ona to zrobiła? To zostanie w tajemnicy przed wszystkimi. Cassie założyła na siebie powoli sukienkę. Stała przed dużym lustrem na szafie w sypialni i przyglądała się sobie z przerażoną i jednocześnie smutną miną. Odkręciła się w stroną łóżka gdzie leżał skórzany pas na broń. Zapięła go na udzie,tak by nie był widoczny spod różowego materiału. Chwilę później odsunęła drzwi szafy i z najwyższej półki ściągnęła karton,w którym leżały dwa pistolety. Chwyciła jeden z nich niepewnie i popatrzyła na niego z każdej strony. Ostatecznie stanowczo wsadziła go w odpowiednie miejsce przy pasie i wyszła z pokoju sprzątając po swoich przygotowaniach.
Justin w tym czasie dokańczał swoją fryzurę w łazience. Cassie stanęła w drzwiach opierając się o framugę.
-Jesteś już gotowa?-Zapytał nie odrywając wzroku od lustra.
-Tak,wydaje mi się,że tak.-Westchnęła spuszczając wzrok na podłogę. Chłopak spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem i chcąc odciągnąć ją od złych myśli skomplementował jej ubiór.
Kiedy obydwoje byli już gotowi do wyjścia stanęli przed drzwiami. Cassie poprawiła kosmyki włosów wypadające z jej eleganckiego,nisko upiętego koka patrząc na swoje białe,kryte szpilki. Bieber poprawił kołnierz czarnej koszuli i zapiął szarą,połyskującą marynarkę.
-Zaczekaj.-Zatrzymała chłopaka blondynka,gdy ten położył już rękę na klamce.
-Co?-Zapytał patrząc na Cassie,która zdejmowała z szyi delikatny,złoty naszyjnik z zawieszką w kształcie krzyża.
-Weź to,proszę. Jeśli coś mi się stanie chcę żebyś położył mi to w trumnie. Dostałam to od mojej mamy kiedy leżałam w szpitalu po wypadku samochodowym.-Wyciągnęła rękę w stronę Justina,który nie wiedział jak się zachować.
-Miałaś wypadek?-Zapytał niepewnie.
Blondynka pokiwała głową chowając naszyjnik w dłoni.
-Ja prowadziłam,omal nie zabiłam siebie i młodszej siostry. Rodzice byli na mnie wściekli. Wszyscy mówili,że to wina złej pogody,jednak ja od tamtego czasu nie usiadłam za kierownicą ani razu.-Justin wysłuchał krótkiej historii swojej dziewczyny. W jego oczach pojawiły się drobne łezki.
-Nie,nie dawaj mi tego.-Zaprotestował po chwili ciszy.-Nic ci się nie stanie,nawet tak nie mów!
-Weź,proszę.-Szepnęła kładąc mu na dłoni biżuterię.
-Cassie.-Szatyn szybko przytulił ukochaną,po czym pocałował jej pomalowane na delikatną czerwień usta.-Od momentu kiedy wyjdziemy stąd nie możemy dać po sobie nic poznać. Musimy grać cały czas.
Ostatni raz namiętnie się pocałowali,po czym wyszli na korytarz. Dziewczyna zamknęła mieszkanie na klucz,kiedy Justin poszedł do garażu po samochód. Cassie czekała na chłopaka przed wyjazdem z podziemi. Na widok białego Ferrari podeszła ciut bliżej otwierając drzwi auta. Powoli,układając sukienkę usiadła na miejscu pasażera.
Całą drogę przesiedzieli w ciszy. Na początek pojechali do warsztatu,gdzie zamienili samochody i spotkali się z resztą grupy. Chris rozdał wszystkim nadajniki i małe słuchawki,przez które mogli się komunikować.
-Nie będę przeciągał,sprawa jest wam wszystkim znana. Powstrzymujemy tego chujka i wszyscy jesteśmy wolni.-Mówił James chwilę przed tym,gdy wszyscy wsiedli w swoje auta. Następnie w różnych odstępach czasu pojechali na miejsce imprezy.

Chapter 33


Cassie


Jako ostatni dojechaliśmy na miejsce imprezy.
-Jesteśmy.-Poinformowałam wszystkich przytykając palec do słuchawki w uchu.
-Świetnie,wiecie co robić.-Odpowiedział James,który był już w środku.
Justin wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Wyciągnął w moją stronę rękę i z francuskim akcentem powiedział:
-Proszę Madame.
Śmiejąc się położyłam dłoń na jego dłoni i wysiadłam z auta. Chłopak trzasnął drzwiami i biorąc mnie pod rękę ruszył w stronę wejścia do dużego budynku. Przed wejściem stali ochroniarze,którym wręczyliśmy nasze zaproszenia.
-Piętro dziesiąte.-Powiedział do siebie Justin stając przed windą. Chwilę poczekaliśmy,aż zjechała na dół. W tym czasie poprawiłam Bieberowi koszulę.
-Dzięki.-Zaśmiał się całując mnie w policzek.
Kiedy weszliśmy do windy zapadła niezręczna cisza.
-Będzie dobrze.-Pocieszałam samą siebie.-Co się może takiego strasznego stać?-Zadawałam pytania retoryczne,na które i tak potrafiłam odnaleźć odpowiedź.
-Nie martw się,jesteśmy w tym wszyscy.-Zdążył powiedzieć Justin. W tym momencie drzwi windy się otworzyły. Głośna muzyka kierowana przez DJa bawiła wszystkich gości. Nie tak wyobrażałam sobie zawsze imprezy miliarderów. Wydawało mi się,że oni mają nudne i sztywne bankiety.
-Szampan dla każdego z gości.-Podeszła do nas kelnerka,której podziękowaliśmy biorąc kieliszki z tacy.
-To...za dobrą zabawę.-Uśmiechnął się niepewnie Justin.
-Tak...za dobrą zabawę.-Zaśmiałam się ironicznie uderzając delikatnie o kieliszek chłopaka.
Upiliśmy trochę trunku,po czym ruszyliśmy usiąść na kanapy przy ogromnych oknach. Stamtąd mieliśmy dobry widok na wszystkich.
-Mam widok z kamer.-Usłyszeliśmy uradowany głos Chrisa.
-Widzisz sukinsyna?-Zapytał szybko zdenerwowany Justin. Jego groźny wyraz twarzy ukrywał strach.
-Wchodzi do windy.-Dodał Vincent.
Właśnie zaczynało się najgorsze. Brandon i Vin poszli za Trace'em. Słyszeliśmy cichą rozmowę w sprawie rozprowadzenia towaru dla dzieciaków w liceach. Jakaś totalna nowość,w ogóle nie testowana. Musieliśmy go złapać
inaczej mogłoby stać się coś złego. Takie dziadostwo może zniszczyć życie tym którzy to brali i tym z otoczenia biorących.
Akcja zaczynała się rozkręcać. Trace zszedł na imprezę.
-Nasza kolej.-Powiedział cicho Justin wyciągając mnie na parkiet. Tańcząc trzymaliśmy się jak najbliżej naszego celu. Mieliśmy go cały czas na oku,gdy w pewnym momencie wycofał się z tłumu pełnego pięknych kobiet,by odebrać telefon. Wszedł do łazienki.
-Mam plan. Nic nie mów,trzymaj się mnie.-Brązowooki zaciągnął mnie do męskiej toalety wpychając do jednej z kabin. Miałam się nie odzywać,jednak patrzyłam na chłopaka ze zdziwionym spojrzeniem. Dwie kabiny dalej Trace rozmawiał przez telefon.
Ekskluzywna impreza,a ja siedzę z Justinem w kiblu. Lepiej nie mogłam wymarzyć sobie tego dnia.
Szatyn przyparł mnie do ściany,gwałtownie i namiętnie całując mnie po szyi,karku,policzkach i ustach. Robił to jak kompletny napaleniec.
-Słuchaj uważnie co mówi.-Wyszeptał blisko mojego ucha praktycznie niedosłyszalnie.
-Za pół godziny? Jasne,będziemy,wszystko jest gotowe do rozprowadzenia.-Mówił dość spokojnie i opanowanie. Nie krył się z tą rozmową,a raczej nie była to rozmowa o farbie na ściany do kuchni.
Justin podniósł moją nogę,którą trzymałam przy jego biodrze. Jego ręka delikatnie zahaczała o broń na moim udzie. Kilka ostatnich pocałunków...Trace wyszedł z łazienki. Zatrzymaliśmy się na chwilę w totalnej ciszy,by sprawdzić czy ktoś tutaj jest. Chwilę później szybkim krokiem wyszliśmy z pomieszczenia.
-Gdzie on jest?-Zapytałam wyszukując wzrokiem Trace'a. Zgubiliśmy go,a nie była to dobra wiadomość.
-Wsiadł do windy,jedzie do wyjścia. Szybko ludzie! Jedziemy za nim!-James szybko zareagował na zaistniałą sytuację.
-Cholera.-Warknął pod nosem Justin kierując się biegiem w stronę schodów. Nie miałam innego wyboru. Zdjęłam szpilki i biegłam bez butów. Zyskaliśmy dzięki temu trochę na czasie.
-Włączcie GPS-y,macie tam pokazaną jego lokalizację!-Poinformował Chris,który jako pierwszy jechał za ciemnym,masywnym autem.
Serce waliło mi jak oszalałe. Z każdą minutą byliśmy coraz bliżej kulminacji tej akcji. Jak to wszystko się zakończy?
Spojrzenie Justina na drogę wyrażało więcej niż niejeden długi list z groźbą. Nie potrafiłam opanować oddechu po biegu. Spojrzałam z przerażeniem w oczach na chłopaka.
-Kurwa,ich jest więcej i chyba wiedzą,ze ich śledzimy!-Wykrzyczał przestraszony James. Po chwili rozległy się huki strzałów.
-Nie wydaje mi się,że chyba!-Odpowiedziałam łapiąc z Justinem kilkusekundowy kontakt wzrokowy.
-Rozwalimy ich.-Powiedział niskim głosem Vincent. Byłam w stu procentach pewna,że nasze twarze wyglądały niemal tak samo. Groźna mina z sarkastycznym uśmiechem. Obyśmy nie byli zbyt pewni siebie.
Po bokach zaczęły nadjeżdżać inne auta nie zważając na niewinnych uczestników drogi. Nie minęła chwila,kiedy w tle zaczęły wyć syreny ścigającej nas policji. Prędkości samochodów stopniowo,ale szybko wzrastały. Gdy wyjechaliśmy na spotkojniejszą drogę wtedy zaczęła się jazda. Przeciwnicy uruchomili broń.
-Świetnie.-Burknęłam pod nosem rozpinając pasy. Wyciągnęłam gwałtownie broń i obsunęłam szybę do dołu.
-Trzymaj się!-Krzyknął Justin,ponieważ piski opon,warkot siników,strzały i hałas obijającego się wiatru zagłuszał nasze głosy.
Nie miałam zbyt wiele czasu na myślenie. Celowałam w opony. Najwyraźniej nie wyszłam jeszcze z wprawy,bo udawało mi się wszystko robić dość celnie.
Samochody ludzi Trace'a traciły kontrolę i zjeżdżały na boki. Wiedziałam,że szło nam za dobrze,bo do gry weszła broń maszynowa z dużego,czarnego samochodu. Na sam początek skasował z drogi samochód Chrisa,który jechał na czele naszej grupy. Po kolei robiliśmy slalomy,aby unikać strzałów,jednak nie było to takie proste. Nasz plan zaczął nawalać. Jedynym pocieszeniem był fakt,że zgubiliśmy policję.
Straciliśmy ze sobą połączenie,więc byliśmy zdani sami na siebie.
Justin wpadł na szalony pomysł. Musiałam przejąć kierownicę. On w tym czasie wyszedł przez okno na dach samochodu. Nie mogłam w tej chwili myśleć o moim strachu. Moje pierwsze kierowanie samochodem od wypadku i to jeszcze z tak zawrotną prędkością z osobą na masce.
-PRZYSPIESZ!-Krzyknął Brandon z drugiego auta jadącego tuż obok mnie. Musiałam podjechać pod samego czarnego vana. Miałam na tyle dobre,że reszta naszej grupy pomogła mi popychając mnie swoimi samochodami.
Justin wskoczył do ściganego vana powalając na plecy operatora broni. Nie widzieliśmy co działo się w środku,na pewno było gorąco.
Kilka minut,z auta wypadły dwie osoby. Kierowca i koleś,który do nas strzelał. Oznaczało to,że Justin przejął towar. Teraz zostało nam tylko pozbyć się ostatnich dwóch samochodów jadących po bokach jezdni. Z zawrotną prędkością Rodney i Michelle zepchnęli ich do rowów napełnionych wodą.
Triumfowaliśmy z uśmiechami na twarzach. Powoli zwalnialiśmy nogi z pedałów gazu. Emocje opadały. Wygraliśmy.

不怕


Ktoś tu chyba wrócił po dwutygodniowej przerwie haha.

Przepraszam za tak długą nieobecność,straciłam totalnie czas i chęć na pisanie dalej tego fanfiction. Mam napisane dużo rozdziałów więc zanim je dodam może wróci moja kochana wena.

Jak widzicie,dodałam dwa rozdziały. Teraz będzie tak co tydzień. Zdałam sobie sprawę, że na studiach trudno będzie mi dokończyć to ff...

Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem. Zaraz zabieram się za nadrabianie rozdziałów u was i zapraszam do oceniania tych dwóch rozdziałów:)




Tagi: .
17.08.2015 o godz. 18:52

Chapter 31


Po chwili zastanowienia się postanowiłam wejść do środka. Powolnym ruchem złapałam za klamkę małych drzwi. Było otwarte,więc licząc,że nie narobię zbyt wiele hałasu zakradłam się do środka. Nie żebym coś podejrzewała,ale bałam się,że może być niebezpiecznie. Przyparłam się delikatnie do ściany,z której obłaziła zielona farba. Byłam aktualnie w małym pomieszczeniu,w którym stało biurko i dwa krzesła obok niego. Na ścianach wisiały stare obrazki samochodów. Czyli dobrze myślałam,że to jakiś warsztat. Torebka,którą miałam przewieszoną na skos przez ramię trochę mi przeszkadzała. Na tej samej ścianie,na której się opierałam było wejście,pewnie do garażu. Stamtąd dobiegały czyjeś głosy. Trudno było je rozpoznać,ponieważ rozchodziło się echo. Wolnym krokiem ruszyłam do otworu na drzwi,drzwi już tam nie było. Byłam już tak blisko,gdy drewniana podłoga zarwała się robiąc dużo hałasu. Moja noga utknęła w otworze,więc ucieczka nie była aktualnie dobrym pomysłem. Kiedy w garażu zapadła cisza,ja starałam się wydostać nogę z potrzasku. Serce mi przyspieszyło a do oczu napłynęły niekontrolowane łzy. Usłyszałam dźwięk naładowywania pistoletów. Słyszałam ciężkie kroki kilku osób. Noga wydostała mi się z podłogi w momencie gdy James i dwoje innych kolesi wycelowało we mnie pistolety.
-Cassie?-Zapytał cicho zdziwiony James pokazując,żeby jego koledzy schowali bronie.-Co ty tutaj robisz?
-Zobaczyłam samochód Justina...-Mówiłam niepewnie.-Zadzwoniłam do niego i usłyszałam jego telefon tutaj.
-Lepiej idź.-Polecił zdenerwowany chłopak.
-Nie...-Chciałam cicho wtrącić.
-Idź!-Rozkazał celując we mnie pistoletem po raz kolejny. Dwóch czarnoskórych mężczyzn zrobiło to samo. Nie ruszałam się,więc James wystrzelił pocisk w ścianę za mną. Wkurzyłam się,czyżby coś knuli za moimi plecami? Spojrzałam w oczy każdego z moich "przeciwników" po czym wyszłam szybkim krokiem.

Justin


-Kto to był?-Zapytałem Jamesa zamykając maskę samochodu nad którym aktualnie pracowałem.
-Jakieś dziecko.-Dostałem w odpowiedzi.-Przepędziliśmy je.-Widziałem,że Chris i Rodney dziwnie na siebie spojrzeli,więc nie miałem ochoty wierzyć mojemu przyjacielowi.
-Co takiego ważnego się tutaj dzieje,że nie mogę o tym wiedzieć?!-Po dużym garażu rozległ się głos Cassie. Pojawiła się jakby znikąd w wejściu,przez które przechodzili przed chwilą moi kumple.
-Cholera...-Burknąłem pod nosem kończąc wycieranie dłoni ze smaru.
Nikt nie wiedział co ma zrobić. Zapadła totalna cisza.
-Znam tą dziewczynę. Przylepa króla wyścigów na północnych obrzeżach LA.-Michelle szepnęła podchodząc do mnie powoli.
-To moja dziewczyna.-Odpowiedziałem szybko,łapiąc kontakt wzrokowy z Jamesem.
-Proszę Justin...mów.-Wskazał dłońmi zrezygnowany na Cassie,która nie wyglądała na zadowoloną.
-Zaraz wrócę.-Westchnąłem zakładając na koszulkę na ramiączkach koszulę w kratę. Ruszyłem w stronę dziewczyny i obejmując ją w pasie ramieniem wyszedłem z nią na zewnątrz.
-Wsiadaj.-Otworzyłem jej drzwi samochodu ze strony pasażera. Cassie usiadła z założonymi rękoma na miejsce obok którego po chwili pojawiłem się ja.
-Wiem,że to nie wygląda ciekawie.-Zacząłem.
-Tylko nie ściemniaj,powiedz prawdę.-Złagodziłem jej spojrzenie,gdy chwyciłem jej dłoń w swoje obydwie.
-Jeśli powiem prawdę to mnie zabijesz.-Wypuściłem ciężko powietrze z moich ust.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała,czekała na wytłumaczenie.
-Zgodziłem się pomóc Jamesowi w schwytaniu Trace'a.-Wyszeptałem przygotowując się na krzyk Cassie. Ona nadal milczała. Westchnęła cicho wychodząc z samochodu.
-Kochanie...-Również wysiadłem,ponieważ myślałem,że chce odejść. Ona jednak weszła z powrotem do warsztatu. Szybko poszedłem za nią.
-Chcę z wami współpracować. Pomogę wam.-Ogłosiła,a Rodney się zaśmiał. Wszystkie spojrzenia pokierowały się na niego,więc się uspokoił.
-Masz już jeden problem na głowie.-Odpowiedział James.
Nie chciałem się odzywać,było mi głupio,że Cassie musiała się o tym dowiedzieć teraz.
-Nie obchodzi mnie to,chcę wam pomóc.-Blondynka stanowczo stawiała na swoim.
-Dziewczyna jest dobra.-Wtrąciła Michelle z uśmiechem w stronę Cass,na co i ona odpowiedziała uśmiechem. Pewnie znały się,czego ja nie wiedziałem. James się zgodził,więc wszyscy zaczęli witać się z dziewczyną. Ja usiadłem na schodkach z boku i przyglądałem się radości ich wszystkich. Nie byłem zadowolony,że Cassie dołączyła do naszej grupy. Martwiłem się o nią,nie chciałem żeby coś jej się stało.

不怕


Przepraszam,ze rozdziały są takie krótkie. Z czasem będą się wydłużały. Zależało to od mojej weny,kiedy je pisałam.
Jestem już w połowie drogi do pisania ostatnich rozdziałów tego opowiadania,ale mogę was zapewnić,że na pewno będzie to fanfiction trwało jeszcze w trakcie roku szkolnego:)

Czekam na wasze opinie w komentarzach! Dzięki za wasze wsparcie!




ASK

TWITTER
Tagi: .
02.08.2015 o godz. 19:38

Chapter 30


Obudziłem się późno. Cassie już nie było w łóżku jednak słyszałem za drzwiami sypialni,że zbiera się do pracy. Niechętnie przeciągnąłem się i wstałem otwierając na szeroko balkon,by świeże powietrze mnie trochę rozbudziło. Jeszcze trochę nierozbudzony otarłem twarz dłońmi i zaczesałem swoje włosy do tyłu.
Wyszedłem z pokoju ziewając.
-Dzień dobry.-Jęknąłem zmęczony przytulając dziewczynę od tyłu,gdy ta chowała swoje rzeczy do torby.
-Hej,wyspałeś się chociaż trochę? Całą noc się wierciłeś.-Cassie odkręciła się w moją stronę. Zerknęła na moje podpuchnięte oczy i pogłaskała mnie dłonią po policzku.
-Nie.-Zaśmiałem się.-Ale mam teraz kilka dni wolnych.
-Zazdroszczę ci.-Cassie uśmiechnęła się miło zerkając na zegarek na ręku.-Okej,ja lecę,bo się spóźnię. Pa.-Przelotnie pocałowała mnie w usta i szybkim krokiem wyszła z mieszkania. Jeszcze chwilę po jej wyjściu w korytarzu unosił się zapach jej perfum.
Nie miałem ochoty się nigdzie ruszać,więc ubrałem się i zjadłem śniadanie leżąc na kanapie przy oglądaniu nudnych powtórek seriali z wczorajszego wieczoru. Nie chciałem myśleć o wydarzeniu z nocy,kiedy mama zadzwoniła uradowana,że Jason się w końcu odezwał. Rozumiem jej radość,bo w końcu usłyszała swojego syna. Szkoda,że nie zna o nim całej prawdy.
Moją niechcianą wojnę z myślami przerwał w końcu dzwoniący telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Widząc imię "Michelle" od razu wiedziałem,że coś się szykuje.
-Tak?-Zapytałem szybko.
-Dzisiaj o 15:00 w warsztacie,sprawy się trochę pokomplikowały.-Usłyszałem lekko zdenerwowany głos dziewczyny. Nie było to na porządku dziennym,była zawsze pewna siebie.
-Jasne,będę.-Odpowiedziałem zerkając na zegar przy telewizorze,który wskazywał aktualnie godzinę 12:00.
Chwilę później w słuchawce rozległ się tylko dźwięk przerwanego połączenia.

Cassie's Dad


Przyglądałem się jak moja młodsza córka ogląda dziecięce seriale w telewizji. Siedziałem obok niej i nie miałem najmniejszej ochoty na to patrzeć,jednak nie miałem wyboru. Kobiety w tym domu mają przewagę liczebną,nawet jeśli Cassie już tutaj nie mieszka. Minęło już trochę czasu odkąd wyprowadziła się,a wszystko stało się tak nagle. Rozmawiałem z moją kochaną małżonką na ten temat wiele razy. Miałem co do tego pewne podejrzenia. Z każdym dniem przychodziło mi coś innego do głowy. Bałem się,że coś ukrywa. Może zaszła w ciążę i nie chce o tym powiedzieć,może ma mnie i matki dosyć, może Justin się jej oświadczył lub wzięli potajemny ślub. Naprawdę mój mózg nigdy nie spał,cały czas,nawet w trakcie snu miałem jakieś "wizje" na temat wyprowadzki mojej córki. Czułem się okłamywany albo po prostu zgłupiałem. Jestem nadopiekuńczym ojcem i nie mogę pogodzić się z faktem,że moje dziecko jest już dorosłe. Cassie w tym roku obchodzi 20 urodziny,mój mały szkrab,który zawsze sikał na dywany,rozkwita.
-Wiesz co może u naszej pierworodnej?-Zaśmiałem się podczas jedzenia wspólnego obiadu. Kobieta westchnęła ciężko,a ja oblałem się zimnym potem.-Coś się stało?
-Nie,nie. Chyba...trochę już za nią tęsknię.-Dostałem w odpowiedzi od żony.
-To tak jak my wszyscy,ale musimy się przyzwyczaić,że ma pracę,chłopaka i nie będzie zajmowała się starymi dziadkami.-Odganiałem od siebie wszystkie moje wymyślone scenariusze pod tytułem: "Powód.dla którego moja córka wyprowadziła się z domu".
-Martwię się o nią.-Blondynka odłożyła łyżkę do zupy i zaczęła rozmyślać.
-Nie martw się,da sobie radę. Justin wydaje się być dobrym i rozsądnym mężczyzną...
-Mężczyzną...? Przecież to jeszcze dzieciak!
-Co ty taka jakaś przerażona jesteś? Zawsze byłaś tą "matką na luzie".-Zapytałem podejrzliwie,więc kobieta nic już nie odpowiedziała i zabrała się do jedzenia obiadu.

Cassie


Wróciłam dzisiaj wcześniej do domu. Około 16 weszłam do mieszkania.
-Justin,jestem!-Krzyknęłam radosnym krokiem przechodząc przez korytarz jednak nie otrzymałam odpowiedzi. Rozejrzałam się po wszystkich pomieszczeniach. Nikogo nie było. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam niewielką karteczkę leżącą na kanapie.

Jeśli wróciłaś już do domu a mnie nie ma,to znaczy,że zjadły mnie potwory!
Justin.


Zaśmiałam się pod nosem i zaginając kartkę w połowie odłożyłam ją na szklany stolik. Ruszyłam do kuchni. Miałam w planie zrobić obiad,ale jeśli Justin nie wiedział,że wrócę wcześniej,to znaczy,że nie będzie go do późna. Mimo wszystko,w lodówce nie było zbyt wiele jedzenia,więc postanowiłam wybrać się na zakupy.
Wyszłam z mieszkania i energicznym krokiem ruszyłam na przystanek autobusowy. Tam wsiadłam w autobus,którym dojechałam na ulicę w okolicy której znajduje się najbliższy supermarket. Musiałam trochę iść przez wąskie uliczki,żeby dostać się do sklepu. Byłam w połowie drogi do celu,gdy moim oczom ukazało się białe Ferrari. Nie zwróciłabym na nie większej uwagi gdyby rejestracja samochodu nie była identyczna jak w aucie Justina. Stało tutaj dużo pojazdów,praktycznie jeden za drugim,ale nie spodziewałabym się,że znajdę tutaj tak bardzo znany mi samochód. Podniosłam głowę,by przeczytać na zardzewiałym szyldzie co to za miejsce. Niestety,nazwa "Ben's Place" nic mi nie mówiła. Wszystko wskazywało na to,że był to jakiś warsztat. Ogromne drzwi,pewnie do wjazdu dla samochodów,były zamknięte,ale tuż obok było wejście do biura. Na starych drzwiach napisane było,że miejsce to już nie istnieje. Jego wygląd zewnętrzny mówił sam za siebie.
Zadzwoniłam do Justina,dźwięk jego komórki usłyszałam zza dużych starych,metalowych drzwi. Czyli,że tutaj był. Ale dlaczego? Nie rzucałam podejrzeniami. Z początku myślałam,że jest gdzieś w pobliżu i mogłabym się z nim spotkać,ale teraz trochę się przestraszyłam,tym bardziej,że chłopak odrzucił moje połączenie.

不怕


Nie ukrywam,że jest mi przykro widząc zaledwie trzy komentarze pod nowym rozdziałem.

Po raz kolejny mam cichą nadzieję,że liczniej wyrazicie swoją opinię w komentarzach.



ASK

TWITTER
Tagi: .
26.07.2015 o godz. 22:12

Chapter 29


Wróciłem późnym wieczorem do domu. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i dość głośno oznajmiłem Cassie,że wróciłem.
Nie pomyślałem,że jest 22:00,że Cass jest zmęczona po pracy i że może zasnęła. Jak zawsze najpierw robię,potem myślę.
Nie myliłem się,dziewczyna spała na kanapie przykryta miękkim kocem. Wyłączyłem pilotem grający cicho w tle telewizor i odłożyłem klucze od samochodu na szklany stolik.
-Kochanie,śpisz?-Zadałem Cassie banalne pytanie do ucha. Nie uzyskałem odpowiedzi,więc nie chcąc jej budzić delikatnie odkryłem koc i wzięłam dziewczynę na ręce. Kiedy kładłem ją w sypialni na łóżko zaczęła się budzić,więc by jej nie niepokoić szepnąłem przy pocałunku w czoło:
-Spokojnie,nic się nie dzieje,to ja Justin. Śpij dalej.
Nie otwierając oczu pokiwała delikatnie głową układając się wygodnie pod kołdrą,którą ją okryłem. Uśmiechnąłem się miło głaszcząc blondynkę po głowie.
-Zaraz przyjdę,wezmę tylko prysznic.-Powiedziałem cicho wychodząc z pokoju.
Zaczynałem się trochę martwić,już nie koniecznie o Cassie,chociaż o nią troszczę się aktualnie najbardziej,ale o samego siebie. Obawiałem się,że ta jedna niewinna akcja może zakończyć się nieprzyjemnie,ba...nawet tragicznie. Zadzieranie z Tracem to nadstawienie piersi do kuli,on nie jest na naszym poziomie. James pogrąża się w coraz to gorsze kłopoty.
Ciepła woda obmywała moje ciało kiedy leżący na pralce telefon zaczął dzwonić. Wycierając się ręcznikiem sięgnąłem po komórkę na której wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony.
Odebrałem.
-Tak?-Czuć było zdziwienie i przerażenie w moim głosie.
-Wiesz kto dzwoni.-Mimo jego drżącego głosu świetnie rozpoznałem mojego starszego brata.
-Czego chcesz?!-Warknąłem.
-Twojej pomocy.-Głos Jasona załamywał się powoli,jednak ja nie czułem potrzeby,by dać mu szansę.
-Jakiej pomocy?-Dopytałem z ciekawością nie tracąc dystansu do niego.
-Chcę wszystko odwrócić i nie wiem jak...-Płakał,tak on płakał. Chyba pierwszy raz od dziecięcych lat słyszałem jego płacz.
Chwilę się zawahałem,minutę później rozłączyłem się pozostawiając Jasona samemu sobie.
-Nie mam zamiaru ukazywać tobie żalu,bracie.-Burknąłem patrząc na kończące się połączenie.-Nie po tym co jej zrobiłeś.

Jason


Cisnąłem telefonem o ziemię. Domyślałem się,że Justin nie będzie chciał ze mną rozmawiać.
Klęczałem zalany łzami przy odkopanym ciele Johnsona. Ciemności,las...dookoła nikogo nie było. Patrzyłem na szczątki mojego przyjaciela,obrzydliwe robactwo pożywiło się już większością jego mięsa. Dookoła roznosił się nieprzyjemny zapach rozkładającego się ciała.

Już teraz wiem jak czuł się mój brat. Depresja dobijała człowieka,nawet tego,który wydawał się być najlepszy,najsilniejszy.
Nie wiem co zrobić teraz z Cassie. Zaczynam żałować jakim człowiekiem byłem,chciałbym się zmienić,jednak sam nie dam rady. Muszę nabrać odwagi i wrócić do domu. Powiedzieć:
-Mamo,tato...wróciłem. Przepraszam. Kocham was.
Ale czy oni mi zaufają? Justin będzie zawsze przeciwko mnie,będzie bronił Cassie,która tak naprawdę sama wepchnęła mi się wcześniej do łóżka. Przecież to ona się we mnie zakochała,dobrze wiedziała jakim chujem jestem.
Ale z resztą...co za różnica. Zawsze będą po stronie pokrzywdzonej dziewczyny.
Uczyniłem znak krzyża i podniosłem się z ziemi. Chwyciłem łopatę i zacząłem zakopywać ciało Johnsona z powrotem.

Justin


Cassie obudziła mnie w środku nocy. Szturchała mnie w ramię szepcząc moje imię. Odkręciłem się leniwie w stronę dziewczyny. Spojrzałem jednym okiem na siedzącą na łóżku Cass przy przeciąganiu się.
-Wszystko w porządku?-Zapytałem z delikatnym uśmiechem siadając obok niej nie odkrywając ze swoich nóg kołdry.
-Telefon ci cały czas dzwoni. To twoja mama. Nie chciałam odbierać.-Cassie podała mi moją komórkę,a ja złapałem się za głowę widząc kilkadziesiąt nieodebranych połączeń od moich rodziców.
-Cholera,coś się musiało stać.-Pospiesznie oddzwoniłem na numer mojej mamy,a dziewczyna siedząca obok mnie chcąc mnie uspokoić delikatnie głaskała mnie po plecach.-Mamo?-Zapytałem przestraszony,kiedy kobieta odebrała połączenie.
-Justin,nie uwierzysz co się stało.-Płakała.
-Coś się stało,mamo,nie płacz.-Spojrzałem na Cassie,która też zaczęła się martwić. Wyszedłem więc z sypialni na balkon,by nie niepokoić dziewczyny.
-Jason zadzwonił,rozumiesz?! Powiedział,że wszystko u niego dobrze i że za nami tęskni!-Mama była najwyraźniej bardzo szczęśliwa,a mi przyspieszyło serce. Nie wiedziałem co mam powiedzieć,kłamałem,że się cieszę i że to dobrze,że się odezwał,a kiedy się rozłączyłem musiałem chwilę pobyć na zewnątrz,bo myślałem,że szlag mnie trafi.
-Justin,coś złego się stało? Możesz mi o wszystkim powiedzieć.-Cassie niepewnie wyszła na zewnątrz, ubrana w same piżamy i boso.
-Nic się nie stało skarbie. Wracaj do środka bo zmarzniesz i się przeziębisz.-Wymusiłem delikatny uśmiech na swojej twarzy.
-Przecież widzę,coś jest nie tak.-Podeszła bliżej mnie opierając się dłońmi o barierkę stając,jak ja łokciami.
-Nie ważne,to dość prywatna sprawa.-Skłamałem,by nie przestraszyć jej zaistniałą sytuacją.
-Oh,przepraszam,nie chciałam...-Westchnęła spuszczając wzrok.
-Nie przepraszaj.-Przytuliłem Cassie od boku muskając wargami jej policzek.-Chodź,wracamy do środka.-Przepuściłem blondynkę pierwszą w drzwiach balkonowych,po czym położyłem się z nią z powrotem do łóżka. By na chwilę zapomnieć o całym dzisiejszym nieprzyjemnym wieczorze i nocy,całowałem się namiętnie z moją piękną dziewczyną.
-Kocham cię.-Mruknęła zarumieniona ze słodkim uśmiechem na ustach.

不怕


Na sam początek mam dla was kilka informacji.
Otóż postanowiłam prowadzić to fanfiction na dwóch stronach,tzn. tutaj i na Wattpadzie. Zrobiłam to dla waszej wygody,ponieważ dobrze wiem,że niektórym wygodniej jest czytać na innych stronach.
Póki co przenoszę tam stopniowo rozdziały. Jak dobrze pójdzie powinnam nadrobić wszystko do wtorku.
Zapraszam na moją stronę na wattpadzie,możecie mnie tam zaobserwować,komentować i dawać gwiazdeczki jeśli macie konto.
Jeśli ktoś jest zainteresowany przypomnieniem sobie co działo się od początku opowiadania to również może sobie tam przypomnieć.

Po drugie - założyłam TWITTERA.
Możecie mnie zaobserwować (dam follow back),zrobić shoutout,ponieważ zależy mi na rozgłoszeniu konta i jeśli będziecie chcieli możecie do mnie napisać,że chcecie żebym was tam powiadamiała o rozdziałach.

Czekam na wasze opinie co do nowego rozdziału.




ASK

TWITTER


EDIT: Pisałam wcześniej o tym,że będę chciała pisać fanfiction jeszcze na wattpadzie. Odpada...kiedy kopiuję rozdziały cały czas mi je ucina i nie dam rady ich przenieść.
Tagi: .
19.07.2015 o godz. 16:38

Chapter 28


Jason


Kolejny dzień,kolejne piwo,kolejny kieliszek wódki,kolejne wysłanie moich ludzi na śledzenie Cassie. Już mi to nawet nie daje przyjemności. Początkowo nie martwiłem się o to,że zabiłem swojego przyjaciela,ale teraz to po prostu mnie przewyższa. Nigdy bym nie pomyślał,że wpadnę w tak głęboki dołek.
Wyciągnąłem z barku kolejną butelkę z najmocniejszym trunkiem jakie ostatnio kupuje. Spojrzałem ze smutkiem na mały kieliszek.
-Chyba trzeba cię zamienić kolego.-Chwiejnym krokiem ruszyłem do kuchni. Wyciągnąłem dość dużą szklankę i wlałem alkohol do pełna.-Za twoje zdrowie Johnson!-Podniosłem niezdarnie szkło do góry ulewając wódkę na podłogę,po czym wypiłem wszystko jednym tchem. Zakrztusiłem się płynem,pomijając już cholerne pieczenie w przełyku. Myślałem,że zaraz umrę,jednak najwyraźniej to nie był jeszcze na mnie czas. Położyłem się na kanapie i włączyłem telewizję. Cóż za emocjonujące popołudnie.

Cassie


Siedziałam w szpitalu na krzesełkach w korytarzu. Czekałam na Ginger,z którą się tutaj umówiłam. Miała dzisiaj przyjść na USG,żeby dowiedzieć się płci dziecka i ogólnie sprawdzić,czy wszystko jest w porządku. Po chwili drzwi,nad którymi dużymi literami napisane było "Ginekologia",uchyliły się a w nich pojawiła się moja przyjaciółka ze swoim chłopakiem. Pełni radości przywitaliśmy się przytuleniem. Było to pierwsze nasze,moje i Bryana,spotkanie od tej nieprzyjemnej nocy,kiedy zapłakana Gigi przyszła do mnie gdy Bryan był pijany.
-Mam nadzieję,że Justin nie ma do mnie zbyt wielkiego żalu za to co mu zrobiłem.-Wtrącił chłopak podczas rozmowy.
-Jeszcze będziesz miał okazję go za to przeprosić. Właściwie to obydwaj będziecie musieli się przeprosić.-Uśmiechnęłam się miło starając się nie wgłębiać zbyt w ten temat.
Czekaliśmy na kolej dziewczyny to lekarza,kiedy w końcu nadszedł ten moment,Ginger pełna podekscytowania weszła ze mną do gabinetu. Mogłam towarzyszyć podczas badań,jednak Bryan musiał zaczekać na zewnątrz do badania USG. Kiedy upewniono się,że wszystko jest w porządku przeszliśmy do tego najbardziej wyczekiwanego momentu.
-A więc...to dziewczynka.-Powiedziała pogodnie lekarka,a Ginger się wzruszyła. Podczas gdy para się pocałowała,ja również uroniłam łezkę. Cieszyłam się ze szczęścia mojej przyjaciółki. A przecież jeszcze niedawno chciała usunąć ciążę.
Dostałam na pamiątkę zdjęcie USG od Ginger,na odwrocie które napisała:
-Nazwiemy ją Cassandra,bo uratowałaś jej życie przed moją głupią decyzją.

Justin


Pojechałem do warsztatu Jamesa na spotkanie z naszą nową grupą. Miło było ich wszystkich znowu zobaczyć,jednak kiedy myślałem w co się znowu wplątałem trochę o tym zapominałem. Zaczęliśmy rozmawiać o całym planie.
-Namierzyliśmy już komórkę Trace'a,więc mamy go na oku.-Mówił Chris siedzący przy komputerach,kiedy ja i Michelle zajmowaliśmy się podrasowaniem samochodów "pożyczonych" z policyjnego parkingu zatrzymanych samochodów przez Brandona i Vincenta.
-Wyruszamy o 19,nie będziemy mieli lepszej okazji. Trace wtedy jest u siebie z żoną.-Wtrącił się pomiędzy nasze luźne rozmowy James.
-Nie zdążymy zrobić dzisiaj wszystkich samochodów.-Michelle wysunęła się spod auta spoglądając po kolei na nas wszystkich.
-Jutro Trace jedzie do Meksyku po towar,nie zdążymy go zatrzymać.-Dostaliśmy w odpowiedzi od Jamesa.
-Będziemy musieli mu przeszkodzić,gdy już będzie go będzie miał.-Rodney wpadł na swój pierwszy dobry pomysł w tej sprawie.
-Rod ma rację,ale ktoś musi być przy nim,ktoś kto wkręci się w jego grupę.-Dodałem.
-Ja pojadę.-Zgłosiła się Michelle.
-Nie,nie puszczę cię tam samej,nie dasz rady.-Zaprotestował natychmiast James.
-Słuchaj,kobiecie wdzięki mam,ale kiedy ktoś zajdzie mi za skórę potrafię mu skopać dupę.-Dziewczyna najwyraźniej zdenerwowała się tym,że James ją ocenił jako słabszą. Podeszła do niego zaciśniętymi pięściami,wszyscy myśleliśmy,że zaraz mu przywali,jednak się powstrzymała.-Każdej nocy na obrzeżach miasta robi imprezę,wyścigi,laski i tak dalej. Pojadę tam.
-A co potem?-Zaśmiał się Rodney.
-Jeszcze zobaczysz.-Zmierzyła go ostrym wzrokiem i wróciła pod samochód.

不怕


Sześć komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Robicie postępy,tylko trochę w złym kierunku:)

Przepraszam,ze rozdział nie pojawił się w weekend (jeśli była taka osoba,która na niego czekała).
Czekam na wasze opinie pod tym rozdziałem,może pojawi się ich trochę więcej (może chociaż 7 haha).




PYTANIA?
Tagi: .
13.07.2015 o godz. 15:01

Chapter 27


-Wychodzę.-Stałam właśnie przy kuchni i robiłam kolację,kiedy chłopak podszedł całując mnie w policzek.
-Naprawdę,musisz teraz?-Zapytałam z zawiedzeniem w oczach odkręcając się do chłopaka.
-Przepraszam,zjem później,jak wrócę.-Posłał mi miły uśmiech kiedy ja,by podeprzeć się o blat,niechcący dotknęłam gorącej patelni z warzywami i mięsem. Jęknęłam dość głośno z bólu odskakując natychmiast ze swojego miejsca.
-Szybko,pod zimną wodę.-Justin mocno chwycił moją dłoń by podstawić ją pod bieżącą wodę z kranu.
-Okropnie boli.-Syknęłam,kiedy Bieber poszedł założyć buty. Teraz zaczęłam dmuchać na dłoń,żeby móc pożegnać się jeszcze z chłopakiem pod drzwiami.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam wycierając delikatnie dłoń o papierowy ręcznik. Justin najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć. Pocałował poparzone miejsce na dłoni przez co zabolało ciut mocniej,ale starałam się tego nie pokazywać.
-Wrócę późno,nie czekaj na mnie.-Rzucił wychodząc z mieszkania. Nadal nie wiedziałam czemu w sobotni wieczór tak nagle zmienił plany. Dobrze wiedział,że dzisiaj planowałam ugotować tą pieprzona kolację. Najwyraźniej się rozmyślił lub uważa,że nie jestem zbyt dobrą kucharką. Wróciłam do kuchni. Dokończyłam

kolacje,którą później musiałam sama zjeść.

Justin


-Nareszcie jesteś.-Powiedział poważnie James,kiedy wysiadłem z samochodu.-Cieszę się,że wróciłeś.
-Ja też.-Dodałem po chwili opierając się o maskę auta.-Robię to dla niej,pamiętaj.
-Pamiętam.-Widziałem,że nie był zadowolony tym co usłyszał. Odszedł kilka kroków żeby spojrzeć na widok nocnego Los Angeles z góry. Włożyłem ręce do kieszeni kurtki i patrzyłem razem z nim.-Nadal nie mogę uwierzyć z Mia tutaj zginęła.-Westchnął w pewnym momencie.
Mia,jego dziewczyna,była ścigana przez jeden z większych ulicznych gangów Kalifornii. Pracowała dla nich,ale kiedy poznała Jamesa zmieniła strony,kiedy on uratował jej życie przed ostrzałami policji no i skazaniem jej na dożywocie.
W tym miejscu gdzie stoi moje auto,jej tuningowany przeze mnie Cadillac wybuchł przy zderzeniu z drzewem,którego już tutaj nie ma. Uciekała,by się uratować...
-Jaki jest plan?-Zapytałem po chwili ciszy.
-Na początek musimy znaleźć sobie nową grupę...-Mówił.
-A co z...-James przerwał mi śmiejąc się żałośnie.
-Przestraszyli się naszego zlecenia. Zadzieramy z największą szychą na rynku narkotykowym: Trace.
-Hej,hej,stój. Czekaj chwilę. Nie taka była umowa! Mieliśmy pozbyć się Jasona!-Zaprotestowałem szybko podchodząc do Jamesa.
-Tym też się zajmiemy,ale najpierw potrzebuję twojej pomocy!-Jego wzrok jak zawsze wyrażał gniew,ale tym razem pojawiło się w nich też błaganie.
-Nie chcę się w nic wpieprzyć. Cassie mi tego nie wybaczy.-Powiedziałem cicho odchodząc z powrotem do swojego samochodu. Zastanawiałem się nad tym jeszcze chwilę,ale ostatecznie zgodziłem się pomóc mojemu kumplowi.
-Mam dla ciebie namiary na dobrych ludzi.-Wyszukałem w telefonie numery do moich "dłużników". Za każdym razem kiedy zrobiłem dla kogoś coś na ich korzyść dostawałem odpowiedź: "Kiedy będziesz potrzebował pomocy,możesz na mnie liczyć". Dlatego właśnie wybrałem pięcioro z nich. Chris - od komputerów,Michelle - najlepsza od załatwiania broni,Brandon,Rodney,Vincent - najszybsi na drodze.
-Powiedz,że jesteś od Biebera. Będą wiedzieli co robić.-Dodałem kiedy James przepisywał do swojego telefonu kontakty.
-Wielkie dzięki przyjacielu.

Cassie


Nie mogłam zasnąć mimo późnej godziny. Justin nie odbierał ode mnie telefonów,a ja zaczęłam się o niego martwić. Nadal nie wiedziałam gdzie tak naprawdę pojechał.
Wstałam z łóżka,zapaliłam małe światełka w kuchni i nalałam sobie wody do szklanki. Powoli piłam małymi łyczkami. W ręku cały czas miałam telefon. Nagle klamka zaczęła się poruszać,po chwili kilka przekręceń kluczem i ciche trzaśnięcie.
-Hej. Nie śpisz jeszcze? Późno jest.-Chłopak podszedł do mnie. Powoli ucałował mój policzek chłodnymi ustami.
-Gdzie byłeś,martwiłam się o ciebie.-Spytałam z drobnymi łzami w oczach. Nie chciałam pytać go dlaczego czuję od niego alkohol.
-Musiałem spotkać się z Jamesem.-Westchnął po chwili ciszy.-Chcemy cię przecież chronić przed Jasonem.-Tłumaczył.
-Kłamiesz.-Z trudnością wypowiedziałam jedno proste słowo. Odstawiłam z hukiem szklankę na blat i wymijając chłopaka ruszyłam do sypialni.

Justin


Wiedziałem,że wyczuje,że coś jest nie tak. Jej kobiecy instynkt musiał jej w tym pomóc. Przeczesałem szybko swoje włosy ręką po czym ruszyłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Chwilę później wszedłem do sypialni. Cassie cicho płakała,a mi zrobiło się cholernie głupio. Nie chciałem jej okłamywać,ale jakby znała prawdę byłoby jeszcze gorzej. Nie domyślałem się,że tak szybko się czegoś domyśli.
-Kochanie.-Mruknąłem kładąc się obok dziewczyny. Przytuliłem się niepewnie do niej od tyłu. Pocałowałem ją czule na karku i odgarnąłem jej włosy z twarzy.-Chcę żebyś była bezpieczna,zrozum.-Miałem wrażenie,że ona nie miała najmniejszej ochoty mnie słuchać. Moja podświadomość nazywała mnie kłamcą,dlatego zamknąłem się już i odkręciłem się plecami do Cassie. Ja nie spałem,ale dziewczyna w pewnym momencie uspokoiła swój płacz i odpłynęła.
-Kocham cię.-Wyszeptałem.
-Też cię kocham.-Dostałem cichą odpowiedź.-Przepraszam.
-To ja przepraszam,jestem beznadziejny.-Odkręciliśmy się do siebie.
-Nie jesteś.-Cass otarła swoje łzy po czym mocno się do mnie przytuliła.

Cassie


Zaspałam do pracy,dlatego w przyspieszonym tempie wykonałam poranną toaletę. Ubrałam się i już nie miałam zamiaru jeść śniadania.
-O nie kochana,nigdzie cię nie wypuszczę dopóki czegoś nie zjesz.-Zaśmiał się Justin biorąc mnie na ręce kiedy już byłam przy drzwiach.
-Przestań,jest za pięć minut ósma!-Nie było mi w tej chwili do śmiechu,dlatego szybko chłopak postawił nie z powrotem na podłogę.
-To weź chociaż śniadanie,które ci zrobiłem.-Dał mi do ręki brązową,papierową torebkę zawiniętą u góry.
-Dziękuję.-Złożyłam na uśmiechniętych ustach chłopaka kilka przelotnych pocałunków. Wychodząc pospiesznie z mieszkania wysłałam mu jeszcze małego buziaka.

Nadal martwiłam się co przede mną ukrywa,ale nie chciałam teraz do tego wracać. Kłamstwa kiedyś wyjdą na jaw.

不怕


Cześć wam!
Mam nadzieję,że wakacje mijają wam miło.

Jeśli ktoś czytał mojego aska ostatnimi czasy mógł zobaczyć informację,że chcę się przenieść na Wattpad. Tak było,ale po chwili namysłu zmieniłam zdanie.
Po pierwsze - mam tutaj tyle rozdziałów,że nawet nie chciałoby mi się ich tam przenosić.
A po drugie - jeśli komuś podoba się moje opowiadanie,to nie zważając na stronę będzie je czytał.
Przechodziłam ostatnio trochę stresujący czas,a to dlatego,że zbliżało się ogłoszenie wyników matur - zdałam i jestem bardzo zadowolona z wyników,ale wcześniej nie miałam pojęcia jak to pójdzie,więc byłam dość poddenerwowana i zirytowana. Przepraszam,że musieliście znosić moje fochy dotyczące jak mało komentarzy mam pod rozdziałami.

Czekam na wasze opinie co do tego rozdziału.
Aktualnie przechodzę fazę pisania długich rozdziałów (jestem na pisaniu 38 rozdziału),więc teraz się trochę pomęczycie z krótkimi,a później wszystko się wydłuży.

Od razu was informuję,że już od przyszłego roku akademickiego prawdopodobnie idę na studia,ale kiedy tak sobie myślę,to przecież nie zatopię się tak całkowicie w naukę. Poznam nowych ludzi,poimprezujemy,może jakiś mały staż (po liceum? haha,no ale sie zobaczy),ale na hobby jakim jest pisanie też powinnam znaleźć czas. Więc jeśli uznam,że dam radę pogodzić to wszystko ze sobą,to gdybym tak każdy wolny weekend poświęcała na pisanie rozdziałów,to może dam radę napisać jeszcze jedno fanfiction.
Nic nie obiecuję,bo różnie to wychodzi w moich planach.
Na razie będę dokańczać to opowiadanie,a w głowie mam jeszcze mniej więcej 12 wątków (mówiąc od rozdziału 38 na który jest w fazie pisania),które muszę rozciągnąć czasowo.
Możliwe,że wyjdzie tak,że jeszcze długo będę pisała to ff.
Póki co nie chcę myśleć o jakiejś nowej fabule,muszę skończyć to co zaczęłam i nie zaprzepaścić tych pomysłów,które muszę wykorzystać teraz.

Dużo się rozpisałam,a teraz wy się rozpiszcie w komentarzach :)




PYTANIA?
Tagi: .
05.07.2015 o godz. 14:02

Chapter 26


one month later
Cassie


Święta Wielkanocne. Na ten czas wróciłam do swojego domu,by spędzić je z rodziną. Mimo,że trzy dni wolnego wydawały się być spokojne cały czas czułam za sobą oddech Jasona i jego wspólników. Wiedziałam,że z każdym dniem zbliża się mój "koniec". Jak zrozumieć pojęcie "koniec" w moim przypadku? Może mieć to wiele znaczeń,dlatego też boję się je odkryć.
-Cassie?-Do mojego pokoju weszła mama,z którą nadal byłam skłócona. Od momentu mojej przeprowadzki do Justina nie rozmawiałyśmy ze sobą w cztery oczy.
Byłam już gotowa do powrotu do mieszkania chłopaka,jednak postanowiłam poświęcić chwilę mojej matce,która najwyraźniej chciała ze mną poważnie porozmawiać.
-Szykuje się coś niedobrego. Cały czas śni mi się Jason.-W jej oczach widoczne były łzy.
-Mamuś,ja wiem.-Westchnęłam.-Sama sobie narobiłam tych problemów,muszę teraz się z tym wszystkich zmierzyć. Nie potrzebuję na razie twojej pomocy.-Mówiłam jakbym już nie bała się słów Jasona. Tak jakbym zapomniała jakim cholernym brutalem się okazał.
-Pozwól mi powiedzieć tacie,jak ci się coś stanie...-Przerwałam jej.
-Nic mi się nie stanie,nawet tak nie mów.-Chwyciłam jej dłonie w swoje. Obydwie zaczęłyśmy płakać.
-Kochanie,tak się o ciebie martwię. Czemu to musi być takie skomplikowane? Czemu nie możemy tak po prostu zadzwonić na policję?-Pytała przytulając się ze mną.
-Nie karz mi tego znowu tłumaczyć,dobrze wiesz czemu...
-Wiem słonko,wiem.-Wyszeptała ocierając swoje łzy.-Uważaj na siebie,błagam cię.
-Uważam mamo!-Wzięłam głęboki oddech. Popatrzyłam jeszcze raz na swoją rodzicielkę po czym wzięłam torbę z moimi ubraniami i ruszyłam,żeby pożegnać się z tatą i siostrą. Nie dawałam im nic po sobie poznać,jak zawsze największe zaufanie miałam do mamy.
Wyszłam na podwórko i czekałam na Justina. Chłopak nie pozwalał mi już się bez niego gdziekolwiek ruszać. Wszędzie mnie zawoził,zaprowadzał,nawet jeśli miał swoje ważne sprawy.
-Hej.-Przywitałam uśmiechem swojego chłopaka całując do w policzek.
-Hej,jak się czujesz?-Zapytał równie uśmiechnięty jak ja.
-Napchana jedzeniem,jednak dobrze. A ty?-Zaśmiałam się.
Cała droga przebiegła nam w bardzo dobrym humorze. Weszliśmy do naszego mieszkania po kilkudniowej nieobecności.
-Moja mama wcisnęła nam trochę jedzenia na najbliższe pięć lat.-Zażartował Justin kierując się do kuchni.
-No co ty nie powiesz,moja też.-Również skwitowałam to zabawnie,chociaż myśląc o mamie pamiętałam o naszej rozmowie.
-No to dziesięć lat gotowania z głowy!
Kiedy uporządkowaliśmy wszystko mieliśmy popołudnie dla siebie.
-Więc co robimy?-Zapytał chłopak puszczając mi zadziornie oczko.
-Czy ty coś sugerujesz?-Zapytałam podejrzliwie wycofując się w stronę sypialni pod naciskiem Justina.
-Nie. No skądże?!-Zaśmiał się kiedy upadłam bezwładnie w poprzek łóżka.-Stęskniłem się trochę przez te trzy dni.-Wczołgał się na czworaka nade mną zaczynając pocałunki na mojej szyi.
-No to niestety cię zawiodę,mam okres.-Powiedziałam,a na twarzy Justina wymalowało się zaskoczenie i zawiedzenie.
-Ej,czemu akurat teraz...-Zrobił minkę zbitego psiaka,a ja zaczęłam się wtedy z niego śmiać.
-Żartowałam,już się tak nie smuć!-Przekręciłam chłopaka tak,że teraz to ja byłam nad nim.
-To akurat nie było śmieszne.-Wtrącił pomiędzy pocałunkami.
Powoli i stopniowo zaczęliśmy zdejmować z siebie ubrania. Szczerze mówiąc był to chyba nasz pierwszy seks w dzień,gdzie słońce wpadało do pokoju przez okna i wszystko było idealnie widać. Inni ludzie raczej byliby zawstydzeni i unikali kontaktu wzrokowego,ale my cały czas się na siebie patrzyliśmy i śmialiśmy.
Justin delikatnie położył się na moim ciele. Każdy ruch wykonywał przy gorących pocałunkach na mojej szyi,dekolcie i karku. Jego ciepły oddech przyjemnie obijał się o moje ucho,gdy on szeptał mi słodkie słówka.
-Jay...-Mruknęłam kiedy moje nogi zaczęły wymykać się spod kontroli.
-Cichutko.-Odpowiedział swoim niskim,zachrypiałym głosem przechodząc pocałunkami na moje usta. Wgryzłam się lekko w jego dolną wargę,którą stopniowo wpuszczałam z uścisku.-Jak ty to robisz,że na co dzień jesteś grzeczną,słodką dziewczynką,a w łóżku robisz się niegrzeczną tygrysicą?-Zaśmiał się patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się,po czym zacisnęłam swoje usta i popchnęłam delikatnie Biebera,żeby teraz to on był pode mną. Zwolniłam ruchy by się z nim trochę podroczyć.
-Mmm,oh tak.-Wyszeptał,gdy składałam delikatne muśnięcia na jego torsie przechodząc powoli na szyję.-Jesteś świetna.-Zaśmiał się zadziornie kładąc jedną rękę za głową,a drugą na mojej piersi.
-Jestem blisko...-Jęknęłam cichutko czując jak moje nogi powoli wymykają się spod kontroli.
Teraz Justin przejął kontrolę nad wszystkim. Przyspieszył maksymalnie ruchy,co zakończyło się wspólnym orgazmem.
-Kotku...-Jęknął na zakończenie zagryzając delikatnie moją skórę na szyi.
-Auć,ty wampirze.-Zaśmiałam się,na co on odpowiedział tym samym.
Poszłam do łazienki,a gdy wróciłam zastałam Justina leżącego na brzuchu na łóżku przeglądającego coś w internecie. Wskoczyłam mu na plecy śmiejąc się.
-Pomasuj mi plecki skarbie.-Mruknął zabawnie.
-Haha,no i jeszcze czego?-Zaśmiałam się,ale mimo wszystko kilka minut robiłam to o co prosił. Chwilę później położyłam się na nim i zaczęłam usypiać.
-Kocham cię i nigdy nie chcę przestać.-Uśmiechnęłam się do siebie.
-Aww,ja ciebie też małpeczko moja najsłodsza.-Podobało mi się to,że mimo świadomości,że za naszymi plecami nie dzieje się najlepiej potrafiliśmy jeszcze się pośmiać,wyznać sobie miłość i żyć jak normalni ludzie. Chciałabym żeby tak zostało na zawsze.

不怕


Przepraszam...
Nie ukrywam,że nie mam aktualnie czasu na bloga.
Wakacje wakacjami,ale muszę załatwić dość dużo spraw.

Mam nadzieję,że będziecie teraz trochę bardziej aktywni.
Rok zakończony,więc na pewno macie teraz więcej luzu i spokoju.
Czekam na wasze opinie na temat rozdziału w komentarzach.

Życzę wam udanych,miłych,słonecznych i pełnych przygód wakacji!



Tagi: .
28.06.2015 o godz. 20:11

Chapter 25


Justin pokręcił przecząco głową wyjmując mi telefon z ręki. Rozłączył rozmowę i odłożył moją komórkę na stolik. Ja już praktycznie płakałam,a chłopak nic nawet nie powiedział.
Usiadł obok mnie i schował twarz w dłonie.
-Nie,ja...ja nie wierzę,że to jest mój brat.-Westchnął ciężko.-Cassie,przepraszam za niego! Mam wrażenie,że z biegiem czasu mnie też zaczniesz się bać. Ja nie jestem tym kim on,pamiętaj to.-Klęknął na dwa kolana przede mną i chwycił moją dłoń w swoje obie. Złożył na niej kilka krótkich pocałunków.
-Przestań Justin,nigdy tak nie pomyślałam i nie pomyślę.-Odpowiedziałam łamiącym się głosem.
-Najważniejsze jest żebyś nie pokazywała mu,że się go boisz,ale też nie zgrywaj odważnej. Ignoruj go,tak będzie najlepiej.-Wstał z podłogi i chodząc po salonie wybierał numer w telefonie.
-Gdzie dzwonisz?-Zapytałam szybko podchodząc do Justina.
-Do Jamesa,muszę z nim chwilę pogadać.-Założył czarny płaszcz,który wisiał w przedpokoju.-Zaraz wrócę,nigdzie się sama nie ruszaj. Najlepiej zamknij drzwi od środka i nie otwieraj nikomu obcemu.-Przed wyjściem ujął moją twarz w swoje dłonie składając na moich ustach namiętny pocałunek.

Justin


Zbiegłem szybko po schodach do podziemnych garażów. Znalazłem swój samochód,który otworzyłem już na odległość. Wsiadłem zdenerwowany trzaskając za sobą drzwiami. Ruszyłem z piskiem opon. Jechałem przez miasto jak najszybciej mogłem,by nie dostać mandatu i nie tracić na to dziadostwo czasu. Cały czas starałem się dodzwonić do mojego kumpla jednak na marne. Dopiero gdy dojechałem pod jego dom zobaczyłem,że nie jechałem tu na marne. Siedział na motorze i całował się z jakąś laską.
-James!-Krzyknąłem wysiadając z auta wybijając parę z namiętnego pocałunku.
-Justin?-Zapytał zdziwiony zeskakując z maszyny. Podaliśmy sobie ręce.
-Możemy porozmawiać?-Zapytałem zerkając ukradkiem na czarnowłosą dziewczynę.
-Jasne,chyba nawet wiem już o czym.-Posłał mi porozumiewawcze spojrzenie.-Lucy,przepraszam,ale mamy poważna sprawę do załatwienia.-Zrezygnowana i wkurzona dziewczyna odeszła w ciszy.
-Przepraszam,że spieprzyłem ci wieczór.-Wtrąciłem kiedy szliśmy do domu Jamesa.
-Nic nie szkodzi,mam dla ciebie nowe,nie zbyt dobre wiadomości. Pewnie już coś o tym możesz wiedzieć.-Odpowiedział kiedy weszliśmy do środka.

Cassie


Minęła godzina,Justina nadal nie było. W między czasie wykonałam wieczorną toaletę,zgasiłam wszystkie światła i położyłam się do łóżka. Zostawiłam włączoną jedynie lampkę nocną stojącą przy łóżku.
Siedziałam z podkulonymi nogami przykryta białą kołdrą. Telefon trzymałam cały czas w ręku z nadzieją,że chłopak w końcu da jakiś sygnał. Nagle do drzwi ktoś gwałtownie zapukał a następnie kilak razy pod rząd nerwowo zadzwonił. Szybko zerwałam się na nogi i na palcach podbiegłam do drzwi. Spojrzałam przez wizjer gdzie zobaczyłam dwóch kolesi,tych samych którzy byli pod szpitalem. Nogi zrobiły mi się jak z waty,serce gwałtownie przyspieszyło.
-Otwieraj mała zdziro,wiemy,że tam jesteś!-Mówili cicho,lecz ze złością.
Jakim cudem oni się tutaj dostali? Weszli zapewne kiedy któryś z sąsiadów przyszedł do domu lub dzwonili po innych mieszkaniach by otworzyli drzwi.
Szybko odsunęłam się od drzwi. Wróciłam do sypialni. Wyłączyłam lampkę i spanikowana schowałam się do szafy. Jedyne co ze sobą wzięłam to telefon. Dzwoniłam do Justina,ale on nie odbierał. Mężczyźni dobijali się coraz bardziej,byłam pewna,że na tym nie zaprzestaną.
-Już wracam Cassie.-Usłyszałam spokojny głos chłopaka,kiedy po setnym razie odebrał tą pieprzoną komórkę.
-Justin.-Wyszeptałam płacząc.-Proszę,szybciej. Ktoś jest pod drzwiami,chyba ktoś od Jasona. Widziałam ich dzisiaj pod szpitalem.-Dławiłam się łzami i powietrzem. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
-Cholera,spokojnie,schowaj się gdzieś.-Mówił,a w jego głosie słyszałam zdenerwowanie.
-Nie rozłączaj się proszę.-Mówiłam niewyraźnie,moje wszystkie mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
-Nie rozłączę się.-Odpowiedział.
Justin cały czas słuchał mojego płaczu i niespokojnego oddechu,pomiędzy którym rozbrzmiewało uderzanie w drzwi. W pewnym momencie usłyszałam kłótnię. Wyszłam więc z mojej kryjówki i niepewnie znów spojrzałam przez wizjer. Kolesie od Jasona zaczęli bić starszego mężczyznę,który chciał uspokoić ich ciągłe "pukanie" do mieszkania.
-Gdzie jesteś?-Zapytałam do telefonu,jednak nie otrzymałam odpowiedzi od Justina.-Halo? Halo?!-Powtórzyłam kilka razy dopóki na klatce schodowej nie zauważyłam chłopaka,który szedł jak gdyby nigdy nic.
-Zostaw go już.-Powiedział jeden z nieproszonych gości zauważając za sobą Biebera.-Popatrz kogo my tutaj mamy.-Widziałam jak Justinowi ręce grzeją się do walki. W tym momencie pobity mężczyzna uciekł do siebie.
-Nie.-Jęknęłam cicho ocierając swoje łzy spływające mi po policzkach. Justin nie przejął się ich pobytem tutaj ponieważ tuż za nim pojawili się jego kumple,którzy dość grzecznie wyprosili facetów z budynku. Domyśliłam się jednak,że na zewnątrz dali im popalić.
Otworzyłam szybko drzwi chłopakowi,który szybko wszedł mocno mnie do siebie przytulając. Podniósł mnie do góry kiedy tylko nasze ciała się zetknęły. Oplotłam delikatnie rękoma jego szyję wplatając palce w jego włosy.
-Już dobrze,jestem obok.-Wyszeptał zanosząc mnie do łóżka. Ułożył mnie delikatnie na pościeli,po czym zaczął zdejmować swoje ubrania. Założył na siebie biały,obcisły tank top i szare dresy. Upewnił się jeszcze czy na pewno nikogo nieproszonego już nie ma i po chwili znalazł się obok mnie.
-Chodź tutaj do mnie.-Wyciągnął ręce w moją stronę,żebym mogła się do niego przytulić. Wtuliłam się delikatnie w jego tors,gdy on pocałował mnie w czoło i pogłaskał mnie po głowie.-Wszystko w porządku?-Zapytał cicho.
Odpowiedziałam szybkim pokiwaniem głową.

Justin


Dziewczyna powoli usypiała w moich objęciach. Kiedy patrzyłem na Cassie nie mogłem sobie wyobrazić,że Jason chce jej zrobić coś złego. Możliwe,że to wszystko przeze mnie. Gdyby on nie był moim bratem może nie mścił by się na niej.
-Justin.-Zapytała szeptem Cass zerkając na moją twarz.
-Tak?
-Wiesz co chce ode mnie Jason?-W jej oczach zalśniły łezki.
-Cichutko,nie myśl o tym. Śpij.-Chciałem odciągnąć ją od złych myśli. Przysunąłem jej głowę delikatnie bliżej mnie i jeszcze kilka razy ucałowałem czubek jej głowy.


"Albo Cassie będzie moja albo żaden z nas jej nie będzie miał"



不怕


Witam po długiej przerwie...znowu.
Przepraszam,ale widząc 7 komentarzy pod poprzednim rozdziałem tracę jakąkolwiek motywację do pisania tego opowiadania.
Nudzi was ta historia...to widać.
Nie wiem czy jest sens w kontynuowaniu jej. Mam napisane dużo rozdziałów ponad tym i trochę szkoda jakby to wszystko się zmarnowało.
Wiele z was wysyła mi po kilka wiadomości kiedy nie skomentuję waszych rozdziałów/notek,a co ja mam zrobić kiedy praktycznie połowa z moich czytelników liczy tylko na pochwały a sama od siebie daje "Super,czekam na next." To bardzo irytujące,nie będę tego ukrywać. Mam wtedy wrażenie,że czytacie notki bardzo skrótowo albo może i wcale. Nie chcę w to wnikać,ale jeśli dalej się będziemy tak bawić to nie widzę w tym wielkiego sensu.
Pisze to po raz milionowy...Ten blog nie ma sensu jeśli was tutaj nie będzie,tylko wy decydujecie o tym,czy tutaj zostanę.
Zjedziecie mnie zaraz,że się żalę,no ale cóż...Nie lubię ukrywać tego co we mnie siedzi.

Czekam na wasze opinie na temat rozdziału w komentarzach poniżej.
Dziękuję,pozdrawiam.




PYTANIA?
Tagi: .
14.06.2015 o godz. 13:43

Chapter 24


-Gdzie ty się wybierasz?-Zapytała mama trochę podłamanym głosem.
-Cicho.-Przyłożyłam palec do ust zamykając za mamą drzwi na kluczyk.
-Cassie,co się dzieje?-Usiadła na łóżku,a ja obok niej.
-Chcę...znaczy...ugh,nie wiem jak zacząć!-Zrezygnowana ukryłam twarz w dłonie.-Obiecaj,że nikomu nie powiesz,szczególnie tacie.
-Nie obiecam ci,bo nie wiem o co chodzi...-Odpowiedziała patrząc już teraz z lekką złością na moją osobę.
-Przeprowadzam się do Justina.-Powiedziałam szybko patrząc prosto w oczy mamy.-Ale to częściowo nie jest moja wola. Jason...-Blondynka nie dała mi skończyć.
-Wiedziałam,wiedziałam,że chodzi o niego. Dzwonię zaraz na policję,mam już tego dosyć!-Zaczęła nerwowo chodzić po moim pokoju wybierając drżącymi rękoma numer w telefonie.
-Nie,dobrze wiesz,że to nie jest takie proste!-Wyrwałam jej komórkę z dłoni.-Dowiedziałam się niedawno,że Justin jest bratem Jasona.
Mama złapała się za głowę.
-Nie,nie...Nie pozwolę ci się z nim więcej spotykać. Zobaczysz on też się okaże psychopatą!-Kobieta nie wiedziała już co z sobą zrobić. Miała ochotę wybuchnąć z nadmiaru emocji. Ja już nie mogłam na to wszystko patrzeć.
-Wiedziałam,że tak zareagujesz! Ale mamo,Justin to nie ten typ! Ja mu ufam,on powiedział,że mi pomoże,że przy nim będę bezpieczna!-Mówiłam prawie płacząc do osoby,która właśnie miała mnie gdzieś.
-Nie,Cassie...To nie jest możliwe.-Kręciła przecząco głową zalewając się łzami.-Za mało ci krzywdy wyrządził jeden palant?! Chcesz tego więcej?! Proszę bardzo! Leć do tego swojego Justina,ale kiedy się na nim zawiedziesz...nie licz na mnie!-Nie poznawałam mojej mamy. To nie była ta sama kobieta co zawsze. Jeszcze niedawno potrafiłyśmy rozmawiać o wszystkim,a teraz wszystko się spieprzyło. Skłóciłam się z moją rodziną.
Po chwili w moim pokoju pojawiła się Ginger.
-Cassie?-Weszła niepewnym krokiem i widząc mnie zalaną łzami,leżącą na brzuchu na łóżku od razu zaczęła mnie pocieszać.-Chcesz ze mną porozmawiać?

Był środek nocy,jednak ani Gigi ani ja nie spałyśmy. Rozmawiałyśmy. Leżałyśmy na moim łóżku i nadrabiałyśmy wszystko co nas ominęło w ostatnim czasie.
-Jesteś pewna,że Justin jest dla ciebie dobry?-Zapytała w pewnym momencie.-Kiedy zaczęłaś spotykać się z Jasonem zachowywał się identycznie jak on teraz. Nie boisz się?
Kiedy tak zadała mi to pytanie zaczęłam się nad tym zastanawiać. Nie chciałam jednak wierzyć,że Justin jest taki sam jak jego starszy brat. Odpychałam od siebie tą myśl jak najdalej. Zbyt mocno go kocham,by go tak okropnie oskarżyć.
-Ufam mu...-Westchnęłam cicho spuszczając wzrok na pościel.
-Nie znam Justina,dlatego martwię się o ciebie. Nie zrozum mnie źle,nie chcę cię nastawić przeciwko niemu.-Wytłumaczyła się szybko,a ja posłałam jej miły uśmiech.-Jeśli coś się będzie działo,dobrze wiesz,że jestem tutaj żeby ci pomóc.-Splotłyśmy swoje dłonie i zaśmiałyśmy się w głos.-Zawsze będę twoją przyjaciółką.-Przytuliłyśmy się mocno po czym postanowiłyśmy odejść od złych tematów.

Wcześnie rano Ginger wróciła do swojego mieszkania i do Bryana. Ja również się zaczęłam o nią martwić,szczególnie po wczorajszym incydencie z pijanym chłopakiem.
Przygotowałam się do pracy,zjadłam śniadanie i poszłam do swojego pokoju. Zrobiło się w nim trochę pusto,większość rzeczy zapakowałam do dużej walizki,która leżała na podłodze przy łóżku. Wypuszczając ciężko powietrze z ust usiadłam na wygodnym materacu sięgając komórkę leżącą na szafce nocnej. Wybrałam numer do Justina.
-Tak?-Kiedy usłyszałam jego zachrypnięty głos przeszedł przeze mnie dreszczyk.
Na chwilę się zawiesiłam i nie wiedziałam jak zacząć rozmowę.
-Będziesz za piętnaście minut u siebie?-Zapytałam uśmiechając się do siebie ze łzami w oczach. Nie były to łzy radości czy smutku. To były łzy strachu. Było już tak źle,że musiałam się wynieść z domu dla własnego bezpieczeństwa.
-Tak,mam dzisiaj wolne.-Dostałam w odpowiedzi.
-Będę niedługo.-Wypowiedziałam szybko,po czym się rozłączyłam. Rozejrzałam się jeszcze po swoim pokoju. Przez moją głowę przeleciało trochę wspomnień. Kiedy bawiłam się tutaj z moją młodszą siostrą,kiedy przeżyłam swój pierwszy raz z Jasonem,gdy rodziców nie było w domu,kiedy tata krzyczał na mnie za każdym razem gdy wracałam pijana lub spóźniona,kiedy płakałam jak mój były "ukochany" zaczął mnie szantażować... To tutaj zostanie,te ściany to zapamiętają na wieki wieków.
Ale nie powinnam się teraz tak denerwować,zapewne tutaj wrócę kiedy sprawy z Jasonem się unormują,o ile to się kiedykolwiek stanie.
Zeszłam na parter domu z ciężką walizką. Przy śniadaniu ogłosiłam rodzinie,że "chcę spróbować samodzielnego życia". Tata był zadowolony,że podjęłam sama tak ważną decyzję,jednak mama nie była na tyle szczęśliwa. Ona znała ten właściwy powód.
Ojciec zawiózł mnie pod bloki na strzeżonej dzielnicy.
-Bądźcie grzeczni,żebym nie musiał interweniować jak się dziecko pocznie.-Zażartował kiedy wyciągał moje rzeczy z bagażnika.
-Bardzo zabawne tato.-Skwitowałam ironicznie jego wypowiedź.
-Trzymaj się córciu,tylko się teraz od nas nie odcinaj!-Przytulił mnie do siebie.
-Dobrze papciu,będę dzwonić i was odwiedzać.-Uśmiechnęłam się,po czym ruszyłam do właściwego budynku. Byłam tutaj już kilka razy,więc zapamiętałam kod do wejścia.
Kiedy znalazłam się już na dobrym piętrze,przed drzwiami mieszkania Justina,zaczęłam się wahać. Nacisnęłam na dzwonek,a po chwili otworzył mi chłopak. Roztrzepane włosy,brak koszulki,luźne spodnie dresowe i szczoteczka do zębów w ustach.
-Hej.-Uśmiechnęłam się miło opierając delikatnie o walizkę. Widziałam,że chłopak był najwyraźniej zdziwiony,ale jednocześnie zadowolony.
-Hej,wejdź!-Wyjął szczoteczkę z buzi i wziął ode mnie bagaż.-Zaczekaj na mnie chwilę.-Ruszył do łazienki żeby dokończyć swoją poranną toaletę.
Nie minęło dużo czasu,żebym zobaczyła Justina znowu. Wycierał twarz i dłonie ręcznikiem kierując się w moją stronę. Stałam oparta o kanapę.
-Cieszę się,że jednak się zgodziłaś.-Uśmiechnął się szeroko stając tuż przede mną.
-Masz pastę do zębów w kąciku ust.-Wytarłam kciukiem zabrudzone miejsce,po czym Justin zaczął namiętny pocałunek. Jego silne,umięśnione ręce nie pozwalały mi wyjść z jego uścisku.
-Mam wrażenie,że nie cieszysz się,że ze mną zamieszkasz.-Westchnął smutno Bieber.
-Cieszę się.-Posłałam chłopakowi uśmiech.-Ale zaraz się spóźnię do pracy,więc widzimy się wieczorem.
-Rozpakuję twoje rzeczy.-Wtrącił Justin kiedy ruszyłam do wyjścia.
-Dobrze!-Odpowiedziałam zamykając za sobą drzwi.

Wychodząc późno z pracy czułam,że ktoś mnie obserwuje. Byli to dwaj kolesie ubrani na czarno,patrzyli się na mnie dość nieprzyjemnymi spojrzeniami. Chociaż się przestraszyłam postanowiłam ich ignorować.
Na parkingu stał samochód Justina,więc szybkim krokiem do niego ruszyłam.
-Jak ci minął dzień?-Zapytał chłopak witając się ze mną całusem w usta.
-Wydaje mi się,że dobrze.-Uśmiechnęłam się delikatnie zapinając pas.
Kiedy wróciliśmy do NASZEGO mieszkania,zaczęłam się czuć nieswojo. Nie mogłam się jeszcze przyzwyczaić,że Justin będzie je ze mną dzielił.
-Zrobiłem ci miejsce w mojej szafie w sypialni,więc wszystkie twoje ubrania się zmieściły. Tutaj zostawiłem twoją kosmetyczkę.-Chłopak wszystko mi pokazał,a na sam koniec wręczył mi do ręki klucze.-Jestem pewien,że będzie nam się razem miło mieszkało.
Po zjedzeniu kolacji ułożyliśmy się wygodnie na narożnej kanapie i oglądaliśmy telewizję. Leżeliśmy przykryci na rozłożonym meblu,kiedy nagle mój telefon dał o sobie znać.
-To na pewno nic ważnego.-Zaśmiał się Justin przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej.
-Puść mnie.-Po długim wydostawaniu się z objęć chłopaka zdążyłam odebrać telefon.
-Słucham?-Zapytałam.
-Myślałaś,że jeśli przeprowadzisz się to cię nie znajdę?-Nie odzywałam się. Włączyłam komórkę na głośnomówiący i pokazałam Justinowi,żeby był cicho. Usiadłam na kanapie. Moje serce waliło jak głupie.
-No co,nie odezwiesz się myszko? Dobrze wiesz co cię czeka,nie uciekniesz ode mnie.

不怕


Nie będę się długo rozpisywać. Po raz kolejny przepraszam za opóźnienie z rozdziałami,wina mojego lenistwa.
Czekam na wasze opinie w komentarzach! Do następnej notki!




PYTANIA?
Tagi: .
31.05.2015 o godz. 15:29

Chapter 23


-O mój Boże! Co ci się stało?!-Do oczu prędko napłynęły mi łzy. Zasłoniłam usta dłońmi.-Kto ci to zrobił?-Delikatnie dotknęłam sinego policzka Justina.
-Nikt.-Mruknął pod nosem wyrzucając papierosa na bok. Gwałtownie odkręcił ode mnie głowę pokazując jeszcze większy grymas.
-Jason?-Zapytałam patrząc na zdenerwowanego chłopaka. W tym momencie spojrzał na mnie w ułamku sekundy,co dało mi do myślenia.
-Zawiozę cię do domu.-Dostałam w odpowiedzi. Nie chciałam się teraz kłócić z Justinem,więc wsiadłam spokojnie na miejsce pasażera. Samochód ruszył,a ja co jakiś czas spoglądałam na milczącego chłopaka.
-To był Jason.-Powiedział w pewnym momencie,a ja nagle się orzeźwiłam.-Mówił o tobie okropne rzeczy,więc mu przypieprzyłem,ale on mi się odwdzięczył.
-Nie myśl już o tym.-Westchnęłam.
-Cassie,jak mam kurwa nie myśleć o tym,kiedy on mi powiedział,że...-Przerwał i zamilkł z powrotem.
-Co ci powiedział?-Chciałam się dowiedzieć,więc cichutko wtrącałam co chwilę to pytanie.
-Nic,Cassie...Ale mam do ciebie jedno pytanie.-Mówił.
-Więc pytaj.-Byłam dość zestresowana tą rozmową,serce biło mi jak głupie.
-Będzie problem jeśli wprowadzisz się do mnie,chociaż na jakiś czas. Tak będzie lepiej,dla ciebie.-Byłam niesamowicie zaskoczona,ale domyślałam się,że nie jest to z jego woli. Szykuje się coś złego.
-Nie wiem co moi rodzice na to powiedzą,w tym roku kończę dopiero 20 lat...
-Więc nie jesteś już małolatą i chyba nie będą decydowali gdzie będziesz mieszkać.-Wtrącił.-Chcę mieć cię blisko cały czas,martwię się o ciebie.
Ucichliśmy obydwoje. Justin stanął na światłach za kilkoma samochodami. Jego dłoń powoli powędrowała na moje kolano.
-Przy mnie będziesz bezpieczna.-Wyszeptał.
Ufałam mu. Delikatnie zerknęłam na chłopaka swoimi zaszklonymi oczami i ułożyłam swoją dłoń na jego dłoni. Na kilka chwil zatopiliśmy się w przyjemnym pocałunku. Wtedy pojawiło się zielone światło i ruszyliśmy w dalszą podróż. Byliśmy już przed moim domem,kiedy zobaczyłam zapłakaną Ginger. Próbowała do kogoś dzwonić,jednak najwyraźniej jej to nie wychodziło. Stała z torbą sportową przewieszoną na ramieniu. Coś się musiało stać.
-Gigi!-Wysiadłam pospiesznie z samochodu zapominając kompletnie o pożegnaniu się z Justinem.
-Cassie!-Odpowiedziała przytulając się ze mną.
-Co się dzieje?-Zapytałam.
-Nie wiem co robić. Bryan jest pijany i zrobił w naszym mieszkaniu totalną rozróbę,a moich rodziców nie ma w domu.-Zaczęła mówić,a ja jej uważnie słuchałam.
-Zostaniesz na noc u mnie. Spokojnie,nie denerwuj się tylko.-Posłałam dziewczynie delikatny uśmiech,z nadzieją,że się wtedy uspokoi.
Wysłałam Ginger do mojej mamy,a ja w tym czasie podeszłam do Justina,który stał opierając się o drzwi swojego samochodu.
-Przemyślisz tą sprawę?-Zapytał cicho,kiedy spojrzeliśmy w swoje oczy. Skinęłam szybko głową i chcąc pożegnać się z chłopakiem złożyłam na jego ustach delikatny,przelotny pocałunek.
-Kocham cię.-Uśmiechnął się kiedy powoli puszczałam jego dłonie z uścisku.-Uważaj na siebie.
Kiedy weszłam na podwórko za bramą rozległ się pisk opon,a po chwili usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwi. Odkręciłam się,by zobaczyć idącego w moją stronę Bryana.
-Gdzie ona kurwa jest!-Krzyknął na mnie łapiąc mnie mocno za ramiona.
-Jesteś pijany,nie pozwolę ci się z nią spotkać!-Odpowiedziałam równie zdenerwowana,co odpłacił mi uderzeniem z otwartej dłoni w policzek.
-Zostaw ją śmieciu!-Justin,który kontrolował sytuację z samochodu postanowił zainterweniować. Odciągnął Bryana gwałtownie od drzwi wejściowych mojego domu,do których się dobijał i uderzył go kilka razy.
-Co tu się dzieje?!-Zdziwiony tata wyszedł na zewnątrz.-Cassie,wytłumacz mi to wszystko.
Bryan słaniając się na nogach,zalany własną krwią na twarzy,postanowił się wycofać,wcześniej oddając jedno uderzenie w brzuch Justinowi. Uciekł zanim mój tata zdążył go złapać.
-Chodź do środka.-Poleciłam chłopakowi,który schylony z trudnością łapał powietrze do ust.
-Nie,już jest lepiej.-Mówił zaciskając swój głos w gardle.
-Widzę,że nie jest! Chodź!-Położyłam delikatnie dłoń na jego plecach.
-Powiedziałem,że nie!-Odpowiedział zdenerwowany.-Wrócę do siebie.-Dodał spokojniejszym już głosem.
Nie wiedziałam co w tej chwili powiedzieć,pozwoliłam mu odjechać.
Wróciłam do domu gdzie była prowadzona gorąca dyskusja na temat nieprzyjemnego zajścia na dworze.
-Zjedz coś.-Usłyszałam głos mamy,która razem z całą moją familią i Ginger siedziała przy stole.
-Nie mamo,dziękuję. Pójdę do siebie.-Westchnęłam wchodząc po schodach.
Kiedy zamknęłam drzwi od pokoju spojrzałam na wszystkie moje rzeczy po kolei. Wypuściłam ciężko powietrze z ust i klęknęłam przy łóżku. Wyciągnęłam z pod niego czarną walizkę,którą powoli otworzyłam.
Chcę mieć cię blisko cały czas,martwię się o ciebie.
Otworzyłam szafę i powoli wyciągałam z niej swoje poukładanie ubrania,które lądowały w moim bagażu.
-Cassie?-Usłyszałam jak drzwi mojego pokoju się uchylają. Stałam właśnie z moimi ubraniami na rękach. Spojrzałam prosto w oczy mojej mamy,które zaczęły napełniać się łzami.
-Mamo,muszę.-Wydusiłam z siebie.

不怕


Witam po tygodniowej przerwie. Dla tych,którzy czekali na rozdział: Najmocniej przepraszam,że nie został dodany,ale jakoś nie miałam ochoty/motywacji,żeby wziąć się i wkleić tekst do edytora na stronie.
Aktualnie jestem w trakcie pisania rozdziału 33 i pomysłów mi na razie nie brakuje (mam nadzieję,że nie wykraczę).

Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach pod rozdziałem.
Zauważyłam,że kiedy zadaję wam pytania co do rozdziału,to jakoś bardziej się rozpisujecie w komentarzach.
Więc jak myślicie? Czy przeprowadzka Cassie do Justina się odbędzie? I czy Jason jest gotów,by "zabawić się" dziewczyną?




PYTANIA?
Tagi: .
17.05.2015 o godz. 17:07

Chapter 22


Ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy. Jego zimny wzrok przeszył moje ciało. Jason poszedł zostawiając mnie samą,zapłakaną na środku placu. Ludzie się patrzyli,a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Iść do pracy,wrócić do domu...uciec?
Usiadłam na ławeczce i starałam się uspokoić,ale wszystkie moje myśli mi nie pozwalały.
Czemu musiałam się w to wplątać. Wszystko zaczęło się od tej imprezy.

"-Dobry wieczór,przyszłam po Cassie!-Usłyszałam głos mojej przyjaciółki. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze i zbiegłam do wyjścia.
-Bawcie się dobrze.-Uśmiechnęła się moja mama kiedy ruszyłyśmy na imprezę. Tańczyłyśmy,szalałyśmy.
Jeden moment. Usiadłam żeby się napić najzwyklejszego napoju,kiedy obok mnie usiadł przystojny chłopak. Uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłam. Po chwili zamówił mi piwo.
-Jak masz na imię?-Zapytał odkręcając się delikatnie w moją stronę.
-Jestem Cassie.-Wyciągnęłam rękę w stronę szatyna,którą uścisnął.
-Ja jestem Jason i najwyraźniej twoja przyjaciółka dobrze bawi się z moim przyjacielem.-Spojrzał na seksownie kręcącą się na parkiecie parę,więc również skierowałam na nich wzrok. Właśnie w tym momencie mojej nieuwagi chłopak wrzucił mi do piwa narkotyk.
-Może zapoznamy się lepiej.-Sięgnął po swój kufel,więc ja wzięłam swój. Smak był normalny,więc nie mogłam wiedzieć,że zaraz coś niefajnego się ze mną stanie.-Pójdziemy do mnie? Mieszkam całkiem niedaleko.-Jason starał się być jak najbliżej mnie. Kiedy ja go odpychałam on jeszcze bardziej się nakręcał.
-Nie jesteś raczej w moim typie.-Tłumaczyłam,a moje samopoczucie się pogarszało. W pewnym momencie po prostu wszystko się urwało."


Jakim cudem mogłam się zakochać w chłopaku,który chciał mnie po pierwszej rozmowie zaciągnąć do łóżka? Byłam po prostu głupią nastolatką,którą omamił jego urok i fałszywe przejmowanie się mną.
Opiekował się mną,starał się wzbudzać we mnie zaufanie do niego,że w pewnym momencie uległam. On opowiedział mi o wszystkim: gang,samotne życie... Dołączyłam do niego. Robiłam te wszystkie głupoty,bo myślałam,że będzie mu lepiej,gdy nie będzie sam. W pewnym momencie po prostu się zakochałam. Było to najprzyjemniejsze i najokropniejsze uczucie. Oddawałam się mu gdy tylko chciał,robiłam dla niego wszystko,a on powiedział,że mnie nie kochał,dopiero do jednej chwili.
To wszystko jest tak niesamowicie skomplikowane. Na dodatek to spotkanie z Justinem,kiedy obydwoje się jeszcze nie znaleźliśmy. Teraz porównuje wszystkie detale z tamtego okropnego wieczoru do dzisiejszego dnia. Nikt nigdy nie dowiedział się kto wysadził w powietrze pracownię,a ona nadal nie została odbudowana.
Ochłonęłam trochę,więc i tak już spóźniona poszłam na wykład. Nie dało się na dużą salę wejść nieusłyszaną i niezauważalną. Wzrok wszystkich pokierował się na mnie włącznie z wykładowcą.
-Przepraszam za spóźnienie.-Szepnęłam.-Proszę kontynuować.
Znalazłam miejsce na samym końcu. Usiadłam i zaczęłam robić notatki chociaż w głowie miałam cały czas okropne myśli,jednak przebłyskiwały się też te dobre.

"-Trzymaj się blisko ściany.-Powiedział Justin dość troskliwie jak na kogoś,kto miał mnie głęboko gdzieś.
Powoli przesuwaliśmy się w kłębach dymu rozglądając się. Pojedyncze strzały padały gdzieś w oddali.
-Daj mi rękę.-Powiedział chłopak kiedy znaleźliśmy się na końcu ściany.-Musimy przebiec,także nie zatrzymuj się tylko biegnij jak najszybciej,nie ważne co się będzie działo! [...] W końcu znaleźliśmy jakąś kryjówkę. Ruiny jakiegoś dużego budynku,w którego podłodze były drzwi. Justin je otworzył i szybko wskoczył do środka.
-Chodź!-Wyciągnął do mnie ręce,w które wskoczyłam.
[...]
-Postrzelili cię?-zapytał Justin przyglądając się mojej ranie
Pokiwałam głową krzywiąc się z bólu. Zdjęliśmy nasze hełmy i plecaki z ekwipunkiem. Chłopak odłożył broń i znalazł jakieś krzesełko,po czym polecił mi żebym usiadła na nim.
Wyjął z mojego plecaka jakieś opatrunki i płyn do dezynfekcji. Siedzieliśmy w okropnej ciszy,którą przerywały tylko strzały na zewnątrz. Kiedy Justin opatrywał ranę na mojej szyi cały czas dyskretnie kontrolowałam jego ruchy.
-I tak miałaś wiele szczęścia,że to tylko draśnięcie.-Uśmiechnął się lekko do mnie,co nie było to częstym gestem jak do tej pory.
-Dziękuję.-Powiedziałam cichutko zbierając rzeczy,po zakończonej pracy chłopaka.
[...]
-Raczej spędzimy tutaj jeszcze trochę czasu,nie jesteś zmęczona?-Zapytał po chwili.
Pokręciłam przecząco głową.
-Na pewno? Odstąpię ci moje ramię,żebyś mogła się przespać.-Zaśmiał się miło.
Skorzystałam z okazji i z szerokim uśmiechem oparłam głowę o rękę chłopaka."


Tak,to był jeden z pierwszych miłych momentów z Justinem. Wtedy nie pomyślałabym,że kiedykolwiek możemy być razem,chociaż skrycie polubiłam chłopaka.

"-Cassie,chyba zostawiłam moją kosmetyczkę przy umywalkach,możesz mi ją podać?-Zapytała Connie zagłuszając dźwięk wody.
Sama nie byłam jeszcze gotowa do wyjścia,ale postanowiłam szybko i niezauważalnie przemknąć się w ręczniku po jej rzeczy i oddać jej.
-Jasne!-Odpowiedziałam,po czym szybko owiązałam ręcznik zakrywając moje najbardziej intymne strefy.
Włosy zostawiłam mokre,poplątane opadające na moje ramiona. Przecież miałam wyjść i tak tylko na chwilę,więc żadna różnica jak wyglądam. Uchyliłam szybko drzwi mojej kabiny i ruszyłam do umywalek na przeciwko. Tak,Connie zostawiła tam swoje rzeczy. Zanim chwyciłam jej kosmetyczkę,usłyszałam,że ktoś również wychodzi. Odkręciłam się szybko i przestraszyłam się kiedy zobaczyłam Justina.
Na tyle osób ile tutaj jest,akurat musiałam spotkać jego i to na dodatek on też musiał być w samym ręczniku oplecionym na biodrach. Uśmiechnęłam się zawstydzona i kiedy już chciałam ruszyć do kabiny Connie chłopak do mnie szybko podszedł. Głęboko spojrzeliśmy sobie w oczy. Ułożyłam swoje dłonie na jego torsie,żeby go delikatnie odepchnąć,ale wtedy on mocno chwycił mnie za biodra. Nie wiedziałam co miałam mu teraz powiedzieć. No bo raczej nie krzyknę: "Odpieprz się!". Spojrzał na moją szyję,gdzie miałam ranę. Odgarnął delikatnie moje włosy na drugi bok,by musnąć wargami zranione miejsce. Nie powiem,było to bardzo przyjemne,kiedy pełne,ciepłe usta chłopaka przejechały po mojej szyi.
-Cassie,podasz mi w końcu tę kosmetyczkę!-Krzyknęła lekko podirytowana koleżanka.
-Shh.-Justin śmiejąc się cicho przyłożył palec do moich ust.
Oczywiście nie byliśmy tutaj sami. Co jakiś czas ktoś tutaj przychodził i odchodził,ale akurat teraz wszyscy byli w kabinach.
Ponownie ja i Justin spojrzeliśmy sobie w oczy. Chłopak delikatnie nachylił się nad moją twarzą kładąc układając dłonie na moich kościach policzkowych. Powolnym ruchem musnął moje wargi,następny pocałunek był bardziej odważny,tak samo kolejne i kolejne.
-Cassie!-Krzyknęła Connie wychylając się zza drzwi kabiny.-Ups...-Zarumieniła się kiedy zobaczyła mnie i Justina w takiej sytuacji."


Zaśmiałam się pod nosem przypominając sobie tą sytuację. Cały dzień spędziłam na wspominaniu wszystkich przyjemnych i nieprzyjemnych chwil od kiedy poznałam Jasona i Justina. Dwóch Bieberów których pokochałam.
Wieczorem,kiedy wyszłam z pracy zgodnie z zapowiedzią,czekał na mnie Justin. Opierał się o maskę samochodu i palił papierosa. Jego wyraz twarzy mówił,że coś jest nie tak.
-Hej.-Uśmiechnęłam się miło kiedy byłam coraz bliżej chłopaka. Dopiero w tej chwili zobaczyłam jego pobitą twarz.

不怕


Rozdział w stylu "throwback to...",taki krótki przerywnik.

Krótkie ogłoszenie parafialne. Pewnie wiecie,że od poniedziałku zaczyna się matura i ja w tym roku do niej przystępuję. Jestem po prostu przerażona jak nigdy,ale mniejsza o to,bo chyba każdy tak ma haha.
Będę starała się pisać to opowiadanie do końca wakacji,a potem będę musiała się niestety z wami pożegnać. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania tego bloga,ale nie wyobrażam sobie też pisania opowiadania będąc na studiach. To dość trudne,bo pisanie to moja pasja,z której na rzecz nauki będę musiała zrezygnować.

Ale do września jest dużo czasu,więc zapomnijmy na razie o tym.
Życzcie mi powodzenia na egzaminach.

Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach na temat rozdziału.




PYTANIA?
Tagi: .
02.05.2015 o godz. 17:23

Chapter 21


Cholerna poczta głosowa! Zanim on ja odczyta to ja tutaj umrę na zawał lub z rąk włamywacza.
-Psst,Cassie...-Usłyszałam jak na korytarzu ktoś wypowiada moje imię. Po chwili drzwi mojego pokoju uchyliły się,światło się zapaliło,a jedyne co zobaczyłam to niskie,czarne,markowe buty należące do Justina.
Zarumieniona wydostałam się z trudnościami spod mebla,chłopak się ze mnie śmiał.
-Myślałam,że ktoś się włamał!-Tłumaczyłam.
-Oj już dobrze,cichutko.-Powstrzymywał swój śmiech przy przytulaniu mnie.
-Co ty tutaj robisz?-Zapytałam.
-Wpadłem do ciebie na noc,zawsze ty u mnie sypiasz,więc teraz moja kolej.-Puścił mi oczko.-A z tego co widzę,to jesteś chyba sama w domu. Ah i następnym razem zamykaj drzwi,bo naprawdę będziesz miała nieproszonych gości.
-Przez ciebie już mi się odechciało spać,a jutro musimy iść do pracy!-Westchnęłam ciężko.
-Ja ci urządzę taką pobudkę,że wstaniesz chociażbyś zasnęła pięć minut przed 6:00!-Zaśmiał się grzebiąc w mojej szafie.
-Ej,co robisz?-Chciałam go odciągnąć od grzebania w mojej bieliźnie,ale on jak zawsze stawiał opór.
-Szukam ci jakichś ciuszków,urządzimy sobie wieczorną przejażdżkę!-Śmiał się odpychając mnie od siebie,przez co ja również się śmiałam. Kiedy w końcu udało mi się samej wybrać jakieś ubrania wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do samochodu Justina i ruszyliśmy. Chłopak pozwolił mi włączyć muzykę jaką chciałam,którą obydwoje śpiewaliśmy. Wygłupialiśmy się jak dzieciaki zachowując jednak ostrożność.
W pewnym momencie przejeżdżaliśmy obok miejsca startu wyścigów. Miejsce bardzo dobrze mi znane.
Justin się zatrzymał w pobliżu widząc mnóstwo aut gotowych do odjazdu.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam zdziwiona kiedy zobaczyłam,że odpina pas.
-Zostań tutaj,schowaj się jakoś. Muszę załatwić jedną sprawę.-Mówił tak bardzo poważnie.
-Nie,nie chcę zostać sama. Pójdę z tobą!-Szybko wtrąciłam zdenerwowana.
-Cassie,uspokój się. Muszę zamienić kilka słów z moimi kumplami,którzy pomagają mi chronić cię przed Jasonem.
-Skoro nie chcesz żebym się wpieprzała,to czemu mnie tutaj zabrałeś?-Odparłam oburzona.
-Bo nie taki był plan...-Westchnął zaczesując swoje włosy do tyłu.-James napisał przed chwilą,że musimy pogadać,więc...jesteśmy tutaj.-Tłumaczył się pokazując mi krótką wiadomość w telefonie.
-Żadna różnica,nie zostanę tutaj rozumiesz? Idę z tobą,nie ma inne opcji...chyba,że nie pójdziesz wcale!-Wiedziałam,że nie jest to dobry moment na kłótnie,jeszcze na taki temat. Było późno,byliśmy już ciut zmęczeni,więc nasze (a głównie moje) "humorki" zaczęły się pokazywać.
Justin już nie miał pojęcia co odpowiedzieć,po prostu wyszedł trzaskając drzwiami. Ja,oczywiście zbuntowana,nie mogłam wysiedzieć w jednym miejscu,więc zamknęłam samochód od środka i wybiegłam za Bieberem.
-Kurwa,Cassie!-Warknął zdenerwowany zarzucając mi na głowę duży kaptur mojej "kangurki".-Jason nie może cię poznać,chociaż twój kamuflaż nie jest najlepszy...lepiej byłoby jakbyś została!-Podkreślił ostatnie słowa,a ja wtedy przytuliłam się do jego ramienia. W ciszy wędrowaliśmy w poszukiwaniu rzekomo znajomych Justina.-Trzymaj się mnie blisko.-Wyszeptał,kiedy spotkał się wzrokiem ze swoim bratem. Jason jak zawsze miał na sobie kominiarkę,jednak wiadomo było,że to on.
Kiedy ostatecznie znaleźliśmy nasz "cel",cały czas czułam na sobie spojrzenia starszego Biebera. Był tutaj,patrzył,śledził nas... Justin rozmawiał z Jamesem,Johnem i Simonem,w między czasie wtrąciłam się ja ze swoim jednym słówkiem lub przytaknięciem,jednak praktycznie wcale ich nie słuchałam.
-Veronico.-Usłyszałam za swoimi plecami. Przestraszona mocno przytuliłam się do swojego chłopaka udając,że nic nie słyszę. Barwa głosu była mi bardzo dobrze znana.
-Lepiej idźcie,mamy tutaj niechcianego gościa.-Powiedział cicho Simon kiwając głową w stronę Jasona. Niepewnie spojrzałam się za siebie. Jego twarz była okropnie napuchnięta,pobita... Będzie mi się to śniło po nocach. Justin i Jason wymienili pomiędzy sobą ostre spojrzenia,po czym szybkim krokiem ruszyliśmy z powrotem do samochodu.
-On nigdy nie odpuści?-Zapytałam cicho w trakcie drogi powrotnej do domu. Szatyn był tak bardzo wkurzony,że liczył się teraz on i jego myśli.
-Nie wiem Cassie,nie wiem. Wiem jedno,że ja nie odpuszczę i cię będę chronił przed nim chociażby i do końca życia!-Odpowiedział patrząc idealnie prosto na drogę.
-Justin.-Wyszeptałam smutno opierając brodę o jego ramię.-Przepraszam,że musisz to wszystko przeze mnie przechodzić.
-Nie przepraszaj,bo nie jesteś niczemu winna. Najwyraźniej Ktoś na górze wyznaczył mnie,żebym był twoim stróżem...nie aniołem,ale stróżem.-Jego odpowiedzi czasami były naprawdę bardzo ciekawie zbudowane. Podobało mi się to. Mówiło to o nim,że jest bardzo uczuciowy.-Hej,nie smuć się. Damy radę we dwoje,prawda?-Trochę się rozweselił,a jego uśmiech zawsze wywoływał mój.
-Oczywiście,że damy radę. Dopełniamy się.-Zaśmiałam się miło,po czym złożyłam na jego szyi delikatny pocałunek.

Miłość Justina do mnie jest bardzo romantyczna. Pojęcie "romantyczność" ma dużo znaczeń w dzisiejszych czasach,jednak wszystko zaczęło się od jednej z epok.
Romantycy - ludzie kierujący się uczuciami,spontaniczni,"wszystko albo nic"... Justin był tego delikatnym odwzorowaniem. Każdy chciałby przeżyć taką miłość,ale pytanie jest takie...CZY TO WYPALI NA DŁUŻSZĄ METĘ?

Wybiła godzina 6:30,wraz z nią rozbrzmiał mój budzik. Obudziłam się tylko ja,Justin nadal spał jak zabity.
Wyłączyłam alarm po czym przytuliłam się do pleców chłopaka.
-Dzień dobry,pora zbierać się do pracy.-Mówiłam porannym głosem całując go po policzku.
-Nie.-Jęknął zmęczony powoli odkręcając się w moją stronę.-Jeszcze troszkę.-Wtulił się mocno w moje ciało,że nie mogłam się wyplątać z jego uścisku.
-Przestań,puść mnie.-Zaśmiałam się starając jakoś odciągnąć jego ręce. Kiedy ja się tak wysilałam on uśmiechał się zadziornie. Ostatecznie odnalazłam sposób wyślizgnięcia się górą lub dołem. Wybrałam sposób górny,więc na dwie minuty uspokoiłam swoje ruchy i przytuliłam Justina. Kiedy on uznał,że wygrał ja szybko wyszłam z jego objęć. Niestety zdążył złapać mnie za nogi,więc z szerokim uśmiechem przysunął mnie do siebie i siadając na łóżku usadził mnie okrakiem na swoich nogach.
-Twoi rodzice są już w domu?-Zapytał szeptem całując mnie po szyi.
-Tak.-Odpowiedziałam cicho wstając z łóżka. Podeszłam do szafy,żeby wybrać sobie ubrania,a w tym czasie chłopak zajął łazienkę.
Obudziliśmy się jako pierwsi,więc śniadanie obeszło się bez rodziców. Zbieraliśmy się do wyjścia kiedy na parter zszedł tata w mundurze takim jaki miał na sobie Justin. Przywitali się podaniem ręki i zajęli jakąś rozmową,kiedy ja nerwowo patrzyłam na zegarek w telefonie. Dzisiaj miałam być wcześniej w pracy,ponieważ były jakieś krótkie wykłady.
-To ja pojadę autobusem!-Rzuciłam szybko po założeniu butów. W tym momencie chłopak zakończył ostatnim zdaniem rozmowę z moim ojcem i wyszedł za mną.
-Wsiadaj!-Otworzył mi drzwi z uśmiechem na ustach.
Bieber zatrzymał się na parkingu pod szpitalem.
-Przyjadę po ciebie.-Wtrącił.
-Nie ma takiej potrzeby.-Uśmiechnęłam się miło chwytając za klamkę.
-I tak przyjadę.-Zaśmiał się słodko.
Chciałam już wyjść z auta,jednak chłopak mnie zatrzymał.
-A buziak to co?-Zapytał nachylając się.
Złączyliśmy nasze usta w namiętnym pocałunku. Uśmiechnęłam się i pomachałam Justinowi po wyjściu z samochodu.
Ferrari odjechało,a ja ruszyłam do wejścia szpitala. Byłam pełna pozytywnej energii,dopóki ktoś nie złapał mnie mocno za nadgarstek. Byłam pewna,że to pomyłka,jednak gdy zostałam mocno odkręcona w stronę chłopaka łzy napłynęły mi do oczu.
-Puść mnie!-Warknęłam patrząc w jego ciemne oczy. Teraz widziałam w nich podobieństwo do Justina. Zaśmiał się szyderczo,on tylko tak potrafił się śmiać.-Co?!-Pozwoliłam łzom spływać po moich policzkach.
-Nienawidzę cię.-Powiedział to z szerokim uśmiechem na twarzy.-Nienawidzę tego co zrobiłaś. Chciałem dla ciebie dobrze,ale ty postanowiłaś mnie zostawić...dla mojego brata,największego wroga.-Mówił nie pokazując żadnych emocji,kiedy ja nie potrafiłam opanować łez.-Radzę ci pożegnać się z wszystkimi. Obserwuję cię,koniec jest blisko.-Nachylił się nad moim uchem,a ja jeszcze bardziej się przestraszyłam.-Mam przygotowane dla ciebie dobre miejsce...

不怕


Ktoś się domyślił,że to Justin wejdzie do domu Cassie? :)

Przepraszam,że w zeszłym tygodniu rozdział się nie pojawił,ale byłam tak wykończona,że nie dawałam sobie rady,miałam ochotę cały czas spać.

Jak myślicie,czy "zemsta" Jasona już niedługo się wypełni? Może coś lub ktoś pokrzyżuje mu plany?

Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach!




PYTANIA?
Tagi: .
25.04.2015 o godz. 09:42

Chapter 20


Cassie


Udało mi się w końcu obudzić. Leżałam przytulona do Justina...w poprzek łóżka...w ubraniach. Musieliśmy być nieźle zmęczeni i pijani,żeby nie dać rady chociaż przykryć się kołdrą.
Byliśmy w mieszkaniu chłopaka,czyli magicznym sposobem musieliśmy się tutaj dostać.
Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy poczułam okropny ból głowy. Ostatecznie postanowiłam się znowu położyć obok Biebera.
-Cassie...-Mruknął zaspany Justin.
-Hm?-Nie miałam siły wypowiedzieć żadnego słowa.
-Ja wczoraj miałem urodziny,prawda?-Zaśmiał się otwierając powoli oczy.-Dzień dobry maleńka.-Ucałował mnie w czubek głowy.
-Źle się czuję.-Westchnęłam.
-To chyba tak jak każdy. Zrobię śniadanie i znajdę coś na kaca. Jeśli chcesz weź sobie coś do ubrania z mojej szafy.-Podniósł się z łóżka i szybko się przebrał,później skierował się do łazienki.
Wstałam i powoli ruszyłam do dużej szafy. Odsunęłam drzwi i wzięłam najzwyklejszą,czarną koszulkę,których w sumie miał dużo. Kiedy Bieber robił śniadanie ja wzięłam szybki prysznic i na czarny stanik,który miałam na sobie założyłam bluzkę chłopaka wpuszczając ją w białą spódniczkę. Zmyłam wodą resztę makijażu i wyszłam z łazienki.
-Niedługo nie będę musiała kupować sobie ubrań,bo cały czas będę chodzić w twoich.-Zażartowałam wchodząc do kuchni.
Kiedy zajadaliśmy się śniadaniem tata Justina przywiózł jego prezenty,które później wspólnie rozpakowywaliśmy. Popołudniem miałam zamiar iść do domu jednak chłopak zaplanował,żebyśmy przeszli się na spacer. Wziął ze sobą gitarę,więc byłam ciekawa co będziemy robić na końcu naszej pieszej wycieczki.
Znaleźliśmy się na jakiejś polanie. Usiedliśmy w cieniu rozłożystego drzewa i odpoczywaliśmy,po hucznej nocy.
-Będziesz grał na tej gitarze,czy wziąłeś ją na pokaz?-Zapytałam z uśmiechem w pewnym momencie,gdy w ciszy obserwowaliśmy okolicę.
-Chciałem ci coś zaśpiewać.-Zagryzł lekko dolną wargę puszczając mi oczko. Sięgnął po gitarę i szybko ją nastroił.
Wiatr delikatnie mierzwił moje włosy. Rumieniłam się urywając skrawki zielonej trawy. Justin śpiewał i grał patrząc na mnie.

The strands in your eyes that color them wonderful
Stop me and steal my breath
And emeralds from mountains thrust towards the sky
Never revealing their depth

And tell me that we belong together
Dress it up with the trappings of love
I'll be captivated, I'll hang from your lips
Instead of the gallows of heartache that hang from above

And I'll be your cryin' shoulder
I'll be love`s suicide
And I'll be better when I'm older
I'll be the greatest fan of your life

And rain falls angry on the tin roof
As we lie awake in my bed
And you're my survival, you're my living proof
My love is alive, and not dead

And tell me that we belong together
Dress it up with the trappings of love.
I'll be captivated, I'll hang from your lips
Instead of the gallows of heartache that hang from above

And I'll be your cryin' shoulder
I`ll be love`s suicide
And I'll be better when I'm older
I'll be the greatest fan of your life.

And I dropped out, I burned up, I fought my way back from the dead,
I tuned in, I turned on, remembered the thing that you said.

And I'll be your cryin' shoulder
I'll be love`s suicide
And I'll be better when I'm older
I'll be the greatest fan of your life


-Będziesz osobą,na której ramieniu będę mogła się wypłakać,będziesz samobójcą z miłości,będziesz lepszy gdy będziesz starszy,będziesz największym ogniem mojego życia.-Powtórzyłam cicho tekst piosenki,po czym zacisnęłam swoje usta.-Pięknie śpiewasz.
-Kocham cię Cassie...-Wyszeptał w odpowiedzi,a wtedy mocno się do niego przytuliłam.

Kiedy wróciłam do domu było już późno,na dodatek okazało się,że jestem w nim do jutra sama. Jak zwykle rodzinka wyjeżdża,a mi nic nie mówi.
Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka,jednak nie mogłam zasnąć. W pewnym momencie usłyszałam trzaśnięcie drzwi na dole.
-Cholera,nie zamknęłam domu?-Zapytałam cicho sama siebie i nie wiedziałam co mam zrobić. Schowałam się pod łóżkiem wybierając po kolei numer taty,mamy,ale nie policji. Nie byłam pewna kto to,więc potem mogłam mieć kłopoty jeśli byłoby to fałszywe wezwanie.
-Justin?-Zapytałam drżącym głosem do słuchawki.-Przyjedź szybko do mojego domu,chyba ktoś się włamał.

不怕


Na samym początku chcę was przeprosić,bo niektóre rozdziały będą teraz naprawdę krótkie. Mam nadzieję,że mimo wszystko was nie zanudzę i nadal będziecie czytać to opowiadanie,bo według moich planów będzie to chyba najdłuższe moje fanfiction.
Czekam na wasze opinie w komentarzach,liczę,że będziecie ze mną szczerzy.




PYTANIA?
Tagi: .
12.04.2015 o godz. 13:35

Chapter 19


-O czym ty mówisz?-Dopytałam cicho.
-Jason jest moim bratem Cassie,właśnie na tym opierała się moja złość.-Justin podszedł do mnie bliżej,a ja szybko się do niego przytuliłam oplatając jego szyję rękoma. Nie wytrzymałam,musiałam swoje wypłakać.-Kiedy dowiedziałem się co on ci robił nie potrafiłem się opanować.-Powiedział cicho,po czym zaczęłam namiętny pocałunek. Było cudownie. Dłonie Justina ułożyły się na moich biodrach,a moje na jego policzkach. W pewnym momencie zaprzestaliśmy,by trochę dłużej popatrzeć sobie w oczy.
-Nigdy więcej nic przede mną nie ukrywaj.-Wyszeptał.
-Nie chciałam cię ranić...
-Wolę,żeby bolało niż żebym nie miał pojęcia o tym jak cierpisz.-Chłopak musnął moje czoło ustami. Postaliśmy jeszcze przytuleni do siebie. Pogoda cały czas się pogarszała.
W pewnym momencie zgasło światło.
-Chyba nie ma prądu.-Powiedział cicho Justin wyglądając za okno,gdzie jedyne światło dawał księżyc.

Minęły dwie godziny. Posprzątaliśmy "z grubsza" mieszkanie chodząc wszędzie ze świeczkami. Prądu nadal nie było,a pogoda się nie poprawiała. Burza cały czas trwała a na dodatek zerwała się wichura.
-Muszę iść do domu.-Nerwowo sprawdzałam godzinę na telefonie i stan pogody za oknem.
-Nigdzie cię teraz nie wypuszczę,zostaniesz na noc. Spróbuj napisać rodzicom sms-a,może dojdzie.-Odpowiedział Justin,więc go posłuchałam.
Szybko znudziło nam się bezczynne siedzenie,więc postanowiliśmy położyć się spać. Kiedy wykonywałam ostateczne podstawowe czynności w toalecie,Justin już na mnie czekał. Jak zawsze pożyczył mi swoje ubranie (w tym wypadku bluzkę na długi rękaw) żebym nie musiała spać w bieliźnie.
Skierowałam się do sypialni w mojej "piżamie" z za długimi rękawami. Położyłam się na miejscu obok Justina,który objął moje ramiona ręką.
-Cieszę się,że mam cię znowu przy sobie.-Wyszeptał całując mnie w czubek głowy.
-Kocham cię.-Mruknęłam uśmiechając się do siebie. Wtuliłam się w tors chłopaka i starałam się zasnąć,chociaż strasznie w tym wszystkim przeszkadzał dźwięk obijającego się o okna wiatru i powoli cichnące grzmoty.

Justin


Gdy się obudziłem Cassie jeszcze spała. Leżała na brzuchu z głową odkręconą w moją stronę.
Uśmiechnąłem się lekko na widok jej słodkiej osoby obok mnie. Tęskniłem za nią.
-Dzień dobry najsłodsza.-Wyszeptałem całując ją w policzek,po czym zwróciłem uwagę na jej bez przerwy wibrujący telefon. Dzwonili jej rodzice,pewnie się martwili,więc oddzwoniłem z telefonu Cass.
-Cassie mogłaś sie łaskawie odezwać wcześniej?!-Usłyszałem krzyk matki dziewczyny.
-Dzień dobry,tutaj Justin Bieber.-Przedstawiłem się wychodząc z sypialni,więc kobieta zaczęła mnie przepraszać,że tak nakrzyczała.-Niech się państwo nie martwią,Cassie jest u mnie. Przyszła późnym wieczorem,a potem zepsuła się pogoda. Nie mogłem jej pozwolić wyjść,więc została. Odwiozę ją jak się obudzi.

Życie Justina i Cassie powoli wracało do normy. Przyjaciele pogodzili się ze sobą,a na twarzy Biebera coraz częściej widywany jest uśmiech.
Ale czy na pewno wszystko było dobrze? Co z Jasonem,który dopuścił się tak okropnego czynu? Czy on nadal będzie chciał się zemścić na Cassie i...Justinie?


Cassie


Dzisiaj urodziny Justina. Rodzice chłopaka urządzili mu wielką imprezę w wynajętej willi,zaprosili wszystkich jego znajomych jak i większość rodziny. Coś czuję,że rodzina nie będzie zadowolona z imprezy,Justin kończy 21 lat,więc na pewno zaszaleje.
Miałam wpaść do chłopaka wcześniej,więc ubrałam się,polokowałam swoje włosy,umalowałam się,psiuknęłam cytrusowymi perfumami i wyszłam do mieszkania Biebera. Kiedy doszłam na miejsce minęłam się z Connie,Ryanem i Alfredo,którzy właśnie mieli jechać na miejsce imprezy.
Zapukałam do drzwi. Po chwili zobaczyłam uśmiechniętego chłopaka. Weszłam do środka,po czym przywitaliśmy się delikatnym buziakiem w usta.
-Wszystkiego najlepszego Justin.-Zaśmiałam się miło wręczając mu ozdobną torebkę prezentową.
-Dziękuję skarbie.-Przenieśliśmy się do salonu. Tam Bieber rozpakował swój prezent: czarno-białe słuchawki "Monster DNA" i delikatną złotą bransoletkę z wygrawerowanymi naszymi inicjałami.
-Zawsze kupowałeś mi takie drogie prezenty,więc postanowiłam się odwdzięczyć.-Wtrąciłam cicho kiedy chłopak zachwycał się podarunkami.
-Jedyne co od ciebie chcę do twoja miłość do mnie.-Podszedł do mnie powoli kiedy usiadłam na oparciu kanapy.-Miałaś ostatnio jakiś kontakt z Jasonem?-Zapytał pochylając się nad moją twarzą. Ułożył swoją dłoń na moim policzku kiedy ja pokręciłam przecząco głową.-Dobrze.-Wyszeptał,po czym zaczął powoli mnie całować.
-Może w końcu wyjdziemy,jesteśmy i tak już spóźnieni.-Zaśmiałam się w pewnym momencie.
-Wolałbym spędzić cały ten dzień z tobą.-Uśmiechnął się szeroko,po czym skierowaliśmy się do wyjścia.
-Zaczekaj.-Powiedziałam,gdy chłopak już pociągnął za klamkę.-Pokaż ręce.-Chwyciłam Justina delikatnie za dłonie.
-Już prawie nic nie ma.-Powiedział z dumą,gdy jak zawsze przy każdym naszym spotkaniu sprawdzałam i całowałam jego nadgarstki.
-Cieszę się.-Uśmiechnęłam się całując policzek Biebera.
Wsiedliśmy do samochodu i pokierowaliśmy się na urodzinową imprezę chłopaka. Gdy byliśmy już na miejscu zabawa trwała,jednak gdy Justin wskoczył obok DJa,w tym także jego przyjaciela i przywitał się z wszystkimi,cała uwaga zwróciła się na niego. Ja w tym czasie znalazłam Connie w tłumie. Zaczęliśmy zabawę. Osób można powiedzieć,że było dużo,ale bez przesady.
Na całej imprezie oprócz alkoholu były także ciepłe posiłki,ale i tak podstawą była zabawa na "parkiecie",a najważniejszym momentem był oczywiście tort i śpiewanie Justinowi "Happy Birthday" przez wszystkich.
Chłopak przez większość imprezy nie był przeze mnie przechwytywany. Wszędzie go było pełno jednak nie obok mnie,ale rozumiałam to,przecież nie będzie wiecznie "przyklejony" do mnie.
Kiedy bujałam się samotnie w rytm muzyki poczułam jak ktoś przytula mnie od tyłu i dołącza się do mnie. Odkręciłam się delikatnie,wtedy zobaczyłam twarz już widocznie pijanego Justina. Oparł głowę o moje ramię i delikatnie całował mnie po szyi mrucząc słodkie słówka.
-Pójdziemy na górę?-Zapytał w pewnym momencie,na co ja delikatnie skinęłam głową. Idąc do schodów trzymając się za ręce czułam na sobie spojrzenia wielu ludzi. Szczególnie krępowały mnie spojrzenia członków rodziny chłopaka. Wbiegliśmy po kręconych schodach i zamknęliśmy się na kluczyk w jednej z sypialni. Muzyka była w tym pomieszczeniu trochę zagłuszana,jednak nie bardzo. Nie włączaliśmy światła.
-Mam nadzieję,że dobrze się bawisz.-Uśmiechnął się otwierając szampana stojącego przy łóżku w wiaderku z lodem. Usiadłam na pościeli przyglądając się Justinowi,który wlewał alkohol do wysokich kieliszków. Podał mi jeden po czym usiadł obok mnie. Upiliśmy trochę musującego napoju,a następnie zatopiliśmy się w namiętnym pocałunku,który na chwilę przerwałam. Uśmiechnęłam się rumieniąc. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna,gdzie widać było mnóstwo ludzi bawiących się na podwórku. Po chwili ustał za mną Justin,popatrzył chwilę,a następnie spuścił delikatnie sweter z mojego ramienia,które zaczął całować. Skrzyżowałam swoje ręce na wysokości piersi,by nie pozwolić materiałowi całkowicie zsunąć się z mojego ciała.
-Bardzo cię kocham...-Szepnęłam w pewnym momencie,na co Justin szybko odkręcił mnie w swoją stronę. Posadził mnie na parapecie i wszedł pomiędzy moje nogi masując otwartymi dłońmi moje uda.
-Też cię kocham.-Wymruczał zachrypniętym głosem patrząc w moje oczy. Przysunął się bardzo blisko mnie nie szczędząc pocałunków na mojej szyi,ramionach i dekolcie.-Jesteś taka piękna. Twoje ciało jest idealne.-Komplementował pomiędzy całusami,a mi robiło się już gorąco. Odsunęliśmy się od okna,by nikt nas nie zauważył. Justin położył się na łóżku w samych białych bokserkach,a ja urządziłam mini striptiz. Nie mogłam powiedzieć,że byłam trzeźwa,bo bym kłamała.
Pozwoliłam swetrowi swobodnie spaść na mięciutki biały dywan. Zrzuciłam swoje czarne szpileczki,po czym powoli,cały czas kontrolując reakcję Biebera,zsuwałam swoją białą spódniczkę i wskoczyłam na łóżko. Usiadłam okrakiem na udach chłopaka. Teraz ja zaczęłam go całować poczynając od ust,kierując się po kolei do szyi,torsu i brzucha. Pozwoliłam mu zdjąć mój topik. Później obydwoje pozbyliśmy się reszty swojej bielizny. Chłopak ułożył mnie pod sobą i przed rozpoczęciem włożył swoje dwa palce we mnie i dość szybko nimi poruszał. Kiedy uznał,że jestem już gotowa powoli zaczął stosunek,który przeradzał się stopniowo w ostry seks. Przyjemność była tak niesamowita,że zadrapania i mocne malinki nie sprawiały żadnego bólu.
-Jeszcze trochę.-Napinałam swoje mięśnie i wyginałam swoje plecy w delikatny łuk,by jak najszybciej poczuć ulgę.
-Dobrze skarbie...-Wymruczał Justin,który zaczął mnie namiętnie całować. Chłopak zwolnił swoje ruchy,wtedy moje ciało zaczęło drżeć.
Bieber pozbył się prezerwatywy,a ja w tym czasie założyłam swoją bieliznę.
-Zostańmy tutaj jeszcze trochę.-Poprosił Justin po założeniu swoich bokserek z powrotem.
Położyliśmy się pod białą kołdrę i przytuliliśmy się mocno. Wyrównaliśmy swoje oddechy,po czym położyłam się na ciele chłopaka,by jeszcze się z nim kilka razy pocałować. W pewnym momencie uśmiechnięty zaczął nucić piosenkę "Jeremih - Birthday Sex". Śmialiśmy się obydwoje. Założyliśmy nasze ubrania i szybko wróciliśmy do zabawy na dole. Wtopiliśmy się w tłum,więc nikt nie zauważył,że nie było nas "chwilę".

Justin


Przy tańcu z Cassie cały czas patrzyłem na ciało dziewczyny. Przed chwilą było ono całe moje.
Widziałem na jej szyi i karku delikatne zaczerwienienia,nie wspominając już o zagryzionych do krwi ustach.
Teraz już mogę całkowicie podsumować moje 21 urodziny. Gdyby nie Cassie,prawdopodobnie tej imprezy nawet by nie było. Cieszę się,że udało nam się pogodzić,a co najważniejsze porozmawiać o naszych problemach.

不怕


Hej kochani!
Przepraszam,że nie dodałam rozdziału w zeszłym tygodniu,ale mam niestety coraz więcej na głowie. Niby do matury jeszcze trochę czasu,ale ja już wzięłam się za stopniowe powtórzenia.
Mam nadzieję,że nie gniewacie się,że musieliście czekać na rozdział 19 dwa tygodnie.

Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach. Ten rozdział był takim unormowaniem sytuacji,ale spokojnie,jeszcze się będzie dużo działo.


Chciałabym przypomnieć jedną "zasadę",która znajduje się na moim blogu.
Komentujesz rozdziały? Jesteś o nich powiadamiana.


No to chyba póki co tyle.
Dzisiaj Wielkie Piątek,więc już chciałabym złożyć wam najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Smacznego jajka i mokrego dyngusa :)




PYTANIA?
Tagi: .
03.04.2015 o godz. 11:37

Chapter 18


Jason


Siedziałem w salonie przeglądając zdjęcia z albumu rodzinnego,który zabrałem przed moją ucieczką kilka lat temu. Były w nim zdjęcia od momentu narodzin moich i mojego młodszego brata. Justin był świetnym dzieciakiem,każdy go lubił. Ja byłem jego totalnym przeciwieństwem,a może nadal jestem?
Nienawidzimy siebie wzajemnie chociaż jakiś czas temu byliśmy przecież nierozłączni. Niesamowite jak wszystko szybko się zmienia.
-Załatwiłem co chciałeś!-Usłyszałem Johnsona wchodzącego do naszego wspólnego mieszkania. Z hukiem zamknąłem album wsuwając go pod kanapę,po czym podpaliłem ekspresowo papierosa,żeby pokazać swoją obojętność na wszystko.
-Dobrze.-Wypuściłem dym z ust. Kumpel patrzył się na mnie z politowaniem.
-Czego?-Zapytałem oschle.
-Nie wiesz co się dzieje z twoim bratem?-Zapytał ironicznie na co ciekawy więcej informacji poprosiłem wzrokiem o szczegóły.-Wpadł w depresję,podobno rozstał się z Cassie.
Depresja męczy go od nastoletnich lat. Nikt nie wie czemu. Chłopak miał wszystko co chciał,przyjaciół,rodzinę...jednak on był zawsze nieszczęśliwy.
-Mam ułatwioną robotę,przynajmniej się wpieprzać nie będzie.-Burknąłem.
-Posłuchaj siebie...co ty w ogóle mówisz?! On jest twoim bratem,a Cassie? PRZECIEŻ JĄ DO CHOLERY KOCHASZ!-Wykrzyczał stając nade mną. Ja się żałośnie zaśmiałem.
-Bronisz ich?-Spojrzeliśmy sobie w oczy i zamilkliśmy.-A może ty im coś powiedziałeś,co?-Podniosłem się stając twarzą w twarz z Johnsonem.
-Nic im nie mówiłem.-Warknął przez zaciśnięte zęby i gwałtownie odkręcił się,by wyjść z mieszkania. W tym momencie wyciągnąłem zza paska spodni pistolet i z zimną krwią strzeliłem w mojego przyjaciela. Upadł,ale mimo poranienia w plecy nadal żył. Starał się podnieść,ale ja go docisnąłem do podłogi nogą.
-Myślałem,że jesteś moim przyjacielem...-Mówiłem cicho przebijając się przez stęknięcia i jęki konającego chłopaka. Już po kilku sekundach nastała idealna cisza. Wtedy zaczęło do mnie docierać co zrobiłem.
-KURWA MAĆ!-Wydarłem się na cały głos uderzając wszystko co się tylko obok mnie znajdowało. Wydawało mi się,albo z moich oczu popłynęły nawet łzy. Właśnie zostałem sam.
Spojrzałem na Johnsona szybko oddychając,chciałem opanować swoje emocje,ale nie szło mi to najlepiej. Wróciłem do salonu. Wyciągnąłem rodzinny album spod kanapy i otworzyłem na ostatniej stronie.
Ostatnie zdjęcie jakie zostało w nim zamieszczone to ja i Justin. Obóz z liceum. Staliśmy na pomoście,za nami w jeziorze pluskało się mnóstwo osób,ale to nie było najważniejsze. Staliśmy obydwoje,obejmowaliśmy swoje ramiona i śmialiśmy się.
Kto by wtedy pomyślał,że ja będę zabójcą a Justin będzie miał ogromne problemy z depresją.
Usiadłem na podłodze,a właściwie najpierw upadłem na kolana i zacząłem płakać. Tak,zacząłem płakać. Zrobiłbym wszystko,żeby cofnąć czas i zmienić swoje życie.

Cassie
three weeks later


-Zawieźć cię słonko?-Zapytał tata przyglądając mi się jak poprawiam swoją krótką,czarną sukienkę.
-Nie.-Szepnęłam spuszczając wzrok.
-Czemu jesteś taka smutna,idziesz na imprezę!-Zaśmiał się,a ja patrząc w lustro uśmiechnęłam się niechętnie do siebie.
-Pojadę autobusem.-Założyłam białe buty na szpilce i wyszłam na przystanek.
Chaz zaprosił mnie na urodziny chyba tylko dlatego,że nie ma pojęcia o moim zerwaniu z Justinem. Nie mam już żadnych przyjaciół,oprócz Ginger,która jest w ciąży i zaczyna swoje przyspieszone dorastanie. Można więc powiedzieć,że jestem samotna,ale cóż zrobić. Wszystko to jest tylko z mojej winy.
Robiło się ciemno. Wsiadłam do pojazdu zajmując jedno z wolnych miejsc. Czułam na sobie dziwne spojrzenia ludzi albo po prostu byłam przewrażliwiona.
Po wyjściu z autobusu i ostatecznym skierowaniu się na miejsce zabawy czułam okropne zdenerwowanie. Miałam nadzieję,że spotkam tam Justina i jakoś z nim porozmawiam.
Kiedy weszłam na podwórko gdzie głośna muzyka dobiegała z dużego domu pomyślałam,że nie ma już odwrotu. Weszłam do środka i zaczęłam się rozglądać.

Wszyscy się śmiali i dobrze bawili,a ja...byłam kompletnie sama. Kiedy spotkałam się wzrokiem z Connie od razu na jej twarzy pojawił się grymas. W pewnym momencie podszedł do mnie Alfredo.
-Cassie,musimy...porozmawiać.-Westchnął prowadząc mnie na piętro domu Chaza. Weszliśmy do dużej sypialni gdzie było o wiele ciszej niż na korytarzu.-Sprawa jest dość skomplikowana...-Zaczął zestresowany.
-Rozumiem,nie chcecie mnie znać. W porządku,już to wiem.-Powiedziałam szybko,by skończyć to nietypowe spotkanie.
-Nie...Ugh,Conn mnie zabije,ale musisz iść do Justina.-Tłumaczył.
-Jest na imprezie? W sumie miałam zamiar z nim porozmawiać.-W moim głosie słychać było delikatnie radość.
-Nie,idź do niego do domu. Jest z nim...bardzo źle. Musisz z nim porozmawiać,dać mu do zrozumienia,że jest każdemu potrzebny!-Mówił ze łzami w oczach.
-O czym ty mówisz?-Mój głos niekontrolowanie się podniósł,już chciałam się rozpłakać.-On coś chce sobie zrobić?!
-Zawiozę cię do niego,chodź!-Alfredo złapał mnie za rękę i zabrał do swojego samochodu. Nie rozmawialiśmy. Ja nie miałam odwagi go o nic zapytać,a on nie miał ochoty zdradzać szczegółów. To było po nim bardzo dobrze widać.
Zatrzymał się pod blokami i życzył mi powodzenia.
Przestraszona biegłam boso do odpowiedniej klatki a potem mieszkania. Nerwowo pukałam do drzwi. Po chwili drzwi się uchyliły,a moje oczy gwałtownie się załzawiły.
-Cassie...-Powiedział swoim aksamitnym głosem patrząc swoimi ciemnymi oczami prosto w moje.
-Justin...-Mój głos delikatnie się załamał kiedy weszłam do mieszkania zamykając za sobą drzwi. Czułam zapach alkoholu i papierosów. Chłopak,mimo stanu powojennego w jego salonie,nadal był zadbany i pachnący. Widać było jednak,że schudł,szczególnie na twarzy.
-Mogę wejść?-Zająknęłam się po długiej ciszy.
-Tak,jasne.-Wyciągnął rękę wskazując drogę. Wtedy rękaw od jego czarnej bluzy podgiął się delikatnie do góry,a na nadgarstku oprócz tatuaży były nacięcia.
-Co to jest?-Chwyciłam Justina za obie dłonie odsłaniając jego nadgarstki. Rozpłakałam się.-Co to do cholery jest?!-Krzyknęłam.
-Cassie.-Wyszeptał ze smutkiem w swoim głosie. Czy on tylko potrafił wypowiedzieć moje imię?
Rozglądałam się po salonie. Puszki po piwie,butelki po różnych trunkach i wypalone papierosy z popiołem w popielniczce na stole.
-Co się z tobą dzieje Justin?-Zapytałam zbliżając się do chłopaka. On odkręcił ode mnie głowę,patrzył w podłogę.-Spójrz na mnie,słyszysz?-Szeptałam starając się odkręcić twarz Biebera w moją stronę,jednak on się tak łatwo nie dawał.-CZEMU TY MI TO ROBISZ?!-Wykrzyczałam jak idiotka upadając bezwładnie na kolana. Emocję mną telepały,nie potrafiłam się ogarnąć.
-Kochanie...-Wyszeptał klękając przede mną czule przytulając mnie do swojego torsu.-Uspokój się,proszę...Nie warto.
-Co nie warto?! Co nie warto?!-Krzyknęłam mu prosto w jego przestraszoną i smutną twarz.-Ja cię kocham rozumiesz?!-Dusiłam się swoim własnym głosem. On jednak zachowywał spokój. Mocno mnie do siebie przytulał i nie miał zamiaru puścić.
-Nienawidzę cię za to co sobie zrobiłeś!-Uderzałam jego tors praktycznie bezwładnymi rękoma.
-Przestań...-Westchnął ciężko.-Nie jestem warty twojej złości.
-Oh,czemu ty musisz być taki zrezygnowany?!-Podniosłam się z podłogi niepewnie podchodząc do okna. Zaczynało padać,a z daleka słychać było grzmoty. Uspokoiłam się na chwilę.-Alfredo mi powiedział,że masz jakiś problem...
-Tak,mam.-Odpowiedział podchodząc do mnie. Delikatnie odkręcił mnie w swoją stronę.
-Więc powiedz mi o tym...-Poprosiłam patrząc w oczy Justina.
-Ja...ja byłem głupi. Trudno mi jest wszystko opowiedzieć. Po prostu kiedyś wmieszałem się w złe towarzystwo.-Tłumaczył.-To wszystko po prostu dobijało mnie powoli coraz bardziej. Ja od dziecka jestem jakiś "niedorozwinięty psychicznie",ciągle było mi czegoś za mało,wiecznie chodziłem smutny.-Spojrzał w okno,kiedy rozbłysnęło się mocne światło po uderzeniu pioruna.
-Depresja?-Uściśliłam jego problem w jednym słowie. Justin skinął głową.
-Kiedy cię pokochałem naprawdę wypełniłaś wszystkie moje pustki w życiu. Poczułem się potrzebny.
-A rodzice? Masz przecież z nimi dobry kontakt,czemu nigdy nie myślałeś o nich?-Dopytałam.
-Potrzebowałem czegoś więcej niż miłości rodziców czy przyjaźni. Jedyne co mogło mi pomóc to miłość tej jedynej osoby. Cassie,z nikim nie czułem się tak dobrze jak z tobą!-W moich oczach znowu stanęły łzy. Nie chciałam wybuchnąć płaczem,patrzyłam się we wszystkie strony,jednak nie mogłam spojrzeć na Justina.
-Przepraszam za wszystko co zrobiłem źle.-Chłopak klęknął na obydwa kolana przede mną.
-Przestań,proszę cię.-Powoli łzy zaczęły spływać mi po policzkach.-Wróć do mnie,pomóż mi,kochaj mnie,proszę...
-Ja też cię powinnam za wszystko przeprosić. Wiesz,że mam podobną historię do twojej?-Zapytałam niepewnie.
-Wiem Veronico. Spotkaliśmy się już kiedyś.-Podniósł się z podłogi.-Uratowałem cię spod pracowni.-Mówił,a ja nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Wiedział o mnie wszystko.
-Nie wróciłeś po mnie.-Otarłam swoje policzki.
-Musiałem uciekać. Chciałem zabrać cię ze sobą,ale moi kumple nie pozwolili,bo...
-...Bo byłam laską jednego z waszych przeciwników.-Dokończyłam,a chłopak mi przytaknął.
-Nie wiesz zbyt wiele o Jasonie...między innymi tego,że ma na nazwisko Bieber.

不怕


Cały dzień miałam jakiegoś lenia.
Zastanawiałam się,czy wstawić ten rozdział,czy nie...
Ale ostatecznie zebrałam się,więc jest!
Mam nadzieję,że wam się spodobał.
Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach.
Życzcie mi powodzenia,bo jestem na 23 rozdziale i zawiesiłam się. Nie wiem co dalej napisać,lol.

Tak,tak. Mam fazę na muzykę z "Miasta 44".




PYTANIA?

Tagi: .
22.03.2015 o godz. 19:18

Chapter 17


/I was here/

Connie


-Przybiegłam najszybciej jak potrafiłam!-Zdyszana weszłam do mieszkania Justina,w którym był Ryan. To on przecież powiadomił mnie o tym co się dzieje.
Bieber siedział na kanapie i płakał,nie był to codzienny widok,przynajmniej od dłuższego czasu.
-Hej,kochany,co się dzieje?-Zrzucając torbę z ramienia na podłogę usiadłam obok przyjaciela przytulając go do siebie. Nie odpowiadał,może nie chciał lub nie miał siły. Mocno trzymał mnie w pasie,a na moich ubraniach pojawiały się mokre plamy od jego łez.
-Nie jest dobrze.-Szepnęłam smutno do Ryana,po czym ucałowałam Justina w głowę.-Misiek,porozmawiaj z nami...-Westchnęłam,ale chłopak naprawdę wpadł w głęboki dołek.
A było już tak pięknie. Rozstał się z Alex,poznał Cassie,zaczął się częściej uśmiechać...właśnie,był taki szczęśliwy.
-Chodzi o Cassie?-Zapytałam,a on wtedy gwałtownie się podniósł i podszedł do okna.-Czyli tak?-Trzymał coś ważnego w sobie i nie chciał tego powiedzieć.
Uspokajał się,ale prawdopodobnie było to chwilowe. Wplótł dłonie w swoje włosy i zaczął mocno za nie pociągać,wtedy dostrzegłam póki co dość delikatne nacięcia na nadgarstkach. Nie chciałam wracać do momentów kiedy było one tam cały czas.
Podeszłam do Ryana i mocno się do niego przytuliłam. Ja również zaczęłam płakać. A co jeśli go stracimy?! On już może nie wytrzymać psychicznie,to cholerstwo nigdy go nie zostawi. Zawsze będzie powracać!

Justin


W mojej głowie były niewyraźne wspomnienia,wszystkie były w kłębku i żadne z nich nie trwało dłużej niż krótki ułamek sekundy.
Nikt nie znał mnie naprawdę,tylko ja siebie znam.
Connie,Ryan,Alfredo,Khalil,Xavier,rodzina i inni przyjaciele - nigdy nie pozwoliłem im dowiedzieć się o gangu,o moim bracie... Tak,Alex,moja ex,była jednym z głównych powodów dlaczego wplątałem się w nielegalne "zabawy". Alkohol,narkotyki,ciągły głód...to wszystko działo się tak szybko. Potem znalazłem Jasona,był przeciwko mnie chociaż w dzieciństwie byliśmy nierozłączni. To on zaczął kopać pode mną ten dół,który za każdym razem robi się coraz głębszy i głębszy.
Kiedy nareszcie wydostałem się z nałogu,zacząłem "normalne" życie. Dbałem o siebie,ale w sercu cały czas miałem wypaloną dziurę,którą zaczęła goić Cassie. Ale wracając...zgadnijcie dlaczego wybrałem pracę jako żołnierz zawodowy? Ryzyko stracenia życia? Przynajmniej nie popełniłbym samobójstwa,a ludzie składaliby mi hołd za poświęcenie dla kraju. Samolubne? Może trochę.
-Justin,nie zrób nic głupiego,proszę cię. My będziemy przy tobie cały czas!-Wtrącił nagle Ryan przez ciche łkanie Connie. Starali się pokazać wsparcie,ale na cholerę mi ich wsparcie?

Cassie


Minęło kilka dni,a mój kontakt z Connie kompletnie się zerwał,nie mówiąc o Ryanie,Alfredo i oczywiście Justinie. Coś musiało się stać poważnego,może z mojej winy? Nie chciałam tego zostawiać w spokoju,popołudniem wybrałam się do mieszkania mojego,byłego chłopaka. Stresowałam się bardzo,więc zanim zapukałam do drzwi musiałam chwilę głęboko pooddychać i przemyśleć co chcę powiedzieć. Ludzie przechodzący na klatce schodowej dość dziwnie się na mnie patrzyli. No cóż...widząc moje zawahania przed uderzeniem kilka razy w drzwi najchętniej stanęłabym obok siebie i zaczęła się wyśmiewać.
W końcu się odważyłam,nie czekałam długo żeby ktoś mi otworzył. Connie,spojrzała na mnie nieprzyjemnie i nie wpuściła mnie do środka.
-Czego chcesz?-Burknęła. Po jej oczach widać było nieprzespane,przepłakane noce.
-Chciałam się spotkać...no wiesz,z wami...-Mówiłam cicho i niepewnie bojąc się spojrzeć na moją przyjaciółkę,a może już i kogoś kto jest tego zupełnym przeciwieństwem.-Zapytać,co tam...-Conn parsknęła szyderczym śmiechem na co ja poczułam jak po moim ciele rozlewa się zimny pot.
-Zniszczyłaś go rozumiesz!-Śmiała się ze mnie.-Myślałam,że jesteś inna,że mu pomożesz,a ty zrobiłaś z niego wraka!-Zbladłam,w moich oczach pojawiły się łzy,nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa.
-Chcę z nim porozmawiać,proszę...-Powiedziałam z wielkimi trudnościami patrząc prosto w oczy Connie. Ona westchnęła ciężko,posmutniała.
-Nie chcesz go teraz widzieć.-Przeczesała swoje włosy dłonią.-Przepraszam,że tak na ciebie nakrzyczałam,ale idź,tak będzie lepiej dla ciebie i dla niego.-Dziewczyna zniknęła za drzwiami,a ja nie wiedziałam czy już iść. Patrzyłam smutno prosto w wizjer,ale po chwili postanowiłam odejść.

不怕


Dość smutny i bardzo krótki rozdział.
Nic w sumie się nie zmieniło od poprzedniego.
Justin i Cassie nadal ze sobą nie porozmawiali,a przecież to mogłoby zmienić wszystko.
Dziewczyna zmienia swoje postępowanie,chociaż chłopak nigdy nie miał jej tego za złe. On uważał,że to wszystko jego wina. W sumie od jego agresywnego zachowania się zaczęło.

W następnych rozdziałach mogę zdradzić,że akcja pójdzie do przodu,ale czy zacznie być lepiej czy gorzej...tego dowiecie się na bieżąco.
Czekam na wasze szczere opinie w komentarzach!

Jak zawsze z góry przepraszam za błędy,literówki itd.




PYTANIA?
Tagi: .
15.03.2015 o godz. 09:20

Chapter 16


Wzrok Jamesa,Johna i Simona pokierował się na mnie. W tej grobowej ciszy można było słyszeć przestraszony głos matki Cassie. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
-Niech się pani nie martwi,znajdę ją.-Rzuciłem stanowczo i się rozłączyłem.
-Co jest?-Dopytał dla pewności Simon widząc moje zdenerwowanie. Podniosłem się szybko i wyszedłem mówiąc,że dam sobie radę sam. Emocje we mnie buzowały. Ruszyłem szybko wykonując telefony do wszystkich moich,jak również i dziewczyny,znajomych (nie zapominając by dzwonić również do Cassie). Nikt jej nie widział, a może po prostu mówili to specjalnie, bo ona nagadała o mnie swoje historyjki i ją teraz przede mną bronią! Na pewno nie chciałem myśleć,że Jason zaczął realizować już swój plan.
Jeździłem obrzeżami miasta z głupią nadzieją,że w takim ogromnym mieście znajdę jedną drobną dziewczynę.
Po godzinie wkurzyłem się. Zatrzymałem samochód na poboczu i wysiadłem z niego,wcześniej znajdując paczkę papierosów leżącą przy skrzyni biegów. Musiałem się chwilę odstresować. Oparłem się o maskę auta i szybko wypaliłem jednego szluga obserwując przejeżdżające samochody. Zadzwoniłem na wszelki wypadek do rodziców Cassie,ale jej nadal w domu nie było.
Nagle w oddali zobaczyłem jakąś dziewczynę. Szła spokojnie w ciemności tuż przy ulicy,dopóki nie zatrzymał się przy niej jakiś samochód. Przyglądałem się tej sytuacji,ale nie mogłem pozostać w bezruchu kiedy rozległ się kobiecy krzyk i zaczęło się szarpanie pomiędzy dwiema osobami. Szybko pobiegłem na ratunek. Chwyciłem za kołnierz koszulki jakiegoś gówniarza (nawet może młodszego ode mnie),który miał zamiar zgwałcić bezbronną dziewczynę w rowie.
Przycisnąłem mocno kolesia do jego samochodu uderzając go kilka razy w twarz. Odwdzięczył mi się tym samym,jednak nie poddawałem się. Nabrałem ekspresowo mnóstwo siły i oddałem mu dziesięć razy mocniej. Ostatkami sił wczołgał się do samochodu i odjechał z piskiem opon.
-Ej,wszystko w porządku?-Wskoczyłem do rowu kucając przy łkającej dziewczynie. Leżała na boku chowając swoją twarz w dłonie.-Mała,nic ci nie zrobił?-Dotknąłem delikatnie dłonią jej ramienia,jednak ona nie zwracała na mnie uwagi. Kaptur ciemnej bluzy miała zarzucony na głowę,jedyne co widziałem,to to,że na czole miała dość głębokie zadrapanie. Wtedy poczułem jak po wargach spływa mi krew z nosa. Szybko ją otarłem ręką i wróciłem do zadawania pytań dziewczynie.-Zadzwonić po kogoś? Pokaż mi chociaż swoją twarz.-Blondynka niepewnie spojrzała na mnie.-Cassie?-Dopytałem niepewnie,a zielonooka nie wiedziała jak ma zareagować. Usiadła i zaczęła się uspokajać,jednak nic nie mówiła.-Cassie,wszyscy się o ciebie martwią!-Chciałem przytulić ukochaną,jednak ona szybko mnie od siebie odepchnęła. Podniosła się i zaczęła uciekać,ale przecież nie mogłem jej tutaj zostawić. Było już niesamowicie późno,a ona prawdopodobnie zgubiła drogę do domu.
-Cassie,stój,do cholery!-Zatrzymałem przerażoną dziewczynę. Patrzyłem jej w oczy,chciałem porozmawiać.-Gdzie byłaś?!
-Nie będę się tobie spowiadać!-Odpowiedziała oschle. Czyli mówić jeszcze potrafi.
-Nie rozumiesz,że cię szukamy?! Czemu nie odbierasz telefonu?!
-Rozładowała mi się bateria.-Rzuciła szybko zaczesując dłonią roztrzepane włosy do tyłu.-Już? To wszystko?! Przesłuchanie zakończone bohaterze?!-Zachowywała się okropnie w stosunku do mnie. Jej ton głosu był strasznie irytujący,tak samo mowa ciała.
-Wsiadaj do samochodu,zawiozę cię do domu!-Dałem jej rozkaz,który niechętnie posłuchała. Usiadła na miejscu pasażera jak najbliżej drzwi dając mi wyraźnie do zrozumienia,że się mną brzydzi.
Całą drogę przesiedzieliśmy w kompletnej ciszy,ale kiedy zatrzymałem się pod jej domem zablokowałem drzwi,żeby nie mogła wysiąść.
-Ej,co jest?-Nerwowo pociągała za klamkę.
-Cassie,spójrz na mnie.-Mówiłem proszącym głosem,starając się odkręcić nastolatkę w moją stronę.-No spójrz!-Nasze oczy się spotkały.-Ja i Jason...-Zacząłem mówić.
-NIE OBCHODZI MNIE TO JUSTIN!-Krzyknęła na mnie,a w moich oczach zalśniły łzy.
-Zacznijmy od tego,że ja cię cholernie przepraszam. Daj mi drugą szansę. Poprawię się! Błagam Cassie,zrób to dla mnie. Będę chodził na rękach dla ciebie,zrobię wszystko,żeby wynagrodzić ci to jakim jestem chamem!-Podczas mojego monologu,wyraz twarzy blondynki nie był już rozgniewany,a raczej bardzo smutny.

Cassie


-Mam coś dla ciebie.-Justin bardzo się stresował. W jego oczach cały czas stały łzy. Kiedy sięgał do kieszeni kurtki jego dłonie drżały. Nie mogłam już na to patrzeć.
-Przestań,nic nie chcę!-Chwyciłam go za nadgarstek.-Daj mi stąd wyjść,o tyle cię proszę.-Chłopak dał mi odejść,szybko pobiegłam do domu gdzie zapewne czekała mnie poważna rozmowa z rodzicami.

Justin


Ona nadal nie jest niczego świadoma. Ona nie chce mnie słuchać,a grozi jej niebezpieczeństwo,o ile moi znajomi mówią prawdę. Nigdy nie pomyślałbym,że ta malutka dziewczyna będzie potrafiła rozpieprzyć moje emocje. Kiedy wróciłem do domu wziąłem butelkę piwa,która stała w lodówce. Potem postanowiłem sięgnąć po coś mocniejszego,więc wyciągnąłem z głębi szafki whisky,które dostałem na zeszłe urodziny od Khalila. Nie szczędziłem trunku,wypiłem wszystko jak najszybciej potrafiłem.
Faceci powinni być silni,a ja jestem mały gówniarzem,który po zerwaniu z dziewczyną ma ochotę się powiesić.
Włączyłem dość głośno muzykę,wziąłem szklankę z alkoholem do łazienki i usiadłem na podłodze. Sięgnąłem po żyletkę,którą trzymałem "na wszelki wypadek".
-Za moją śliczną Cassie...-Przejechałem delikatnie po swojej skórze czując przyjemne dla mnie szczypanie.-...I za śliczną Cassie,która nie jest już moja.-Powtórzyłem ten sam element tylko na drugiej ręce.

Ryan


Rano zajrzałem do Justina,żeby pójść z nim do pracy. Dzwoniłem do drzwi bardzo długo zanim mi otworzył.
-Bieber,jak ty wyglądasz?!-Chłopak był kompletnie nieprzytomny. Słaniał się na nogach,był pobity,a na dodatek na jego nadgarstkach widniała zaschnięta krew.-Znowu to robisz?! Znowu?!-Byłem wściekły na mojego przyjaciela. On jest chory,ale przecież już wszystko było dobrze.
-Cassie mnie już nie chce,na dodatek zachowałem się jak ostatni kutas. Uderzyłem ją. Ona ma problem,ja chciałem jej pomóc,a ona mnie nie chce słuchać.-Mówił jeszcze pijany.-Kocham ją.-Wszyscy byliśmy pewni,że Justin i Cassie to idealna para. Dziewczyna pozytywnie działała na Biebera,ale widać,ze potrafi też negatywnie.
-Jedyną osobą jaka ma w tej chwili problem to ty!-Mówiłem stanowczo. Wziąłem na dzisiaj dla siebie i dla mojego przyjaciela wolny dzień. Musiałem się nim zająć,a zacząłem od sprzątnięcia butelek po alkoholu i chusteczek ubrudzonych krwią.

Cassie


-Nie ma dzisiaj Connie?-Zapytałam zdziwiona. Ja byłam już spóźniona,a raczej wątpię,żeby przyszła do pracy później ode mnie. Zawsze była punktualna.
-Wzięła zwolnienie na tydzień,mówiła,że ma przyjaciela w potrzebie.-Odpowiedziała mi jedna ze starszych pielęgniarek.

不怕


No więc sprawy zaczynają się komplikować.
Kto by pomyślał,że Justin jest taki wrażliwy? Kto by pomyślał,że dręczy go depresja?

Przyśnił mi się dzisiaj mega pomysł na akcję z Jasonem przez co jestem zmuszona usunąć kilka napisanych już rozdziałów (DLA WASZEJ INFORMACJI BYŁAM W TRAKCIE PISANIA ROZDZIAŁU 21),ale mam nadzieję,ze wyjdzie to na dobre.

Czekam na wasze opinie na temat tego (raczej nie najlepszego według mnie) rozdziału.

Jak zawsze przepraszam za błędy,literówki itd.




PYTANIA?
Tagi: .
08.03.2015 o godz. 13:33

Chapter 15


Justin


Następnego ranka,kiedy już wytrzeźwiałem,zauważyłem,że nie jestem u siebie w mieszkaniu. Podniosłem się z kanapy i mimo nieprzyjemnego bólu głowy ruszyłem do kuchni żeby się czegoś napić. Odkręciłem wodę w kranie i pochyliłem się nad zlewem. Kac dawał mi o sobie znać. Wsadziłem całą swoją głowę pod strumień wody,z nadzieją,że to uśmierzy trochę ból. Jakby tego było mało,mój żołądek po prostu skręcał się w supeł.
-Widzę,że jeszcze z tobą niezbyt dobrze.-Usłyszałem głos Jamesa. No tak,przecież to on zabrał mnie wczoraj do domu. Zakręciłem kran i odkręciłem się w jego stronę. Po mojej twarzy spływała woda z mokrych włosów.-Chyba dawno już tak nie popiłeś,kiedyś by cię to nie ruszyło. Kac to nie był twój problem.-Patrzyłem zamroczony na mojego "byłego" przyjaciela. Nie chciało mi się nawet wydobyć z siebie słowa. Zgaga cholernie paliła mój przełyk.-Musimy pogadać,ale najpierw weź się jakoś ogarnij.-James rzucił mi jakiś ręcznik którym szybko wytarłem twarz i włosy. Dał mi też jakieś tabletki od kaca,bólu i Bóg wie czego jeszcze.
-Słuchaj,sprawa jest poważna...-Zaczął,a ja już samym początkiem się znudziłem. Odstawiłem szklankę z zimną wodą mineralną na blat z dużą siłą.
-Nie interesują mnie sprawy,które wiążą się z tym gównem!-Warknął nieprzyjemnie przez praktycznie zaciśnięte zęby.
-Tu nie chodzi o gang,tylko twoją dziewczynę!-Odpowiedział szybko patrząc na mnie okropnym wzrokiem. Odwdzięczałem mu się tym samym.
-BYŁĄ dziewczynę!-Poprawiłem go,chociaż Cassie nadal zajmowała szczególne miejsce w moim sercu. Kochałem i kocham ją,ale przez moje idiotyczne zachowanie wątpię,że jeszcze będzie chciała ze mną być w jakimkolwiek związku. Powinienem okazywać więcej zrozumienia kobietom.
~ Tsa,Justin...Kobietę trzeba zrozumieć i mówić,że jest się przy niej mimo wszystko ~
-Nie,Bieber,kurwa.-Urywał śmiejąc się jakby z żalu.-Nie możesz jej teraz zostawić.
-Mów prosto z mostu...-Irytowała mnie już ta rozmowa,więc chciałem jak najszybciej ją zakończyć.
-Historia Cassie przy boku twojego brata jest długa...bardzo długa...-Mówił,a ja wytrzeszczyłem swoje oczy.
-Przepraszam,ale czy ty powiedziałeś: MOJEGO BRATA?-Serce przyspieszyło mi jak nienormalne.-Czyli ta "zamaskowana lasia",która cały czas chodziła przy nim jak na smyczy to ona?!-Nie chciało mi się w to wierzyć i szczerze nie dowierzałem. Zachowywałem się jakbym nie ogarniał,że przecież już o tym rozmawialiśmy. Na kacu jakoś lepiej docierały do mnie słowa. Kolejne potwierdzenie faktu,że jestem nienormalny.
-Dobrze wiesz jak to wszystko się toczyło. Ona nie była z nim z własnej woli,on ją szantażował,ale mimo wszystko udawała,jak to przy nim jest szczęśliwa. Może i nie udawała,może ona serio go kochała na początku,ale nie uwierzę w to.-Mówił,mówił,mówił i niepotrzebnie to przeciągał.
-Nie,nie,nie.-Zaśmiałem się zaczesując moje mokre włosy dłonią do tyłu.-Nie,po prostu...nie chcę tego słuchać wiesz. Robicie wszystko,żebym znów wpakował się w jakieś problemy. Już mam tego dosyć!
-Ale...-Chciał kontynuować,nie pozwoliłem mu na to.
-Masz jakieś dowody?!-Ruszyłem do wyjścia z domu,ale zanim to zrobiłem zatrzymałem się tuż przed Jamesem.
-Widziałem ją i słyszałem co Jason planuje. A wiesz dlaczego? BO SIĘ KURWA DOWIEDZIAŁ,ŻE ODBIŁEŚ MU DZIEWCZYNĘ!-Wykrzyczał mi prosto w twarz,a ja żałośnie się zaśmiałem.-Uwierz mi teraz,zanim będzie za późno.
Wziąłem swoją kurtkę w rękę i zakładając szybko buty wyszedłem trzaskając drzwiami. Wkurzony ruszyłem do swojego samochodu i kiedy tylko usiadłem za kierownicą zobaczyłem karteczkę za wycieraczką. Sięgnąłem po nią szybko ponownie trzaskając drzwiami auta.
Oj braciszku,braciszku...
Działasz tylko na niekorzyść mojej ślicznej Cassie.
Zerwanie z nią nic ci nie dało,bo mój plan jest dopracowany do końca i dopnę swego. Ta szmata za to,że nie dotrzymała warunków umowy musi zostać ukarana.

~ Serio James,serio? Podrobisz "list" od Jasona i myślisz,że się na to nabiorę! ~ Zgniotłem kartkę w dłoni i rzuciłem ją na siedzenie obok. Następnie wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Cassie.
-Halo?-Miała zachrypnięty i spłakany głos.
-Możemy się spotkać?
-Kiedy?
-W każdej chwili.-Mówiłem dość nerwowo i szybko.
-Nie mam dzisiaj czasu,to coś ważnego?-Zaczęła mnie spławiać,więc zdenerwowany się rozłączyłem i ruszyłem z piskiem opon. Kierunek był prosty - dom Cass,ale chwila...jak ja wyglądam. Postanowiłem,że stracę te kilka minut i pojadę do siebie się ogarnąć.

Cassie


Kiedy moja rodzina pojechała w odwiedziny do cioci,ja zostałam pod wymówką,że źle się czuję. Jason nalegał,żebyśmy się dzisiaj spotkali. Powiedział,że ma dla mnie niespodziankę.
Ubrałam się,umalowałam i już chciałam wychodzić kiedy nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zamarłam w bezruchu. Czyżby rodzice czegoś zapomnieli? Niepewnie zerknęłam przez przyciemniane szkło w drzwiach i zobaczyłam postać bardzo dobrze mi znaną. Justin...
Uchyliłam powoli drzwi już zanosząc się na płacz. Pokierowałam wzrok na wysokiego chłopaka,który dopytał tylko czy jestem sama. Skinęłam powoli kilka razy,on się rozejrzał i gwałtownie wszedł do środka trzaskając drzwiami za sobą. Odskoczyłam przerażona patrząc na wyraźnie zdenerwowanego Biebera.
-Czego chcesz?-Zapytałam dość nieprzyjemnym głosem starając się uniknąć kontaktu wzrokowego z chłopakiem. Skrzyżowałam ręce na wysokości piersi,by dawać wrażenie,że nic mnie nie obchodzi.
-Pytasz się czego chcę,huh?!-Mocno przyparł mnie do ściany. Mój oddech przyspieszył,bałam się go. Nigdy nie widziałam go tak wkurzonego.-Co cię łączy z tym gnojkiem?!-Wykrzyczał prosto w moją twarz.-Po moich policzkach spłynęły niekontrolowane łzy.-Kurwa,gadaj!-Uderzył mnie z otwartej dłoni w policzek.
-Co ty robisz?!-Nie mogłam wydusić z siebie słów,dlatego mój ton głosu był piskliwy,bardzo wysoki. Chciałam się wydostać z jego uścisku,jednak byłam bezsilna. Nie wiedziałam jak się zachować.
-Jason!-Warknął odsuwając mnie gwałtownie od ściany,po czym mocno mnie na nią popchnął. Zsunęłam się na podłogę chowając twarz w dłonie. Przez łzy widziałam jak Justin nerwowo chodził przy mnie. Wplótł dłonie w swoje włosy po czym usłyszałam jak pociągał nosem.
-Powiedz mi wszystko,powiedz mi co on ci robił!-Upadł na kolana przede mną chcąc mnie przytulić. Po tym co mi zrobił czułam do niego obrzydzenie. Gwałtownie odsuwałam się od chłopaka,którego ciemne oczy nie uśmiechały się jak zawsze. On płakał.-Cassie,odezwij się proszę!-Płakał jak idiota. Nie podnosił się z podłogi,opierał się czołem o zimną ścianę uderzając w nią mocno.-Cassie...! Moja kochana,przepraszam!-Spojrzał na mnie. Czułam jego wzrok na sobie chociaż byłam skulona w kłębek w kącie przedpokoju.
-Wyjdź stąd!-Burknęłam pod nosem.
-Powiedz tylko,czy to prawda! Powiedz,że byłaś z tym chujem kiedy byłaś ze mną!-On się uspokajał,ale ja wręcz przeciwnie.
-WYJDŹ STĄD!-Podniosłam się gwałtownie z podłogi. Wskazałam Justinowi kierunek do drzwi krzycząc najgłośniej jak umiałam. Nie kontrolowałam już swoich emocji,a Bieber nie był już taki odważny jak wcześniej. Mimo mojego rozkazu,stał przede mną cały czas.
-Przepraszam...-Westchnął cicho,a ja rzuciłam się na niego z pięściami.
-NIENAWIDZĘ CIĘ!-Uderzałam bezwładnie o jego tors.-ROZUMIESZ?! JESTEŚ BEZCZELNYM CHAMEM! NIGDY SIĘ DO MNIE NIE ZBLIŻAJ DEBILU,DAMSKI BOKSER SIĘ ZNALAZŁ!-Kompletnie traciłam swoje siły,jednak od się nie ruszał. Patrzył na mnie smutno i sam nie wiedział co powiedzieć.
-Wierzyłem w każde twoje słowo. Jednak nie wiedziałem o tobie kompletnie nic.-Wypowiedział te słowa patrząc głęboko w moje oczy. On wie wszystko.-Obydwoje nic o sobie nie wiedzieliśmy.-Wyszedł powoli i cicho z mieszkania,jak jakaś zahipnotyzowana dusza,a ja patrzyłam cały czas na brązowe drzwi,bezsilna,przypominając sobie całą zaistniałą sytuację.

Justin


Wsiadłem do samochodu. Byłem tak bardzo roztrzęsiony i zdenerwowany,że nie miałem siły ruszyć. Sięgnąłem po zgniecioną kartkę z listem,który ponownie przeczytałem.
~ A co jeśli to naprawdę Jason? ~
Spojrzałem na dom Cassie. Zobaczyłem zapłakaną dziewczynę w jednym z okien,jednak w tej chwili jedyne co mnie interesowało to wyeliminowanie mojego starszego brata.
-James,dzisiaj w bazie...23:00! Mają być wszyscy!-Rzuciłem szybko przez telefon i nie miałem zamiaru słuchać żadnego "ale". Znowu wpieprzę się w to gówno,ale zrobię to tylko i wyłącznie dla bezpieczeństwa Cassie.

Cassie


-Jason?-Zapytałam zaglądając do wnętrza dużego mieszkania. W każdym z pokoi panowała straszna,grobowa cisza. Niepewnie przeszłam się po korytarzu kilka razy,trzymając się kurczowo torby,którą miałam przełożoną przez ramię na skos.
-Boo!-Usłyszałam za sobą i gwałtownie odskoczyłam,odkręcając się szybko do uśmiechniętego Jasona.-Hej piękna,dawno się nie widzieliśmy.-Przytuliliśmy się mocno całując namiętnie.
-Jay...-Wyszeptałam spoglądając w oczy chłopaka delikatnie gładząc ręką jego zarost na policzku.
-Tak jak mówiłem mam dla ciebie niespodziankę,ale musimy gdzieś pojechać.-Wyciągnął do mnie rękę z miłym uśmiechem.-To jak?
-Jedziemy.-Uniosłam lewy kącik ust,po czym razem z Jasonem wyszłam z mieszkania.
Nie czułam się przy nim źle,jednak on nie był kimś kogo kochałam. Na nadgarstku cały czas miałam bransoletkę,którą na święta dostałam od Justina. Bawiłam się nią w czasie podróży z chłopakiem,który w pewnym momencie splótł nasze dłonie.
-Tęskniłem za tobą.-Zerkał na mnie co jakiś czas kontrolując jednak co się dzieje na drodze.
-Ja za tobą też.-Posłałam mu delikatny uśmiech całując go w policzek.

Justin


Kiedy już cały "gang" zebrał się w miejscu spotkania postanowiliśmy omówić plan działania przeciwko Jasonowi.
-Nie możemy pokazywać,że coś wiemy. Musimy być ostrożni.-Zaczął Simon. Ja już trochę wypadłem z wprawy,więc praktycznie wcale się nie udzielałem.
-Będziemy się zmieniać,musimy mieć ją na oku,ale ona nie może o nas wiedzieć.-Dodał James. Przytakiwałem na wszystko,dopóki nie wytrącił mnie dzwoniący telefon.
-Justin?-Usłyszałem kobiecy głos.
-To ja.-Odpowiedziałem. Moi znajomi aktualnie nie byli zainteresowani moją rozmową.
-Tutaj pani Jones.Jest może z tobą Cassie? Nie ma jej w domu,niedawno wróciliśmy od mojej siostry,a ona miała zostać,bo źle się czuła.-Tłumaczyła,a ja czułem w jej głosie odrobinę strachu. Ja również się wystraszyłem.
-Nie,nie ma ze mną Cassie. Co prawda,widziałem się z nią dzisiaj,ale się nie spotykaliśmy...-Mówiłem.
-Matko Boska.-Kobieta zaczęła panikować.-Nie odbiera telefonu,nie wiem co się z nią dzieje!

不怕


Czyżby Jason ... ?
Nie cicho,nic nie mówię.

MATKO - 16 KOMENTARZY - DZIĘKUJĘ,TO DLA MNIE OGROMNE ZASKOCZENIE!

Liczę,że i pod tym rozdziałem znajdę dużo waszych opinii,lubię czytać co myślicie o tym co piszę,więc czekam :)

Mam nadzieję,że rozdział się spodobał!

PRZEPRASZAM JEŚLI POJAWIŁY SIĘ BŁĘDY,NIE MIAŁAM CZASU ŻEBY GO SPRAWDZIĆ,ZALEŻAŁO MI,ŻEBY WSTAWIĆ ROZDZIAŁ JESZCZE DZISIAJ.




PYTANIA?
Tagi: .
28.02.2015 o godz. 22:07

Chapter 14


Odkręciłam się w ekspresowym tempie kiedy na moim policzku poczułam zadrapanie kilkudniowym zarostem.
-Jason?! Co ty tutaj robisz?!-Zapytałam szybko i dość nerwowo cały czas wyszukując wzrokiem oczekującego na mnie Justina.
-Przejeżdżałem obok,więc myślałem,że po ciebie przyjadę. Dawno się nie widzieliśmy.-Mówił tak spokojnie... Chyba jak nigdy.
-Przepraszam,ale jestem już umówiona.-Szybko spławiłam go widząc na parkingu białe Ferrari należące do Biebera.-Napiszę jak będę miała chwilę.-Chciałam odejść jak najszybciej,ale Jason złapał mnie mocno za nadgarstek przyciągając do siebie.
-Nie pożegnasz się ze mną?-Jego ciemne oczy patrzyły głęboko w moje. Szybko musnęłam jego ciepłe wargi i pobiegłam w stronę parkingu. Wsiadłam do samochodu na miejsce pasażera. Powitałam Justina z szerokim uśmiechem po czym pocałowałam jego policzek. Miałam ogromną nadzieję,że nie widział tego zdarzenia z Jasonem,że te pieprzone tuje odgradzające parking zasłoniły mu widoczność.
-Byłam jeszcze u Ginger,przepraszam,że musiałeś czekać.-Zaczęłam rozmowę zapinając pas.
-W porządku skarbie.-Uśmiechnął się miło biorąc moją dłoń,którą położył sobie na kolanie po tym jak ucałował jej zewnętrzną część.-Zaplanowałem na wieczór kino...Mam nadzieję,że mi nie odmówisz.
Nie chciałam mu robić przykrości,ale nie miałam ochoty na oglądanie filmów,byłam zmęczona i nadal moje serce waliło jak młot po spotkaniu z Jasonem praktycznie na oczach ukochanego.
-Jestem zmęczona,ale w porządku,nie mam serca ci odmówić.-Zaśmiałam się słodko,na co chłopak odpowiedział namiętnym pocałunkiem. W pewnym momencie pocałunku otworzyłam delikatnie oczy. Na szczęście nie widziałam już nikogo znajomego w pobliżu (nawiązując do Jasona),więc mogliśmy odjechać. Pojechaliśmy do kina,o którym właściwie istnieniu nie wiedziałam. Pozwoliłam,żeby Justin otworzył mi drzwi auta. Zostawiłam swoje rzeczy w aucie i ruszyłam z chłopakiem do wejścia.
-Pozwól,że ja wybiorę film na dzisiaj. Zaczekaj na mnie.-Uśmiechnął się,po czym odszedł w stronę kas. Usiadłam na pufie. Przyglądałam się chłopakowi,który płacił za nasze bilety.
Ruszyliśmy na jedną z trzech sal kinowych i to nie byle jakich,bo niesamowicie wygodnych.

Zajęliśmy jedno z wolnych miejsc dwuosobowych i musieliśmy męczyć się z reklamami przez dobre dziesięć minut. W tym czasie zdążyłam się wygodnie ułożyć na mięciutkich siedzeniach. Zdjęłam czarne botki na koturnie i usiadłam bokiem kładąc nogi na nogach Justina.
-Nie za wygodnie ci?-Zaśmiał się cicho chłopak kładąc swoją dłoń na mojej łydce. Pokręciłam przecząco głową z szerokim uśmiechem. W pewnym momencie zgasły światła i rozpoczął się film.
-Co wybrałeś?-Zapytałam.
-Zobaczysz.-Szepnął całując mnie w policzek. Po chwili na ekranie pojawił się wielki napis "Titanic".
-Nie,nie...Błagam,nie...-Zakryłam twarz dłońmi delikatnie się śmiejąc.
-Zawsze chciałem obejrzeć go z kimś kogo kocham.-Chłopak spojrzał w moje oczy ze smutkiem.-Tylko dzisiaj zrobili ten seans,musiałem cię tutaj zabrać.
-Justin,ja zawsze na tym płaczę...-Oparłam głowę na ramieniu Biebera.-Przy tobie będę jeszcze bardziej płakać.
-Shh.-Blondyn ucałował czubek mojej głowy obejmując mnie mocno ręką w tali. Cały film oglądaliśmy w wielkim skupieniu. To nic,że był to 101 raz,kiedy widzę scenę kiedy statek zderza się z górą lodową i Jack z Rose starają się ratować. Płakałam,a raczej cicho łkałam,dopóki nie nadszedł moment śmierci Jack'a. Wtedy już ryczałam jak idiotka w bluzę Justina,żeby stłumić swój głos. W całej sali słychać było płacz każdego.
-Uspokój się skarbie,cichutko.-Szeptał kiedy mocno otuliłam swoimi rękami szyję chłopaka.
-Kocham cię.-Mruknęłam przez łzy całując policzek Justina kilka razy pod rząd.
Po zakończonym filmie wyszłam kompletnie rozbrojona emocjonalnie. Pojechaliśmy do mieszkania Biebera gdzie szybko przygotowaliśmy się do snu. Położyliśmy się do łóżka gasząc wszystkie światła. Wsunęłam swoją nogę pomiędzy nogi chłopaka przytulając się do jego torsu.
-Śpij dobrze kochanie...-Szepnął całując mnie w czubek głowy.
-Nie chcę spać.-Jęknęłam znudzona.-Nie mogę zasnąć!
-Nawet nie spróbowałaś.-Zaśmiał się i odkręcił do mnie plecami. On zasypiał,a ja naprawdę nie mogłam zmrużyć oka. Może na pół godziny udało mi się zasnąć,ale nie więcej. Wierciłam się cały czas dopóki nie usiadłam "po turecku" w stronę Justina,który cichutko chrapał. Wyglądał tak słodko. Ręce miał ułożone pod policzkiem,a jego pełne usta były cały czas delikatnie otwarte.
-Justin...-Szepnęłam cicho kładąc brodę na jego przedramieniu.-Justin.-Powtórzyłam ciut głośniej,po czym połaskotałam opuszkami palców jego policzek. Chłopak się obudził.
-Która godzina?-Zapytał zaspany.
-Późna.-Uśmiechnęłam się lekko.-Nie mogę spać.
-Chodź tutaj.-Mruknął cicho kładąc się na plecach. Wyciągnął ręce w moją stronę. Kiedy ułożyłam się na torsie jego ramiona mocno mnie otuliły.
-To nic nie da,ale przynajmniej jest przyjemnie.-Zaczęłam się śmiać,więc Justin również.
-Spróbuj zasnąć. Pomasuję cię po pleckach.-Jego dłoń szybko wsunęła się pod moją koszulkę.

Obudziłam się dość wcześnie jak na połowę nieprzespanej nocy - 8:10. Biebera nie było obok mnie,więc zamierzałam wykorzystać sytuację,żeby rozłożyć się na jego dużym łóżku. Ułożyłam się wygodnie na brzuchu i trochę przysypiałam.
-Dzień dobry Cassie!-Usłyszałam delikatnie zasapany głos chłopaka. Otworzyłam z uśmiechem oczy czując szybki oddech na swoim ramieniu.
-Coś ty taki zmęczony?-Zaśmiałam się siadając na łóżku.
-Biegałem,muszę utrzymywać formę. Nie mogę stracić mojego kaloryferka,bo co by cię grzało w nocy?-Zażartował ściągając z siebie duży t-shirt.-Chodzę też na siłownię,bo to...-Tutaj seksownie pozuje jak kulturysta.-...nie zrobi się samo skarbie.
-Oh,zamknij się.-Przewróciłam teatralnie oczami i podniosłam się z łóżka.-Co jemy na śniadanie?-Zapytałam kierując się w stronę kuchni.
-Wymyśl coś,wezmę szybki prysznic.-Byłam pewna,że chciał się wymigać od niepotrzebnego bałaganu i pracy. Lodówka była praktycznie pusta,ale czego wymagać,skoro mieszka tutaj sam. Postanowiłam zrobić "kolorowe" kanapki z chleba razowego,sera,pomidora,ogórka i sałaty. Z łazienki słyszałam tylko szum wody,a kiedy ustał dopytałam Justina,czy pije kawę czy herbatę.
Śniadanie było gotowe,postawiłam talerz pełen smakołyków na szklanym stoliku w salonie (bo jadalni w tym mieszkanku nie posiadał) i przyniosłam dwa kubki z kawą. Usiadłam na kanapie i przy oglądaniu telewizji czekałam na Biebera. Oczywiście wyszedł w samym ręczniku i właściwie nie czuł się ani trochę skrępowany.
-Jeszcze sekundka!-Puścił mi oczko wchodząc do swojej sypialni. Byłam głodna jak wilk,więc kiedy wrócił od razu wzięliśmy się za jedzenie. Podziękował za zrobienie mu śniadania przelotnym pocałunkiem.-Więc co dzisiaj robimy?
Zaplanowaliśmy swój dzisiejszy dzień,po czym szybko ogarnęłam swój wygląd.
-Czekam w samochodzie. Zamknij drzwi! Klucze wiszą przy wyjściu!-Powiedział zatrzaskując za sobą drzwi. W ekspresowym tempie zebrałam swoje rzeczy do torby. Schyliłam się po buteleczkę z perfumami,która upadła pod szafę. Dzięki Bogu się nie stłukła,ale oprócz tego pod drewnianym meblem zobaczyłam ciemne,zakurzone pudełko. Wyciągnęłam je ciekawa i powoli zdjęłam wieczko.
-O mój...-Przerwałam zaskoczona.-Nie,co to ma być?-Moim oczom ukazał się pistolet. Wolałam go nie dotykać,ale nie mogłam powstrzymać się,żeby nie otworzyć koperty,która leżała pod bronią. Delikatnie wysunęłam papier spod ciężkiego sprzętu i zaczęłam czytać.
Mamo,Tato i wszyscy którzy to przeczytacie...
Nic o mnie nie wiecie. Nie wiecie jak bardzo cierpię. Nie radzę sobie już z tym wszystkim.
Znalazłem go,znalazłem mojego kochanego brata,ale on już nie jest tym samym człowiekiem co kiedyś. On zabija,on robi to dla pieniędzy. Jednym słowem,jest gangsterem i...ja też się w to wciągnąłem. Nie chciałem,ale Alex...kocham ją i dla niej zrobiłbym wszystko. Nie mówcie jej,że się zabiłem,nie chcę żeby cierpiała,powiedzcie,że wyjechałem.

Zapomnijcie o mnie,zapomnijcie o Justinie,który o włos nie zaćpał się na śmierć i nie zabił człowieka lub nawet wielu ludzi.


W tym momencie przerwał mi mój telefon,na ekranie pojawił się numer Biebera,a do końca listu zostało mi jeszcze dużo zdań.
-Już idę!-Powiedziałam szybko w słuchawkę i zasłaniając dłoń materiałem bluzki schowałam to co znalazłam na swoje miejsce.
Chciałam zapomnieć o tym co znalazłam,ale nie potrafiłam. Nie spodziewałabym się,że Justin mógłby coś takiego zrobić.
Wsiadłam na miejsce pasażera i spojrzałam głęboko w ciemne oczy ukochanego.
-Coś się stało?-Zapytał z lekkim zdenerwowaniem widząc łzę spływającą po moim policzku.
-Nie,ja...po prostu...-Zaczęłam się jąkać tracąc kontakt wzrokowy z chłopakiem.
-Cassie,spokojnie. Co się dzieje?!-Justin nie wiedział jak ma zareagować na mój nagły napad płaczu. Nie potrafiłam już nad sobą panować,moja psychika doszczętnie się zniszczyła. Ręce drżały mi jak nienormalne. Bieber wysiadł szybko z samochodu i otworzył drzwi po mojej stronie kucając przy mnie.
-Cassie...-Chciał zachować spokój,jednak nie potrafił. Schowałam twarz w dłonie i nie szczędziłam łez.-Chodź,wracamy do środka.
-Nie,nie...Zawieź mnie do mojego domu!-Zaprotestowałam szybko łapiąc podnoszącego się chłopaka za rękę. Powoli zaczęłam się uspokajać,jednak Justin mimo wszystko cały czas dziwnie się na mnie patrzył. Jakby coś podejrzewał.
-Dziękuję.-Szepnęłam pociągając nosem i chcąc nachylić się nad policzkiem Biebera,żeby go ucałować,on gwałtownie się odsunął.-W porządku.-Westchnęłam.-Też bym już z sobą nie wytrzymała.-Nie wiedziałam czy odejść czy zostać. Czułam się dość dziwnie i chyba nigdy się jeszcze tak okropnie nie czułam. Mogłam się domyślić,że tak będzie.-Przepraszam,że...zepsułam ci dzień.-Tłumaczyłam się cicho nie łapiąc ze zdenerwowanym chłopakiem kontaktu wzrokowego. Moje oczy,nadal załzawione,wbite były w moje nerwowo "bawiące się" dłonie. Bieber opierał łokieć o drzwi samochodu przyglądając się tylko temu co miał za przednią szybą. Za każdym razem kiedy coś mówiłam,na jego twarzy pojawiał się grymas.-Zadzwonię...-Złapałam szybko za klamkę i szybko wyszłam z samochodu.
-Nie dzwoń!-Usłyszałam nieprzyjemny głos Justina za swoimi plecami kiedy stanęłam przed bramką. Niepewnie odkręciłam się w stronę białego Ferrari.-Dajmy sobie spokój na jakiś czas. Nie chcesz żebym ci pomógł...Pozałatwiaj te swoje sprawy...
-Nie,Justin,proszę!-Podeszłam szybko do uchylonego okna samochodu.-Nie mów "na jakiś czas". Powiedz prosto z mostu,że zrywamy!-Wtedy w jego oczach pojawiły się drobne łzy.
-Dobra...zrywamy. Miło było,ale się spieprzyło. Przykre!-Odjechał z piskiem opon,a ja zostałam na swoim miejscu przyglądając się odjeżdżającemu chłopakowi. Nogi zrobiły mi się jak z waty,więc ledwo doszłam do drzwi domu. Po wejściu do środka powoli zdjęłam swoje buty i niestabilnym krokiem ruszyłam do swojego pokoju.
-Cassie,już wróciłaś?-Usłyszałam wesoły głos mamy,który po wejściu do mojego pokoju już taki nie był.-Słońce,co się dzieje?-Kobieta czule mnie do siebie przytuliła,a ja zaczęłam płakać jak głupia.
-Zerwaliśmy,przeze mnie...-Mówiłam,a mama coraz mocniej mnie do siebie przyciskała.
-Słońce,to nie był ten jedyny. Powiem ci,że zanim kobieta znajdzie swojego jedynego musi pocałować piętnastu mężczyzn,więc najwyraźniej ta liczba jeszcze nie wybiła!-Starała się mnie pocieszyć,ale na marne. Justin był kimś,kogo potrzebowałam. On był osobą,przy której czułam się w końcu kochana. Jason robi to celowo,on chce mnie zniszczyć i idzie mu to coraz lepiej,a pomaga mu w tym fakt,że Bieber chciał się zabić i nie wiem,czy nadal nie chce tego zrobić.
-Pojedziemy na zakupy,zjemy tonę lodów i będzie dobrze!-Uśmiechnęła się patrząc na mój, "na pewno piękny makijaż".

Justin


Robił się już wieczór. Od popołudnia siedziałem w małej knajpce wydając mnóstwo pieniędzy na alkohol.
-Zamówię panu taksówkę.-Barman sięgnął po telefon,ale ja chciałem wrócić sam. Mogę się nawet rozbić gdzieś po drodze,co za różnica. Cassie już nie jest moja z mojej głupoty. Może nie powinienem tak reagować,powinienem ją zrozumieć. Zamiast się upijać mogłem jechać ją przeprosić,ale może po prostu bałem się,że teraz ona mnie odrzuci.
-Bieber?-Usłyszałem za swoimi plecami,więc odkręciłem się powoli na wysokim krześle.
-James,jak świetnie cię widzieć!-Zaśmiałem się i chciałem wstać,żeby przywitać kumpla.
-Co ci się stało?-Zapytał zdziwiony widząc w jakim stanie jestem.
-Zgadnij...-Popatrzyłem na chłopaka siadającego na krześle obok mnie.-Zerwałem z Cassie.-Parsknąłem pijackim śmiechem uderzając w blat przy którym siedziałem. Wszystkie szklanki gwałtownie podskoczyły,a wzrok większości klientów skierował się na mnie.
-Zabieram cię do domu.-John dopłacił za moje ostatnie piwo i pomógł mi wsiąść do jego samochodu.-Wrócę po te twoje Ferrari,daj mi kluczyki!-Niezdarnie wyciągnąłem je z kieszeni spodni i dałem je mojemu "wybawcy" tamtego dnia.

James


Justin zasnął w połowie drogi. Nie dziwię się,pewnie wypił sobie TROCHĘ za dużo. Najgorszy był fakt,jaki wyznał mi na samym początku spotkania. Zerwał z Cassie. Zrobił najgłupszą rzecz jaką mógł zrobić w tej chwili. Nie chciał mnie wysłuchać kiedy opowiadałem mu o ich pierwszym spotkaniu.
Tak,znam Cassie,a raczej Veronicę. Beatrice,czyli jej przyjaciółka Ginger,to wszystko przez nią. Rozumiem,nie mógł o tym wiedzieć,ale ta dziewczyna jest w ogromnym niebezpieczeństwie. On nie może jej teraz zostawić. Ona potrzebuje ochrony. Biedna nieźle wkopała się w związek z bratem Biebera. Jason - największe gówno jakie chodzi po świecie.

不怕


NO TO PRZYZNAWAĆ SIĘ,KTO DOMYŚLAŁ SIĘ,ŻE JASON JEST BRATEM JUSTINA?

Mam dla was złą (?) wiadomość... Kolejne rozdziały będę krótsze,ale spokojnie,mam mnóstwo pomysłów na dalsze akcje,więc mam nadzieję,że to fanfiction będzie pisane do wakacji. ALE NIC NIE OBIECUJĘ!

Czekam na wasze opinie na temat tego rozdziału i oczywiście jak zawsze nowym czytelnikom przypominam o sondzie w sekcji użytkownika!



PYTANIA?
Tagi: .
21.02.2015 o godz. 19:50

Chapter 13


Siedziałam spokojnie w towarzystwie Khalila i Connie w poczekalni szpitalnego oddziału ratunkowego. Czekaliśmy na Justina,a szybko to nie szło. Na pewno musiał czekać w kolejce na prześwietlenie i jeszcze przejść podstawowe badania. W między czasie przyjechała również karetka z jakiegoś wypadku,więc to też na pewno było dużym przeciągnięciem. Bieber wyszedł z pomieszczenia o kulach z nogą owiniętą w bandaż elastyczny.
-I jak?-Zapytałam podnosząc się z plastikowego krzesełka,a razem ze mną nasi przyjaciele.
-To tylko skręcenie,nic poważnego.-Uśmiechnął się lekko,co odwzajemniłam. Obiecaliśmy chłopakowi,że wrócimy na mecz,ale niestety zakończył się niedługo przed naszym wyjściem ze szpitala. Wróciliśmy więc do domu,gdzie wpadliśmy akurat na obiad. Podczas jedzenia smacznego posiłku Justin opowiadał co mówił lekarz i dopytywał się o szczegóły meczu.
-Czyli nie pójdziesz dzisiaj z nami na wrotki?-Dopytała moja mama z widocznym niezadowoleniem na jej twarzy. Jakby skręcona kostka nie sygnalizowała,że chłopak nie ruszy się z domu do końca naszego pobytu tutaj. On też nie był z tego powodu szczęśliwy.
Kiedy wszyscy późnym wieczorem zbierali się do wyjścia ja siedziałam sobie na brzegu basenu mocząc nogi w chłodnej wodzie.
-Cassie,czemu nie jesteś jeszcze gotowa?-Zapytał Justin pochylając się nade mną.
-Nie mam ochoty na zabawę bez ciebie.-Podniosłam się.
-Widzę,że chcesz z nimi iść. Nic mi się nie stanie jak zostanę sam. Idź...-Uśmiechał się lekko. Ja spuściłam głowę i twardo stawiałam na swoim,nie chciałam zostawić go samego. Często miewałam takie uczucie,że przykro mi jest kiedy ktoś nie może się z nami bawić i siedzi samotnie.
-Cassie.-Justin chwycił mnie mocno za nadgarstek kiedy chciałam odejść. Odkręciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego pytająco.
-Wszystko w porządku? Uśmiechnij się.-Posłałam Bieberowi pogodny wyraz twarzy,po czym ucałowałam delikatnie jego różowiutkie,pełne usta. Weszłam do domu i siadając na kanapie zaczęłam sprawdzać SMS-y od Jasona.
Jak się bawisz na wyspach?

Kiedy wracasz do Los Angeles?

Oprócz tego również wiadomości typu: "Tęsknie","Kocham" itd. Odpisałam mu w jednym dłuższym SMS-ie,a w między czasie wszyscy wyszli na "wrotkowe party".
-Justin...-Wtuliłam się w umięśniony tors chłopaka,który siedział obok mnie i oglądał jakieś powtórki seriali.
-Słucham słonko.-Jego silna ręka objęła moje ramiona.
-Nic,nic.-Westchnęłam ciężko. Już prawie chciałam powiedzieć mu o moim problemie z Jasonem,jednak ugryzłam się w język.
-Na pewno Cassie?-Dopytał unosząc mój podbródek,żebym spojrzała mu prosto w twarz. Moje oczy zaczęły robić się suche i szczypać,przez co załzawiły się lekko.
-Jasne!-Zaśmiałam się,żeby ukryć niekontrolowane łzy.


Dwa dni później wróciliśmy do Los Angeles. Następnego dnia zaczynaliśmy znowu pracę. Nasz samolot wylądował późnym wieczorem.
-Cassie,zaczekaj!-Dłoń Justina mocno zacisnęła się na moim nadgarstku. Odkręciłam się do poważnego chłopaka z delikatnym uśmiechem. Założyłam moje włosy za ucho kiedy Bieber puścił mnie z uścisku.-Powiedz mi jedną rzecz...Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz?!-Ton jego głosu sygnalizował,że coś jest nie tak.
-O czym ty mówisz,oczywiście,że tak Justin!-Moje oczy napełniły się łzami. Lotnisko to chyba nie było dobre miejsce,żeby się teraz kłócić.
-W takim razie powiedz mi co jest z tobą nie tak?! Mam już dosyć tego,że płaczesz w nocy,że płaczesz za każdym razem kiedy zamkniesz się w łazience! Powiedz,co robię źle! Powiedz w czym muszę ci pomóc! Cassie!-Mówił bardzo stanowczo i szybko,a moi rodzice czekali już na mnie z bagażami przy wyjściu. Rozpłakałam się,chociaż cały czas starałam się być spokojna. Moje usta drżały,a wzrok chłopaka zaczął łagodnieć.
-Przepraszam...-Westchnął ciężko Justin mocno przytulając mnie do siebie.-Uspokój się już.-Jego głos zamienił się z ostrego na delikatny.-Cass,ja po prostu tego nie wytrzymam. Nie chcę żebyś płakała...-Wyszeptał całując mnie w czubek głowy.
-Będzie lepiej jeśli nie będziesz tego wiedział.-Spojrzałam mu w oczy.-Zaufaj mi,wszystko jest w porządku. Nie chce cię mieszać w moje prywatne sprawy.-Otarłam delikatnie oczy chusteczką higieniczną,którą dał mi chłopak.
-Chcę ci po prostu pomóc.-Wyszeptał słuchając mojego łkania.
-Nie chcę twojej pomocy,dam sobie radę sama.-Rzuciłam się z uściskiem Justinowi na szyję. Jego dłonie przejechały po moim wcięciu w talii,po czym oplotły moje ciało mocno.
-Martwię się o ciebie skarbie. Zależy mi na tobie.-Mówił,a jego słowa jeszcze bardziej mnie dobijały.
-Nie martw się,potrzebuję po prostu chwili dla siebie i swoich myśli. Muszę wszystko poukładać.-Wyszeptałam przyglądając się ludziom,którzy również patrzyli się na nas.
-Jeśli będziesz coś potrzebować,to...-Przerwałam mu w pół zdania:
-Tak,powiem ci.-Spojrzeliśmy sobie w oczy. Ułożyłam swoje dłonie na jego policzkach,jego twarz wyrażała smutek. Delikatnie kciukiem masowałam jego skórę.
-Cassie,taksówka już czeka!-Mój tata podszedł do nas przerywając naszą wymianę spojrzeń.-Zobaczycie się przecież niedługo.-Zaśmiał się miło żegnając się z Justinem przez podanie mu ręki.
Westchnęłam ciężko biorąc swoją walizkę od taty i jeszcze przed odejściem ucałowałam przelotnie wargi Biebera.

-Cassie,co się dzieje?-Zapytał tata kiedy jechaliśmy do domu. Mama odkręciła się z przedniego siedzenia,by skontrolować zaistniałą sytuację.
-Nic.-Westchnęłam sucho przełykając głośno ślinę. Odkręciłam głowę w stronę okna,by uniknąć spojrzeń rodziców.
Coś jest nie tak,czuję to. Czuję to w głębi serca.

/hell on earth/


Justin


Wróciłem do swojego mieszkania. Rzuciłem walizkę do swojej sypialni,po czym poszedłem do kuchni żeby zrobić coś do zjedzenia. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon,a na wyświetlaczu pojawił się numer zastrzeżony.
-Wiem wszystko Bieber...wszystko o tej twojej Cassie.-Oschły głos Jamesa w słuchawce dawał mi do wiadomości,że coś jest nie tak.-Ale to nie jest temat do rozmowy przez telefon. Za piętnaście minut w naszym miejscu.
-Przestań,skończyłem z tym!-Warknąłem nieprzyjemnie.-Nie mam zamiaru się w to bawić po tym jak mój brat mnie zniszczył! Zawsze był przeciwko mnie,nie chcę wracać do tej wojny z nim.
-Kurwa,posłuchaj mnie! Słyszysz co ja mówię?! Nie wiesz kim jest ta blond szmata!
"Blond szmata"! Za to co właśnie powiedział miałem ochotę przypieprzyć mu z całej siły w twarz. Mimo wszystko,pojechałem do naszej starej bazy w środku lasu. Niewielki,zimny,zawalający się budynek. Nie w takim stanie widziałem go ostatni raz jakiś czas temu.
Po wejściu do środka usłyszałem tylko moje kroki. Szedłem przed siebie by otworzyć małe drzwi na końcu korytarza i wejść do miejsca spotkania. James,Simon i John...kiedyś pracowaliśmy we czwórkę,teraz zostali sami. Ostatni raz spotkaliśmy się na jednym z wyścigów,musiałem załatwić ostatnią sprawę pomiędzy naszym gangiem,o ile można to zbiorowisko tak nazwać.
-Więc co macie mi do powiedzenia?-Nie usiadłem na jednym ze starych,czarnych,skórzanych foteli. Powolnym krokiem chodziłem po pomieszczeniu starając nie złapać z żadnym z nich kontaktu wzrokowego. Trzymałem ręce za plecami pokazując tym swoją wyższość nad nimi.
-Veronica,kojarzysz taką osobę?-Zaczął James.
-Nie...-Zaśmiałem się szyderczo wyglądając za okno gdzie widziałem dużo świecących się,zwierzęcych oczu.
-A może pamiętasz kiedy uratowałeś dziewczynę przed wybuchem pracowni?-Dodał. Wtedy w mojej głowie pojawiło się jedno z najokropniejszych wspomnień.

-Jak masz na imię?-Zapytał cichym,niskim głosem zamaskowany szatyn.
-V-Veronica.-Zająknęła się przestraszona nastolatka siedząca pod dużym budynkiem. Na swojej twarzy miała czarną kominiarkę,cała była ubrana na czarno.-Mój chłopak...-Chciała się o coś zapytać,jednak Justin jej nie pozwolił.
-Musimy uciekać,daj mi rękę!-Brązowooki kucnął przy dziewczynie wysuwając w jej stronę dłoń. Cały czas kontrolował godzinę,a raczej minuty na zegarku na swoim nadgarstku.
-Nie,nie...-Mówiła spanikowana patrząc w oczy Biebera. Kręciła głową cały czas prawie płacząc.
-Nie mamy czasu,chodź!-Powiedział stanowczo chłopak przerzucając drobną dziewczynę przez swoje ramię. Mimo,że chciała mu się wyrwać,on jej na to nie pozwalał.
Odszedł z nią szybko w bezpieczne miejsce,posadził ją za jednym z aut na parkingu i kazał jej tam zostać dopóki po nią nie wróci.
Głośny wybuch,dużo ognia i nieprzyjemnego zapachu. W uszach wszystkich słychać było tylko jeden długi dźwięk. Chłopak mimo,że obiecał...nie wrócił,więc bezbronna nastolatka musiała radzić sobie sama.


-I wy chcecie mi teraz powiedzieć,że to była Cassie,tak?-Nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli,że poznałem moją dziewczynę wcześniej niż myślałem.-A poza tym skąd wiecie,że jestem z Cass w związku?!
-Posłuchaj,tutaj już nie ma zabawy!-Wyrwał się John.
-Nie to wy posłuchajcie! Odpieprzcie się ode mnie i od mojej dziewczyny. Wasze bajeczki mnie nie obchodzą!-Wyszedłem z widoczną złością. Wsiadłem do samochodu i zanim odjechałem musiałem wziąć kilka głębokich oddechów,żeby się uspokoić.

/wyłącz muzykę/

Cassie


W trakcie czwartego dnia pracy po powrocie z zimowych wakacji dostałam SMS-a od Bryana.
Jestem z Ginger w szpitalu! Zaczęła krwawić,jej rodzice też tu są! POMÓŻ!

Pospiesznie wyszłam z oddziału wewnętrznego i skierowałam się na oddział ratunkowy. Tam spotkałam roztrzęsionego chłopaka Gigi i jej ojca.
-Dzień dobry.-Przywitałam się z wysokim mężczyzną o niesamowicie ciemnych włosach.
-Cassie,co tutaj się dzieje?!-Zapytał chwytając mnie za ramiona.
-To już trwa jakiś czas,Ginger bała się panu powiedzieć...Ale ona jest w ciąży!-Nie mogłam w sobie tego dłużej trzymać,powiedziałam prosto z mostu o co chodzi. Ojciec mojej przyjaciółki dostał szału. Najpierw rzucił się na Bryana,a gdy chciałam zaprzestać tą bijatykę sama zostałam jej ofiarą.
-TO WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE,TO TY JĄ ZABIERAŁAŚ NA TE DURNE IMPREZY!-Po kilku głębokich oddechach mężczyzna się opanował. Kiedy trzymałam dłoń na policzku nie obawiałam się uronić kilku łez. On uważał,że jego córka to ta grzeczna...Jednak to ona wciągnęła mnie w to wszystko.
-Co się tutaj dzieje?!-Usłyszałam za sobą znajomy głos. Odwróciłam się w stronę Justina ubranego w mundur polowy.
-Nie,to nic. Chodź...-Nie chciałam żeby wynikła z tego jakaś duża afera. I tak już kilka osób było świadkami tego zdarzenia a plotka zaraz się rozejdzie po całym szpitalu. Mina chłopaka nie należała do tej przyjemnej,ale kiedy wyszliśmy na zewnątrz mogliśmy odetchnąć od dziwnych spojrzeń pacjentów.
-Co tutaj robisz?-Zapytałam ciekawa przyglądając się osobom,które wchodziły i wychodziły ze szpitala.
-Muszę załatwić kilka ostatnich spraw związanych z misją w Afryce. Wiesz odebrać papiery dla generała.-Mówił patrząc cały czas na mój czerwony policzek.-Co ten koleś ci zrobił?-Justin przejechał delikatnie kciukiem po bolącym miejscu.
-Ojciec mojej przyjaciółki,dowiedział się właśnie,że jego córka jest w ciąży. Musze tam wrócić,bo coś chyba z nią jest nie tak.-Westchnęłam.
-Mam zainterweniować?-Zapytał poważnie.
-Nie,lepiej nie...
-Dobrze.-Pocałował czule mój policzek.-Przyłóż sobie lodu,czy coś.-Uśmiechnął się miło,po czym szybko złączyłam nasze usta w krótkim pocałunku z języczkiem.-Masz jutro czas?
-A jaki jest jutro dzień tygodnia?-Dopytałam szukając telefonu po kieszeniach spodni.
-Piątek.
-Jutro pracuję,sobotę i niedzielę mam wolną.
-W porządku,ja mam od jutra do niedzieli wolne,więc przyjadę po ciebie po pracy i spędzimy razem sobotę. Co ty na to?-Chłopak puścił mi zabawnie oczko.
-Jasne.-Uśmiechnęłam się delikatnie rumieniąc. Pożegnałam się z Justinem słodkim buziakiem w usta i szybko wróciłam do Bryana. Ojca Ginger już nie było,ale była jej mama.
-Cassie,ty wiedziałaś o tym już tak?-Zapytała,a ja skinęłam szybko głową. Domyśliłam się,że chodzi jej o ciążę mojej przyjaciółki.
-A co z nią teraz?
-Lekarze mówią,że jest w porządku,że dziecku nic nie grozi. To trzeci miesiąc,musi zostać w szpitalu na jakiś czas.-Odpowiedziała cały czas nie dowierzając. Obwiniała się zapewne o to wszystko.
-Proszę pani,będzie dobrze.-Starałam się ją pocieszyć,ale kobieta zaczęła płakać przytulając się do mnie.
-Co zrobiłam źle?-Pytała.


Następnego dnia przed wyjściem z pracy przebrałam się w świeże ubrania i poszłam jeszcze do Ginger,która leżała na oddziale ginekologicznym. Dziewczyna spała,ale kiedy weszłam najwyraźniej mnie usłyszała.
-Cassie...-Uśmiechnęła się lekko na mój widok,co odwzajemniłam.
-Jak się czujecie?-Mówiłam cicho siadając obok jej łóżka na krzesełku.
-Dobrze.-Zaśmiała się miło głaszcząc dłonią swój brzuch.-Miałaś rację. Byłam idiotką,że chciałam się pozbyć tego dziecka... Kiedy zaczęłam krwawić strasznie się bałam,że je stracę.-Westchnęła cały czas patrząc na różową kołdrę.
-Pisz do mnie jak będziesz czegoś potrzebować. Wpadnę tutaj w każdej chwili.-Na chwilę w pomieszczeniu zapadła dziwna cisza.
-Uważaj na siebie.-Zaczęła,a jej oczy się załzawiły.-Ty i Justin,musicie na siebie uważać.
-O czym ty mówisz?-Spojrzałam na nią ze zdziwieniem,a łzy w jej oczach wywołały u mnie taką samą reakcję.
-Tak po prostu mówię... Kobiety w ciąży mają takie swoje dziwne przeczucia.-Uśmiechnęła się,na co odetchnęłam z ulgą. Wydawało mi się,jakby wiedziała o czymś,czego ja nie wiem.
Posiedziałam z nią jakiś czas,ale naszą rozmowę po długim nie spotykaniu się przerwał mój telefon,a właściwie SMS od Justina:
Czekam.

Pożegnałam się z Ginger i szybko wyszłam ze szpitala rozglądając się za Justinem.
-Hej!-Podszedł do mnie od tyłu całując w policzek...ale to nie był ten chłopak,którego się spodziewałam.

不怕


7 komentarzy,nie jest to zadowalająca liczba.

W tym rozdziale wyszła tajemnica Justina,spodziewaliście się po nim czegoś takiego?
Jak myślicie... jak zareaguje Cassie kiedy się o tym dowie.

Justin domyśla się,że coś jest nie tak,jednak nie chce wierzyć w najgorsze scenariusze. Czy one się sprawdzą?

CZEKAM NA WASZE OPINIE W KOMENTARZACH BO ONE BARDZO MNIE MOTYWUJĄ. JAK ZAWSZE PRZEPRASZAM NA BŁĘDY TYPU LITERÓWKI ITD.

PAMIĘTAJCIE O SONDZIE,KTÓRA ZNAJDUJE SIĘ W SEKCJI UŻYTKOWNIKA!




PYTANIA?
Tagi: .
15.02.2015 o godz. 11:03
BadBoyAndGoodGirl
„Fearless”
Skąd: Polska
O mnie: Mam na imię Żaneta. Mam 18 lat i wielkie marzenia. Jestem osobą szaloną,ale wrażliwą. Zapraszam do czytania opowiadania i komentowania... Cenię szczerość,więc jeśli opinia będzie nawet najostrzejsza,to przeżyję. PYTANIA ? - http://ask.fm/BadBoyAndGoodGirl
statystyki
sekcja użytkownika
Tiny Finger Point Hand With Heart Statystyki